Manuel Folleno/Miłosne igraszki  zobacz opis świata »

Dopis 4:Krasnal miał białe buty i puszystą brodę...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Krasnal miał białe buty i puszystą brodę. Wskazywał palcem wzgórze, na szczycie którego stał zamek. Tarcza rycerza błysnęła w słońcu.
- Właśnie tam mieszka. Ale nie widziałem żeby chodził z dziewczyną. Kiedyś się z jedną podziewał, pyskate to było że Ho!
Rycerz spiął konia i ruszył nie spiesząc się. Zastanawiał się co będzie, kiedy uwolni dziewczynę. Minął tawernę przy której łopotał wielki żagiel. Kręciło się tam kilku włóczęgów, od zabudowań wystających ponad fosę dzieliło go już niewiele. Przejechał równo ostrzyżony trawnik i spotkał uszatego skrzata. Koń parsknął i stanął w miejscu.
- W dolinach nazywają to mgłą - odezwał się skrzat odkładając aparat do rozpylania.
- Czy tu mieszka smok Maurycy?
- Chce się pan z nim zobaczyć?
Rycerz skinął głową i stwierdził, że interesują go rzadkie gatunki.
- Jest na górze, proszę, niech pan wejdzie - powiedział skrzat i pobiegł przodem. Rycerz ruszył z kopyta i przekroczył próg.

W wielkiej sali stały masywne ławy, były duże, pokryte kurzem. Światło wpadało przez okno, przy którym stał dumny jak skała, wysoki i tłusty smok. W lewej łapie trzymał linijkę. Spojrzał na rycerza. Miał jasne, niebieskie jak ocean oczy. Rycerz zbliżył się.
Smok odłożył linijkę i rozpościerając płetwę grzbietową rozłożył się za stołem.
- Czym mogę panu służyć? - zanurzył palec w słoiku z mazidłem w kolorze bursztynu, oblizał go i głośno cmoknął. Odpowiedziało mu echo.
- Przyjechałem do pana z daleka, panie Maurycy.
- Maurycy dla przyjaciół. Moje nazwisko brzmi Noless.
Rycerz zasłonił się tarczą i sięgnął po broń.
- Cha cha cha cha cha! - Smok splótł łapy na brzuchu, który jeszcze się trząsł.
- Od dawna nie było tutaj takiego chojraka. O co chodzi? - zapytał łagodnym tonem.
- Jak zwykle o dziewicę - stwierdził rycerz donośnym głosem, jakby chodziło o zaległy rachunek za prąd.
- Mam tutaj miły dom, nikt mnie już nie nachodzi. Dostałem ułaskawienie, nie jestem nikomu nic winien, chodzi mi tylko o to żeby mieć święty spokój.
- To jest właśnie to, czego nigdy nie będziesz miał, dopóki nie wyznasz prawdy - powiedział rycerz, ale odłożył miecz i z podniesioną przyłbicą sięgnął po słoik miodu. Okruchy światła spadały z nieba, które było jak tort. Fale trzaskały o skały i tylko brakowało grzmotu, żeby zakończyć z honorem ten wiersz.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.