Wampiriada.  zobacz opis świata »

Dopis 3:Maliniakowa odwróciła się od drzwi i...

« poprzedni dopis
 

The_Stroy 3

Od: 27.01.2011,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 13,


Maliniakowa odwróciła się od drzwi i natrafiła na wysoki ciemny długowłosy obiekt stojący na środku klatki schodowej. Ciemny obiekt basowo burknął - Bry!
- Matko Rodzicielko! Święty Alfonsie! Antrychrystus!- wrzasnęła Malinikowa ,porzucając wałek i gubiąc niczym emerytalna wersja kopciuszka pantofel na schodach uciekła do domu.
Ciemny obiekt uśmiechnął się szeroko i wziął łyk wina z butelki trzymanej w ręku. Zapukał do drzwi.
- Kogo znowu? Tu nikogo nie ma!!! - i o wiele ciszej - spokój spławię ich...
Drzwi się otwarły i wychynęła zza nich buro-blond czupryna Franka - Aaaa... To ty... - i wrzasnął wyłaź bo Norbert przylazł.
Zza drzwi łazienki dobiegł głos Edka - Już już tylko... - dźwięk szamotaniny - Oooo!? - Edek wystawił głowę a we włosach miał papier toaletowy.
Norbert wlazł do mieszkania.
-To teraz gadaj czego chcesz? - Zapytał Franek (któremu zresztą kultysta był winny już około 154 złoty i 56 gorszy wychamęconych na wino)
-No więc... - Zaczął Norbert...

------------------------*---------------------

Plebania Parafii pod wezwaniem Św. Alfonsa było to kilka budynków przyklejonych do kościoła. Ot zwyczajny dom z podziemnym parkingiem na trzy samochody, prywatną siłownią i salą kinową oraz małym basenem.
Dróżką (wyłożona najlepszą kostką)w kierunku parafii szedł pewien bardzo świątobliwy człowiek (o ile świątobliwością można nazwać noszenie takiej ilości krzyży i medalików) ,niosąc na plecach narzędzie swej pracy (Kusza kołkowa model V-H 1884 z doładowaniem czosnkowo-wodoświęconym). Zapukał do drzwi chatynki. Otworzyła mu dorodna, kształtna i jędrna zakonnica.
-Jest sługa boży?
-Kto?!
-Ksiądz.
-Zależy czego pan chce.
-Sprawa jest niecierpiąca zwłoki.
-Uhu. Zawołam.
Zakonnica wróciła po 2 minutach -Ksiądz jest w kancelarii, zaprowadzę pana.
Wszedł do budynku, przeszli przez niewielki (niecałe 50 metrów kwadratowych) przedpokój, zakonnica otworzyła drzwi, chyba miała jakiś tik bo mrugnęła do osobnika. -Ksiądz już czeka.
W kancelarii za mahoniowym dwumetrowym biureczkiem na biednym foteliku z najlepszej skóry siedział ksiądz magister Karol Dobromir Łaska.
-Pochwalony - powiedział gość z kuszą -nazywam się Ferdynand Łopata. Mam do księdza sprawę.
-Tak? - Powiedział ksiądz podnosząc wzrok znad ważnych papierów które akurat wyglądały jak krzyżówka.
Otóż jestem łowcą wampirów. Mam poważne podejrzenie że te mroczne sługi zła czają się na terenie księdza parafii. Musi mi ksiądz pomóc.
-C...Co? Przecież każdy idiota(przepraszam panie za ten grzech) wie że czegoś takiego nie ma!
-Nie ma? Nie ma? A to? - podwinął rękaw i pokazał ślady po zębach na ramieniu.
-Pies. Zapewne nie szczepiony. Proszę wyjść bo mi pan przeszkadza.
-Jeszcze ksiądz się przekona!
-Bóg z tobą.
-Niedoczekanie.
Ferdynand odwrócił się napięcie i wyszedł z kancelarii z trzaskając drzwiami.
-Datek na parafię? - Zagadnęła go zakonnica.
Łopata tylko wrzucił jakiś banknot do trzymanej przez nią puszki i rzucił jej spojrzenie z tych zabójczych po czym wyszedł z plebanii.
-Pies! Nie ma wampirów! Ja mu pokarzę! Coraz gorsi ci katoliccy księża. Hmmm... kto następny? -wyciągnął notesik - Świadkowie Jehowy, ul.Poboczna 6 - przeczytał - no dobra.
I oddalił się w kierunku najbliższego przystanku autobusowego.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Radykalne, chociaż tylko na pozór. Bohater z kuszą, daleko nie zajedzie, zdejmie go patrol na pierwszym postoju. Jeśli się postara to wyjmą go przez okno, tacy sami radykałowie, tylko trochę cwańsi.
Mało oryginalne, zgrane, koncepcja naprawy świata poprzez eliminowanie przeszkód zawsze prowadziła do zagłady.
Gdyby tak ów desperat zechciał spojrzeć w lustro, tak na dobry początek?
Fajny kwiatek. Krokus?

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.