-Duduś, nie przeszkadzaj!
Jest siódma rano a mnie się chce wyć.
Esmeralda nawiedziła mnie w nocy i wytłumaczyła, że to nie tak. Ale noc jest za krótka, powiedziała, i że nie będzie mi wszystkiego po kolei wykładać, bo ma jeszcze do spełnienie misję w Mozambiku, a przede wszystkim dlatego że czeka na nią boj. Więc dała mi klucze, zaczarowaną szminkę i niebieską mądrość w pigułce, którą połkłam od razu popijając wodą z babcinego imbryka.
I nagle wszystko stało się jasne. Boże, jakie to proste, nic nie trzeba kombinować! Wszystko dzieje się samo, potokiem wiary niesionej łabędzia uśmiechem, tyle żeby go nie szarpać za bardzo za kieł.
Bo wiadomo, jest cenniejszy od złota. Tylko się nie rozklejaj, to co ci teraz powiem to jest tajemnica tajemnic.
Mężczyźni są z Marsa? Boł szit! To tacy sami ludzie jak my! I oni też mają swoje uczucia...Tyle że im nie wolno ich było okazywać, a żeby się wymienić koszulkami musieli wynaleźć piłkę nożną. Bawią się w kotka i myszkę, bo myślą że tak ma być i że nie może być inaczej, i jak by to było gdyby było inaczej niż jest, gdyby wszystko było takie proste, rozumisz- love, sex, inteligence. Wmówił im to podobno jakiś cep.
Esmeralda zdradziła mi że jej boj jest wielki jak księżyc, ile się w nim kryje uczucia to sam sobie wyobraź. Na szczęście można się do niego dokopać, można też go sięgnąć przez kratery, najprościej jednak jest...
-Duduś, to nie jest pora na figle!


