Córka Węża  zobacz opis świata »

Dopis 17:Kiedy nareszcie Koris odszedł ,...

« poprzedni dopis
 

specyficzna_ja 7

Od: 01.05.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 32,


Kiedy nareszcie Koris odszedł, Arina spojrzała na swoją nową koleżankę. Sheryl odgarnęła kosmyk włosów Ariny i powiedziała.

- Posłuchaj, możesz być naprawdę wielka. Zrób coś, żeby to pokazać i przemyśl moje słowa. Teraz muszę już iść, do zobaczenia innym razem. - i poszła. W końcu, kiedy Sheryl zniknęła w drzwiach zamku, dziewczyna podjęła decyzję. Nie czekała już na Korisa, nie poszła na lekcje, lecz poszła do dormitorium.

Był wieczór, dziewczyna już doskonale wiedziała co zrobi. Za pół godziny wybije dwudziesta pierwsza, czyli godzina o której ojciec ją zawsze do siebie wzywał, kiedy zrobiła coś co mu się nie spodobało.

Do pokoju bez pukania weszła Lisana ze słowami:

- Ojciec Cię wzywa.

Arina starała się jak najbardziej, aby jej mina była bez wyrazu, nie chciała nikomu ukazywać słabości, tym bardziej przy tym co miała dzisiaj zamiar uczynić. Przeszła długim ciemnym korytarzem i stanęła przed drzwiami Salazara. Z ogromną gracją zapukała do drzwi, jakby to, iż przyszła było ogromną przysługą.

- Wejdź. - Usłyszała zimny, nie przestępny syk.

Dziewczyna przekroczyła próg pokoju.

- Dlaczego to zrobiłaś?! - zapytał na powitanie.

- Niby co? - odpowiedziała od niechcenia.

- Powiedz mi, co miała oznaczać ta sytuacja na zielarstwie.

- A, o to Ci chodzi, ta wstrętna kobieta chciała się mną wysługiwać, stwierdziłam, iż nie pozwolę sobie na takie traktowanie.

- Stwierdziłaś? - zapytał z co raz większym gniewem. Po czym wyjął różdżkę, lecz jego latorośl była szybsza.

- Ani mi się waż. W czarnej magii siedzę głębiej niż Ci się wydaje, ojcze. Mam twoją krew, ten sam upór, tę samą chęć dążenia do celu, oraz to same pożądanie władzy co Ty.Nie pozwolę, abyś mnie tak traktował. - wypowiadając te słowa, Arina stała wyprostowana i dumna, natomiast minę miała tak zaciętą, że nawet sam Salazar zaczął wymiękać.Córka i ojciec, oboje celowali w siebie różdżkami na środku ogromnego pokoju.Twarz Salazara złagodniała.

- Możesz już iść.

Arina była z siebie dumna.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.