Czy warto kochać?  zobacz opis świata »

Dopis 111: Justyna powoli wracała na kwaterę ,...

« poprzedni dopis
 

gebilis 64

Od: 25.08.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 7,

Dopisów: 276,


***

Justyna powoli wracała na kwaterę, gdzie zapewne czekał już na nią rozbudzony Daniel. "Co ja mu powiem? Jak mu wytłumaczę swą nieobecność?" Jednak błogie rozleniwienie i radość ze spotkania z Krzysztofem nie pozwalały jej skupić się na czymkolwiek innym niż wspomnieniach przeżytych tak niedawno chwil. Z jednej strony było to zażenowanie tą sytuacją, jednak z drugiej czuła się tak lekko, beztrosko. Po długim okresie odnalazła swój cel. Tym celem był on - Krzysztof. Nie interesowało jej w tej chwili, co zrobi, jak teraz zmieni się jej życie. Czuła tylko ciepło jego rąk na swym ciele, widziała jego niebieskie, roziskrzone oczy.

- O Boże! - westchnęła - czemu tak nie może być wieczne?

Podchodząc do furtki, nagle odczuła irracjonalny strach. "Boże, co ja zrobiłam?"

Dopiero teraz zaczęła docierać do niej świadomość wydarzeń tej nocy. W ramionach Krzysztofa zapomniała o bożym świecie, nie docierało do niej nic poza faktem, że nareszcie są razem. Ona i on. Bez zobowiązań, bez oglądania się na innych oddała mu się tak jak podpowiadała jej natura. Teraz jednak dopadło ją zwątpienie: co dalej?

Stała trzymając rękę na zimnej, drewnianej klamce i nie potrafiła jej nacisnąć. Co powie Danielowi?

"Boże!" Odwróciła się chcąc uciec z tego miejsca, pójść do Krzysztofa, poczuć znów, jak ją przytula i szepcze: "Wszystko będzie dobrze, Justynko, wszystko będzie dobrze".

„Cholera nic nie będzie dobrze!” Rozejrzała się bezradnie, czy nikt nie usłyszał jej okrzyku, ale wokół było pusto. Spuściła głowę z pasją kopiąc śnieg. A prosił, by nie odchodziła, by została z nim. Obiecywał, że wszystko załatwi za nią... Jednak to ona uparła się, że tak nie postąpi, że musi wyjaśnić Danielowi... A teraz stała i bała się zrobić krok w stronę domu... W stronę domu, gdzie czekał na nią Daniel.

Poczuła, jak marzną jej palce nóg. Nawet nie pomyślała, jak długo stoi pod furtką. Godzinę, dwie... a może kilka minut? Rozejrzała się, jednak wkoło panowała niczym nie zmącona cisza. "Wszyscy odsypiają Sylwestra, tylko ja tu się męczę. Chyba mnie od razu nie zabije?"

Powoli pchnęła furtkę i weszła do ogrodu. "Może jeszcze śpi?", dodawała sobie odwagi.

Gdy jednak otworzyła drzwi pokoju, zrozumiała, że nie uda się uniknąć konfrontacji. Daniel siedział zgarbiony przy stole. Wsparty na łokciach, jedną ręką wichrzył sobie włosy, drugą podpierał brodę zapatrzony w róg pokoju.

- Gdzie byłaś? - głos zabrzmiał chrapliwie i tak niespodziewanie, że Justyna zamarła z ręką na klamce. - Wchodź, nie stój tak... Nie odwrócił głowy, nie poruszył się. Dziewczyna zamarła, niezdolna wykonać jakiegokolwiek ruchu. Czuła, jak w gardle tworzy się jej wielka klucha, pozbawiająca ją prawie oddechu.

- Wchodź! - prawie krzyknął. Wolno weszła do pokoju i zamknęła drzwi. Nadal nie patrzył na nią. Najchętniej odwróciłaby się na pięcie i uciekła do Krzysztofa, ale wiedziała, że tego teraz zrobić nie może. "Jak ja mu to powiem?", przemknęło jej przez głowę. "Zostawiam cię… mam innego? Po co ja tu w ogóle przyszłam?..." .

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

To się nazywa właśnie budowanie napięcia :))) +

Bardzo dobry wpis, zaciekawia niesamowicie ale proszę Was, nie zwalniajcie tak :) Nie zawsze szybko znaczy dobrze ale kiepsko się czyta w takich odstępach czasowych. ;))


Jej. Wczułam się w rolę Justyny i... poprostu daję plusa. Należy się.


* "Co ja mu powiem? Jak mu wytłumaczę swą nieobecność?"[.]
 
* Jednak błogie rozleniwienie i radość ze spotkani[/e] [a] z Krzysztofem nie pozwalał[/a] [y] jej skupić się ze
 
*Z jednej STRONY było to zażenowanie tą sytuacją, jednak z drugiej STRONY czuła się tak lekko, beztrosko.
 
* Nie interesowało [/ją] [jej] w tej chwili[,] co zrobi
 
*"O Boże[/"] [-] westchnęła [/,] [-] [/"] czemu tak nie może być wieczne?"[.]
 
*Podchodząc do furtki[,] nagle odczuła irracjonalny strach.
 
*"Boże, co ja zrobiłam?"[.]
 
*że na[]reszcie są razem.
 
*Stała[/,] trzymając rękę na zimnej, drewnianej klamce i nie potrafiła jej nacisnąć.
 
*"Boże!"[.]


 
*Odwróciła się chcąc uciec z tego miejsca[/.] [,] pójść do Krzysztofa, poczuć znów[,] jak ją przytula i szepcze[:] "Wszystko będzie dobrze[,] Justynko, wszystko będzie dobrze".
 
*[/-] ["]Cholera nic nie będzie dobrze!["] [.] [/-] Rozejrzała się bezradnie[,] czy nikt nie usłyszał jej okrzyku
 
*A prosił[,] by nie odchodziła
 
*Jednak to ona uparła się[,] [/,]że
 
*Poczuła[,] jak marzną jej palce nóg. Nawet nie pomyślała[,] jak długo stoi pod furtką. Godzinę, dwie...[/]a może kilka minut?
 
*"Wszyscy odsypiają Sylwestra, tylko ja tu się męczę. Chyba mnie od razu nie zabije?"[.]
 
*"Może jeszcze śpi?"[,] dodawała sobie odwagi.
 
*- Wchodź, nie stój tak...[/]Nie odwrócił głowy, nie poruszył się.
 
*Wsparty na łokciach[,] jedną ręką wichrzył sobie włosy, drugą podpierał brodę zapatrzony w róg pokoju.


*Dziewczyna zamarła[,] niezdolna wykonać
 
*Czuła[,] jak w gardle tworzy się
 
*odwróciła[]by się
 
*"Jak ja mu to powiem?"[,] przemknęło jej przez głowę. "Zostawiam cię[/..] [...] mam innego? Po co ja tu w ogóle przyszłam?..."[.]


Poprawione


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.