SANGHAI I MARIA  zobacz opis świata »

Dopis 1:Miał zastrzeżenia . Uważał że dobrze...

 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Nie było jednak tak że w ogóle nie miał żadnych zastrzeżeń. Uważał że dobrze zrobiła by książce moja podróż w Himalaje, którą był gotów częściowo sfinansować. Chciał żebym po powrocie jeszcze raz przejrzał fragmenty książki, gdzie toczy się akcja w górach, i ewentualnie coś poprawił.
Uznałem to za dobry pomysł. Tym bardziej, że wkrótce miała się nadarzyć okazja. Jako prezes stowarzyszenia NEUTRALNA POLSKA zostałem bowiem zaproszony przez rząd Tybetański na seminarium dotyczące budowy relacji pomiędzy narodami. Miało się ono odbyć w Lhasie. Pomyślałem że kiedy już tam będę, wynajmę Szerpów żeby wraz z nimi ruszyć w kierunku szczytu. Oczywiście nie chodziło mi o to żeby go zdobywać. Miałem tylko założyć obóz.
- Niech się pan oswoi z panującymi realiami - zaproponował wydawca.
Pojechałem do siedziby stowarzyszenia która mieściła się w instytucie geologi. Był to wieżowiec przypominający pasy startowe, siedziba mieściła się na ostatnim piętrze. Zaparkowałem samochód i wyszedłem spotykając się z widokiem borsuka. Jego norę filmowano 24 h na dobę, a obraz przekazywano na ekran zawieszony nad wejściem. Pokazywano tam również temperaturę, siłę wiatru i czas.
Minąłem wielki kryształ, który wykopano w tym roku w Andrychowie i wszedłem do środka. Winda zawiozła mnie na 20 piętro. W siedzibie zastałem panią Anetę która porządkowała papiery. Zabrałem potrzebną dokumentację i wkrótce znalazłem się w samolocie do Bombaju, gdzie miałem się przesiąść na samolot do Lhasy. Ale w Bombaju okazało się, że nie ma takiego połączenia.
Musiałem wynająć coś innego. Powietrzną rikszę zwaną ekspresem T. Był to solidny, odrzutowy mig.
Pilota znalazłem w starej kantynie, popijającego dżin.
Samolot miał namalowane na burcie srebrne litery.
- Jak ci na imię? - zapytałem pilota.
- T - odpowiedział, i wszystko stało się jasne.
Założyliśmy skafandry, wsiedliśmy w samolot i wystartowaliśmy. Dostaliśmy pozdrowienia z wieży.
Światełka pasa startowego znikały jak iskierki kamienia który uruchamia płomień w zapalniczce.
Było ciemno, jednak wkrótce miało świtać.
Widząc smugi wyrzucane przez dysze zapytałem T. czy potrafiłby coś napisać na niebie.
- Na przykład co? - usłyszałem przez interkom.
- Jedno słowo. Agata.
- O wiele łatwiej było by napisać Aneta, ze względu na manewr - powiedział i zwrócił moją uwagę na chmury przez które zaczęły się przedzierać szczyty gór.
Mknęliśmy na północ, aż na tle gór ujrzeliśmy sępy wywijające ewolucje.


 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.