- Zejdź mi z drogi – warknął na osiłka.
- Bo co, pobijesz mnie? – odpowiedział mu chłopak z ironią w głosie. – A może pobiegniesz po mamusie?
Marcus miał już dość. Pozwolił, by cała nagromadzona w nim złość, wyszła na wierzch i przejęła kontrolę. Jego ręce same, jakby przyzwyczajone do tego zaczęły składać się w znaki, a usta wypowiadać słowa. Gdy skończył, z nieba wystrzelił piorun, trafiając w osiłka, którego agonalny krzyk wyrwał Marcusa z osłupienia i przegonił złość. Nie wiedząc co czyni, uciekł do domu. Następnego dnia w szkole, usłyszał o chłopcu którego podczas wczorajszej burzy trawił piorun. Wszyscy uważali to za wypadek, lecz on wiedział że to nie prawda. Nie powiedział nikomu o wczorajszym zdarzeniu, zresztą co miał powiedzieć „że to on Marcus Kane zabił tego chłopca zaklęciem, którego dziś nie pamięta”. Kto by mu w to uwierzył? Oczywiście magia istniała, ale była tak skrywanym sekretem, że tylko nieliczni mogli widzieć jej skutki. Istniało Braterstwo Magii chroniące tej tajemnicy i zrzeszające magów. Musiał się zastanowić, co ma teraz czynić.


