Prywatne  zobacz opis świata »

Dopis 1:Którejś nocy spadł...

 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


Którejś nocy spadł śnieg zawstydzając wszystkie prognozy pogody mówiące o tym, że w tym roku grudzień będzie bardziej jesienny i wyjątkowo słoneczny.

Weronika, która codziennie oglądała wieczorny pakiet wiadomości bardzo się zdziwiła, kiedy obudziła się rano i wyjrzała przez okno.

Dróżka prowadząca do bloku była biała, nikt jeszcze nie posypał jej piaskiem, nikt nie odgarną,. Dotknęła kaloryfera – zimno. Sięgnęła po sweter, który wczorajszego wieczoru powiesiła na oparciu krzesła i ubierając go patrzyła na drzewa, które dźwigały ciężar śniegu.

Nadal jej było zimno, znalazła skarpetki i owinęła się w koc.

Robiąc herbatę przeglądała w myślach swoją szafę, bo wyjść na taki mróz w ulubionych jesiennych strojach było by przesadą.

Do mieszkania wprowadziła się pół roku temu, pierwsze studenckie mieszkanie, pierwszy powiew wolności i pierwszy problem z ubraniami.

Nie miała płaszcza, butów, ani skarpet z rodzaju „ciepłe-grzejące-zmarznięte-stopy”. Czekała na ostatni moment z wydawaniem pieniędzy na zbędne rzeczy, liczyła na to, że zimna w tym roku będzie łaskawa dla jej portfela i jak spadnie śnieg to tylko symbolicznie.

Kapryśna zima zażartowała z Weroniki i przyszła z rozmachem i ochotą na pochłonięcie połowy oszczędności dziewczyny.

- Jak mus to mus – mruknęła do siebie i sięgnęła po cukier. Wsadziła sobie kostkę do ust i czekała, aż słodycz ją zaleje. Ostatnimi czasy tylko taką słodycz czuła, westchnęła i sięgnęła po kubek z herbatą. Para wolno się unosiła roznosząc zapach owoców i wspomnienia kiedy to herbata była napojem na „po kacu”.

Weronika weszła do pokoju, kubek postawiła na idealnie lśniącym purpurą stoliku i zaczęła ściągać swetry i bluzy. Kiedy pozbyła się wszystkich warstw wierzchnich i sięgnęła po biustonosz poczuła jak jest zimno. Ręce jej się trzęsły, ramiona pokryły się gęsią skórką, a sutki dumnie sterczały. Czym prędzej się ubrała, dopiła herbatę. Założyła jeszcze jeden sweter, a dopiero potem jesienny płaszczyk. Wyszła trzaskając mocno drzwiami i przeklinając w myślach, że mogła iść w wolnej chwili do lumpeksu i tam coś kupić na zimę, a tak to pozamykane wszystkie, jak to bywa w niedzielę. Zostały jej tylko firmowe sklepy. Mogłaby poczekać z zakupami do jutra, ale o ósmej dziesięć miała być w Katowicach, stawić się na prowadzenie wykładu, ćwiczeń, a potem jeszcze na prelekcję. Jakby mogła pokazać się w jesiennej szmatce takiej ilości osób? Poza tym by zamarzła.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.