List do Kawy
Święty wąż spoczywał na mych kolanach. Oddychał spokojnie. Mrużył oczy poddając się dotykowi rąk. Czasem podnosił nieco główkę, bym miała lepszy dostęp do jego skroni. Węże kochają, gdy się pociera ich skroń. Syczą przy tym delikatnie, cicho, z uwagą i troską. Tak też było i teraz. Wąż syczał, a ja zniknęłam w chwili, rozpływając się we wnętrzu pokoju.
Kiedyś chciałam Ci powiedzieć jak wygląda salamandra, ale wtedy nie byłam wystarczająco wprawna w rysowaniu. Teraz bym potrafiła to zrobić, ale nie mam po co. Bo teraz widzę, że Ty i tak wiesz, i nie wiesz. Nic mi tu więcej nie pozostało, niż usiąść na trawie i żyć. Zaiste, jest jak jest. Salamandra jest salamandrą. Tak samo rozwianą w deszczu, jak my.
Spod mrówki wyszła mrówka
Za mrówką mrówka
toczy mrówkę
Mrowie mrówek rozmrówczone
a to tylko jedna mrówka
Kiedyś złapałam wiatr do słoika. Przestał być wiatrem. Udomowiłam psa. Przestał być wilkiem. Schwyciłam kroplę. Stała się kałużą. Myślałam, że to przeze mnie. Że śpiewałam zbyt cicho, stąpałam zbyt wolno, ale to nie było prawdą. Prawda była schowana gdzie indziej. Odtąd, już wszystko przestało mieć przeszłość i przyszłość. One umarły, zostało OM, dźwięczące tam, gdzie jest nic. Czyżby o tym były te wszystkie, górnolotne poematy? Nie, prawda jest schowana gdzie indziej…
…
Uśmiecham się do Ciebie Kawo. Zrób z tym uśmiechem, co Ci się podoba. Możesz go złapać w dłoń, poczuć, na ile jest ciepły, na ile chłodny. Jak bardzo jest niebieski, jak żółty, czy czerwony. Możesz go rozciągnąć na Księżyc i pół świata. Możesz narysować go na bladej kartce papieru. Możesz zjeść. Rozrzucić go wokół, wrzucić do kosza na śmieci lub podlać nim kwiatki…
Święty wąż spoczywał na mych kolanach. Oddychał spokojnie. Mrużył oczy poddając się dotykowi rąk. Czasem podnosił nieco główkę, bym miała lepszy dostęp do jego skroni. Węże kochają, gdy się pociera ich skroń. Syczą przy tym delikatnie, cicho, z uwagą i troską. Tak też było i teraz. Wąż syczał, a ja zniknęłam w chwili, rozpływając się we wnętrzu pokoju.
Kiedyś chciałam Ci powiedzieć jak wygląda salamandra, ale wtedy nie byłam wystarczająco wprawna w rysowaniu. Teraz bym potrafiła to zrobić, ale nie mam po co. Bo teraz widzę, że Ty i tak wiesz, i nie wiesz. Nic mi tu więcej nie pozostało, niż usiąść na trawie i żyć. Zaiste, jest jak jest. Salamandra jest salamandrą. Tak samo rozwianą w deszczu, jak my.
Spod mrówki wyszła mrówka
Za mrówką mrówka
toczy mrówkę
Mrowie mrówek rozmrówczone
a to tylko jedna mrówka
Kiedyś złapałam wiatr do słoika. Przestał być wiatrem. Udomowiłam psa. Przestał być wilkiem. Schwyciłam kroplę. Stała się kałużą. Myślałam, że to przeze mnie. Że śpiewałam zbyt cicho, stąpałam zbyt wolno, ale to nie było prawdą. Prawda była schowana gdzie indziej. Odtąd, już wszystko przestało mieć przeszłość i przyszłość. One umarły, zostało OM, dźwięczące tam, gdzie jest nic. Czyżby o tym były te wszystkie, górnolotne poematy? Nie, prawda jest schowana gdzie indziej…
…
Uśmiecham się do Ciebie Kawo. Zrób z tym uśmiechem, co Ci się podoba. Możesz go złapać w dłoń, poczuć, na ile jest ciepły, na ile chłodny. Jak bardzo jest niebieski, jak żółty, czy czerwony. Możesz go rozciągnąć na Księżyc i pół świata. Możesz narysować go na bladej kartce papieru. Możesz zjeść. Rozrzucić go wokół, wrzucić do kosza na śmieci lub podlać nim kwiatki…


