Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 120: . Kelia...

« poprzedni dopis
 
***

.





Kelia wyciągnęła rękę w stronę Gońca, ale ten odsunął się, westchnęła ciężko. Objaśnić, tak czas było powyjaśniać wiele spraw, wiedziała, że kiedyś będzie musiała, ale szczerze mówiąc miała nadzieje, że ten dzień nie nastąpi tak szybko. Usiadła i spojrzała na Gońca.

- Marius jest mi potrzebny. Ty nie będziesz umiał zrobić tego, co konieczne. – Podniosła rękę, nakazując mu cisze. – Nie zdołasz zabić noworodka, nie potrafisz zabić głodującej dziewczynki, ani pięknego młodzieńca. Nie zabijesz, twój kodeks ci nie pozwoli. Marius zrobi to z ochotą. Potrzebuje jego ochoty, tak jak i potrzebuje ciebie, bo Marius może się wyrwać z pod mojej kontroli.

Spojrzała na Neriana, który jęczał przez sen, jej ręka nieświadomie znalazła się na brzuchu.

- Musimy wyruszyć jeszcze dziś. Mamy coraz mniej czasu, stało się coś bardzo niedobrego. Spełniają się niektóre z przepowiedni. Ciemność, równowaga, jasność. – Spojrzała na mężczyznę zamyślonym wzrokiem – Przepraszam, że wciągnęłam cię w to w taki sposób, musiałam. Tam w zamku złamałam największe prawo jakie mnie obowiązuje. Jedyne prawo. Zabiłam. Teraz mogę na ciebie patrzeć, nie potrzebuje opaski. Z tej drogi nie ma powrotu. Zapłacę za to najwyższa cenę. Bo jestem już przeklęta. Jeśli uda mi się zamknąć Bramy, może najgorsze co mi się stanie, będzie niebytem. – Zamknęła na chwile oczy. – Marius wraca. Musimy wyruszyć. Do wieczora uda nam się dojść do malej osady. Ludzie postawili tam kilka domów i gospodę. Musimy kupić, albo ukraść jedzenie, bo wy raczej musicie jeść.

Wstała i nie oglądając się na Gońca ruszyła w stronę Mariusa. Szła boso, jej stopy ledwo muskały ziemię.

- Wyruszamy, dziś nocujemy w gospodzie.

Skinął głową i popatrzył na Gońca, który krzątał się zbierając torby.

- Co z nim? Myślałem o nim, kojarzę tę twarz. Gdzieś go widziałem. Nie ufaj mu. Idę do Neriana, możesz go ozdrowić? – Patrzył na nią pokazując piękne żeby w uroczym uśmiechu.

- Nie, chwilowo nie. Złamałeś mu tylko rękę. Może iść.

Wyciągnął rękę i podniósł jej głowę, popatrzył w oczy i pocałował, nie broniła się. Nie broniła się, gdy przyciągnął ją do siebie i wyszeptał na ucho:

- On cię miał, ja tez cię dostanę. Dziś. Chodzimy.

Bała się spojrzeć na Gońca, minęła go trzymając głowę w dół. Czas wyruszyć, niedługo to się skończy. Usta uniosły się w lekki uśmiech, który zaraz zniknął. Uklękła przy Nerianie i zaczęła go budzić.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

*Objaśnić, tak [-] czas było powyjaśniać wiele spraw[.] [W]iedziała, że kiedyś będzie musiała, ale szczerze mówiąc miała nadziej[ę], że ten dzień nie nastąpi tak szybko.

*Podniosła rękę, nakazując mu cisz[ę].

*Potrzebuj[ę] jego ochoty, tak jak i potrzebuj[ę] ciebie, bo Marius może się wyrwać [spod] mojej kontroli.

*Spojrzała na mężczyznę zamyślonym wzrokiem[.] – Przepraszam

*Teraz mogę na ciebie patrzeć, nie potrzebuj[ę] opaski.

*Zapłacę za to najwyższ[ą] cenę.

*Zamknęła na chwil[ę] oczy.

*o wieczora uda nam się dojść do ma[ł]ej osady.

*Patrzył na nią pokazując piękne [zęby] w uroczym uśmiechu.

*On cię miał, ja te[ż] cię dostanę.

*Chod[ź]my.


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.