***
Kira zaprowadziła go przed ogromne drzwi.
- To tutaj.Za tymi drzwiami znajduje się sala spotkań ze starszyzną.
- To na co czekamy? Wchodzimy - powiedział, po czym ruszył w stronę drzwi. Nim jednak dotarł na tyle blisko, by je otworzyć, dziewczyna zagrodziła mu drogę.
- Nie możesz tam tak wejść. Tylko ktoś ze starszyzny, lub ktoś przez nim wywołanych może tam wejść.
- Co? Jaja sobie robisz? Mam może tu tak czekać, aż któryś z tych staruszków wyjdzie, lub mnie zawoła? Nie ma mowy - powiedział, po czym złapał dziewczynę pod ramiona, i przestawił na bok. Zdziwił się trochę, że była taka lekka, ale w tym momencie miał ważniejsze sprawy na głowie. Był wkurzony. Kopnął w drzwi z całej siły. Otworzyły się, a skrzydła odbiły się od ściany, zatrzymując się w pół drogi. Nataniel pewnym krokiem wszedł do komnaty, i wzrokiem zaczął szukać kogoś z "dziadków". Sala była pusta.
Odwrócił się na pięcie w stronę Kiry, i zapytał:
- Gdzie oni są? Tylko tak, żebym zrozumiał.
- Nie wiem. Możliwe, że poszli pobłogosławić kolejną grupę wyruszającą poza wioskę.
- Zaprowadź mnie tam.
Dziewczyna odwróciła się, i szybkim krokiem wymaszerowała z sali. Chłopak za nią. Po chwili znaleźli się na powrót na dziedzińcu. Starszyzna stała przed grupą osób. Nataniel wyminął Kirę, i podszedł do "dziadków".
- Dobra, przyszedł czas na wyjaśnienia. Jak to jest możliwe, aby słowa pokazywały się w pustej księdze?
Widząc zdziwione miny wszystkich obecnych, otworzył księgę.
- O tutaj - wykrzyknął, i pokazał w księdze zdanie, napisane jego krwią.
Jedna z kobiet zemdlała, a wszyscy pozostali byli w ogromnym szoku.
- Co znowu? - chłopak zaczynał mieć dosyć tego dziwnego świata. Jeżeli to sen, to chciał już się obudzić.
- Księga tkwiła w swej komnacie od pokoleń. Nikt nie mógł jej podnieść, a co dopiero wynieść.
Kira zaprowadziła go przed ogromne drzwi.
- To tutaj.Za tymi drzwiami znajduje się sala spotkań ze starszyzną.
- To na co czekamy? Wchodzimy - powiedział, po czym ruszył w stronę drzwi. Nim jednak dotarł na tyle blisko, by je otworzyć, dziewczyna zagrodziła mu drogę.
- Nie możesz tam tak wejść. Tylko ktoś ze starszyzny, lub ktoś przez nim wywołanych może tam wejść.
- Co? Jaja sobie robisz? Mam może tu tak czekać, aż któryś z tych staruszków wyjdzie, lub mnie zawoła? Nie ma mowy - powiedział, po czym złapał dziewczynę pod ramiona, i przestawił na bok. Zdziwił się trochę, że była taka lekka, ale w tym momencie miał ważniejsze sprawy na głowie. Był wkurzony. Kopnął w drzwi z całej siły. Otworzyły się, a skrzydła odbiły się od ściany, zatrzymując się w pół drogi. Nataniel pewnym krokiem wszedł do komnaty, i wzrokiem zaczął szukać kogoś z "dziadków". Sala była pusta.
Odwrócił się na pięcie w stronę Kiry, i zapytał:
- Gdzie oni są? Tylko tak, żebym zrozumiał.
- Nie wiem. Możliwe, że poszli pobłogosławić kolejną grupę wyruszającą poza wioskę.
- Zaprowadź mnie tam.
Dziewczyna odwróciła się, i szybkim krokiem wymaszerowała z sali. Chłopak za nią. Po chwili znaleźli się na powrót na dziedzińcu. Starszyzna stała przed grupą osób. Nataniel wyminął Kirę, i podszedł do "dziadków".
- Dobra, przyszedł czas na wyjaśnienia. Jak to jest możliwe, aby słowa pokazywały się w pustej księdze?
Widząc zdziwione miny wszystkich obecnych, otworzył księgę.
- O tutaj - wykrzyknął, i pokazał w księdze zdanie, napisane jego krwią.
Jedna z kobiet zemdlała, a wszyscy pozostali byli w ogromnym szoku.
- Co znowu? - chłopak zaczynał mieć dosyć tego dziwnego świata. Jeżeli to sen, to chciał już się obudzić.
- Księga tkwiła w swej komnacie od pokoleń. Nikt nie mógł jej podnieść, a co dopiero wynieść.


