Księżyc w mózgu, czyli   zobacz opis świata »

Dopis 15:Katarzyna Nienawidzę niedzieli ,...

« poprzedni dopis
 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


Katarzyna



Nienawidzę niedzieli, nienawidzę takiej pogody i nienawidzę policji. Poza tym nienawidzę tego, że mój samochód się psuje i gaśnie bez mojego pozwolenia. Mój zabytkowy, szesnastoletni garbusik w kolorze blue świetnie wygląda, ale poza tym ledwo zipie. Między innymi właśnie dlatego ten dzień zaliczam do jednego z najgorszych dni w moim życiu.

Zaczęło się niewinnie. Kuzynka, która właśnie miała ferie, postanowiła mnie odwiedzić i zostać u mnie aż do niedzieli. Przyjechała wczoraj pociągiem, a z dworca odebrał ją mój tata swoim samochodem. Dawno się nie widziałyśmy. Przegadałyśmy prawie całą noc, co chwila wybuchając śmiechem. Postanowiłyśmy, że wybierzemy się razem do kina, najlepiej na jakąś lekką komedię. W końcu stanęło na filmie: "Ciacho", choć początkowo myślałam o: "Wszystko, co kocham", a Olka o "Avatarze". Po burzliwej dyskusji doszłyśmy do kompromisu. W nocy padało dużo śniegu i był mróz, co jeszcze nie zapowiadało tragedii. Dopiero piątkowe popołudnie okazało się sądne.

Mój samochód nie lubi mrozów. Dlaczego? Nie wiem. W każdym razie zbuntował się i nie chciał odpalić. Może wiedział, że dzisiejsza wyprawa nie była dobrym pomysłem? W każdym razie tata był w pobliżu. Pogrzebał, popatrzył i wyjechał moim pojazdem z garażu. Zapakowałam torebkę z dokumentami, kuzynkę i czapkę do samochodu. Ruszyliśmy na podbój mojego miasta.

Pierwszy zgrzyt nastąpił już przy pierwszym zakręcie, zza którego wybiegła dwójka młodych ludzi. Ostro zahamowałam, żeby ich nie potrącić. Silnik zgasł. Próbuję odpalić. Nic. Ola zaczęła się niecierpliwić. Drugi raz. Również bezskutecznie. Włączyłam ssanie i spróbowałam ponownie. Kicha. Przeklęłam, Ola zaczęła marudzić. Odpalam po raz kolejny. Udało się.

Nie był to jednak koniec moich kłopotów. Tuż przy wjeździe do kina ustawiły się gliny. Minęłam ich. Dopiero wtedy kazali mi się zatrzymać. Podeszli w dwóch. Jeden całkiem przystojny, młody jeszcze, w okularach. Drugi, niski i gruby. Za to z miną osoby, która zjadła wszystkie rozumy. Albo chociaż kodeksy karne. Zaczęli ze mną standardową pogawędkę. Dokumenciki, trele morele, mandacik. Kurwa, za co? Przecież jechałam zgodnie z przepisami.

- Dlaczego? - spytałam, akcentując poczucie braku sprawiedliwości.

- Tylne światła nie działają - powiedział matowo ten niższy.

- Musiały się przepalić - wyjaśniłam, a moja kuzynka przytaknęła.

Zestresowana siedziała w samochodzie, niepewnie obserwując sytuację. Bojowo oświadczyłam, że to przecież nie moja wina, że gdybym wiedziała, wymieniłabym je, że za chwilę zacznie się nas seans. Wszystko na nic. Dwie stówy poszły w plecy. Gorzej być nie może. Przeklęłam głośno.

- Proszę się uspokoić. Chyba, że chce pani dostać drugi mandat za obrazę policjanta.

Z przyjemnością. Przyjęłabym nawet dziesięć mandatów i nawrzeszczałabym na niego, aż by mu w pięty poszło. Jednak nie miałam pieniędzy na takie rozrywki, więc potulnie schyliłam głowę.

- Przepraszam - bąknęłam. - To już się więcej nie powtórzy.

Mówiłam prawdę. Garbusik ponownie nie odpalił. Nie pomogło włączenie ssania, czułe przemawianie ani prośby. Zostawiłyśmy go i dalszą trasę przeszłyśmy pieszo.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 7

Mandat autentyczny, kuzynka autentyczna, kino fikcyjne. Mam nadzieję, że wpasowałam się w klimat:D


To ci pech.


Jednym słowem: Pech.


Z tego co pamiętam, to jest niedziela, a nie piątek. :)

To tylko taka mała uwaga.

Pzdr :)

Spoko:D Zaraz zmieniam.


A w ogóle, to bardzo się cieszę, że się dopisałaś. :)


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.