Marcus postanowił go zignorować. Niech sobie czytają w jego myślach, widzą sny i przybierają mu nowe imiona, ale nie będzie sie przed nimi płaszczył. Przewrócił sie na drugi bok i zamknął oczy, usiłując ponownie zasnąć na twardej podłodze.
Wkrótce obudziły go promienie słońca wpadające przez małe okienko tuż przy suficie. "Chyba jestem w czymś w rodzaju chaty", pomyślał, rozcierając bolące mięśnie.
- Wstałeś - usłyszał głos Levy'ego. Odwrócił się, lecz nikogo poza nim w pokoju nie było.
- Levy? - zawołał, podchodząc do drzwi. - Panie Levy? Mistrzu? - zatrzymał się. - Jak ja mam go, u licha, nazywać?
- Kol nazywa mnie Mistrzem. Ty także możesz.
Tym razem Marcus aż podskoczył z przerażenia bo zrozumiał, skąd dochodzi głos Levy'ego. Cofnął się na środek pokoju i zaczął trząść całym ciałem.
- Wynocha z mojej głowy! - wrzasnął. - Wynocha! Wynocha! Wy...
- Uspokój się, Aleksandrze - Levy stanął w drzwiach tymczasowego pokoju Marcusa. - Złość ci nie sprzyja, pamiętaj.
- To... Czemu... Ale ty mówiłeś sobie w mojej głowie!
- Tak. I życzyłbym sobie z twojej strony więcej subtelności niż grubiańskie "Wynocha".
Marcus opadł na taboret.
- Jak to robisz? - zapytał już spokojniej.
- Jestem magiem. Mógłbyś o tym pamiętać, bo jeżeli za każdym razem kiedy będę chciał cię czegoś nauczyć będziesz piał "Jak ty to robisz?" to nic z tego nie wyjdzie.
Chłopiec zastanowił się.
- Dobrze, w takim razie czemu ja tego nie umiem?
- Póki co potrafisz używać magii jedynie kiedy jesteś zagrożony lub zły. Teraz nie potrafiłbyś mi odpowiedzieć telepatycznie, nawet gdybyś chciał.
- Wspaniale. Czyli że możesz czytać w moich myślach a ja nic na to nie poradzę, tak?
- Obrony przed tym chciałbym cię nauczyć na pierwszym miejscu. Mur myślowy.
Marcus pokiwał głową.
- Coś w rodzaju bramy w głowie, tak?
- Można i tak to ująć. - Levy odwrócił się w stroną drzwi. - Zaraz będzie śniadanie.
- Mistrzu...
- Tak?
- Mógłbym dostać łóżko?
Levy zaśmiał się i wyszedł.
Wkrótce obudziły go promienie słońca wpadające przez małe okienko tuż przy suficie. "Chyba jestem w czymś w rodzaju chaty", pomyślał, rozcierając bolące mięśnie.
- Wstałeś - usłyszał głos Levy'ego. Odwrócił się, lecz nikogo poza nim w pokoju nie było.
- Levy? - zawołał, podchodząc do drzwi. - Panie Levy? Mistrzu? - zatrzymał się. - Jak ja mam go, u licha, nazywać?
- Kol nazywa mnie Mistrzem. Ty także możesz.
Tym razem Marcus aż podskoczył z przerażenia bo zrozumiał, skąd dochodzi głos Levy'ego. Cofnął się na środek pokoju i zaczął trząść całym ciałem.
- Wynocha z mojej głowy! - wrzasnął. - Wynocha! Wynocha! Wy...
- Uspokój się, Aleksandrze - Levy stanął w drzwiach tymczasowego pokoju Marcusa. - Złość ci nie sprzyja, pamiętaj.
- To... Czemu... Ale ty mówiłeś sobie w mojej głowie!
- Tak. I życzyłbym sobie z twojej strony więcej subtelności niż grubiańskie "Wynocha".
Marcus opadł na taboret.
- Jak to robisz? - zapytał już spokojniej.
- Jestem magiem. Mógłbyś o tym pamiętać, bo jeżeli za każdym razem kiedy będę chciał cię czegoś nauczyć będziesz piał "Jak ty to robisz?" to nic z tego nie wyjdzie.
Chłopiec zastanowił się.
- Dobrze, w takim razie czemu ja tego nie umiem?
- Póki co potrafisz używać magii jedynie kiedy jesteś zagrożony lub zły. Teraz nie potrafiłbyś mi odpowiedzieć telepatycznie, nawet gdybyś chciał.
- Wspaniale. Czyli że możesz czytać w moich myślach a ja nic na to nie poradzę, tak?
- Obrony przed tym chciałbym cię nauczyć na pierwszym miejscu. Mur myślowy.
Marcus pokiwał głową.
- Coś w rodzaju bramy w głowie, tak?
- Można i tak to ująć. - Levy odwrócił się w stroną drzwi. - Zaraz będzie śniadanie.
- Mistrzu...
- Tak?
- Mógłbym dostać łóżko?
Levy zaśmiał się i wyszedł.


