Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 113: Kilka lat...

« poprzedni dopis
 
***

Kilka lat wcześniej



Rozrywka dla najbogatszych. Śmierci, którą mogą się karmić, jakby mało jej było w codziennym życiu. Łowcy niewolników sprzedawali im najsilniejszych. Trening uczył ich zabijania. Walka na scenie, walka, w której ceną jest śmierć. Podniecająca, brutalna, rozkoszna. Dużo płacono, aby móc się znaleźć w Teatrze Śmierci. Tylko najbogatszych było na to stać. Płacili za możliwość zobaczenia śmierci, niemalże dotknięcia jej. Marius wsławił się tym, że, gdy już zabił moczył ręce w krwi wroga i smarował sobie twarz, kochano go za to. Marius wyobrażał sobie, że to ich krew. Nerian był cichym i szybkim zabójcą. Zabijał natychmiast, jeśli tak mógł. Nie bawił się, pewnie by go zabito, ale był zbyt piękny. Kobiety go kochały. Narkotyki, które im podawano były mocne, stały się nałogiem, za który zrobiliby wszystko. Gwałt, morderstwo, walka. Nie mieli oporów. Czasem walczyli z nowymi więźniami, zawsze wygrywali. Mieli siedemnaście lat, byli najlepsi, uczono ich tego od dziecka, jeszcze zanim trafili do Teatru, jednak tam uczono ich walki z honorem, tu wyciągnięto najgorsze, co posiadali.

- Będą walczyć przeciwko sobie. Nudzą się.

Słowa, które zniszczyły Teatr.



Stali oparci o siebie plecami, jeden z ukradzionym mieczem, drugi z małym toporem, ich oddechy były przyśpieszone, adrenalina krążyła we krwi, pobudzając. Marius zaatakował pierwszy. Mieli siedemnaście lat, od wolności dzieliło ich czterech strażników. Mieli mało czasu, zaraz pojawia się kolejni. Woleli zginąć niż walczyć przeciwko sobie. Marius poczuł na twarzy krople krwi, zabijał.



Patrzyli jak teatr płonie, Marius otarł krew z twarzy i zlizał ją. Nerian zadrżał. Musieli uciekać, jak najszybciej jak najdalej. Nie mieli czasu, pościg niedługo ruszy. Głód narkotykowy dopadł ich następnego dnia. Trzy koszmarne doby zwijali się z bólu, wymiotując i jęcząc. Przytuleni do siebie, wbijając drżące dłonie w swoje ciała. Wrzeszczeli z bólu.



Współczesność



Marius uderzył tak szybko, że Nerian nie zdążył zareagować, spróbował oddać cios, ale mężczyzna był za szybki, zawsze był szybszy, złapał za nadgarstek drugą ręką uderzył w łokieć, Kelia wzdrygała się na odgłos łamanej kości. Wrzask bólu Nerian chyba otrzeźwił Mariusa, bo pościł go i odsunął się.

- Powinienem cię zabić Nerian. Powinienem.

- Wiem do cholery! Wiem. – Stał ze zwieszona głową i złamaną ręką, Keli wiedziała, że ból musi być niesamowity.

- Dalej bierzesz?

Pokiwał głową, ciałem wstrząsnął dreszcz.

- Zdradziłeś mnie dla tego gówna. Powinienem ci teraz poderznąć gardło. – Odwrócił się do Keli – Masz jakieś zioła? Musze mu złożyć rękę. Cholera.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

*Śmier[ć], którą mogą się karmić

*MIELI [po] siedemnaście lat, od wolności dzieliło ich czterech strażników. MIELI mało czasu, zaraz pojawi[ą] się kolejni.

*Musieli uciekać, jak najszybciej[,] jak najdalej.

*złapał za nadgarstek[,] drugą ręką uderzył w łokieć[.] Kelia wzdryg[nęła] - {Kropka zamiast przecinka, bo zdanie było bardzo długie.}

*Powinienem ci teraz poder[ż]nąć gardło.

*Musz[ę] mu złożyć rękę.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.