Mimo wszystko postanowiła być cicho. Ale jeszcze nie teraz. Stanęła, a następnie usiadła na ziemi. Usłyszała, że Kahei poszedł dalej. Dopiero po kilku minutach usłyszała jego przyśpieszone kroki. Wracał. I raczej nie był zadowolony. "Trudno" - pomyślała. "Najpierw zrobi to, co ja chcę, a dopiero później będzie wydawał polecenia".
Usłyszała go, nim zdążył przed nią stanąć.
- Co ty wyprawiasz? Nie mów mi, że już potrzebujesz odpoczynku, ledwo wyruszyliśmy. Wstawaj i ...
- Nie - przerwała mu wpół zdania.
- Że co? Jak to nie?! Wstawaj i to już.
- Nie - Hex utrzymywała spokojny ton głosu, chociaż wiele ją to kosztowało. Gdy ktoś na nią krzyczał, przypominał jej się ojciec, przez co automatycznie kuliła się w sobie. Ale nie tym razem.
- Nie - powtórzyła. - Nigdzie się nie ruszę, dopóki nie zrobisz kilku rzeczy.
- Że co?! TY masz czelność żądać czegokolwiek ode mnie?! Uratowałem ci życie. Nie zapominaj o tym.
- Nie ty to zrobiłeś, tylko Fren. Sam mi to powiedziałeś. Więc się uspokój i posłuchaj. Nie obchodzi mnie to, że jesteś żołnierzem i że uważasz, iż tylko się marnujesz chroniąc mnie. Nie przyszło ci do głowy pytanie, dlaczego Uma wysłała cię, żebyś pomógł biednej niewidomej dziewczynie, gdy wszędzie wokół trwają walki? Jaki miała w tym cel?
Zastanów się nad tym teraz, bo nikt inny nie udzieli ci odpowiedzi na te pytania. A teraz posłuchaj. Potrzebuje laski, bo jak zapewne zauważyłeś jestem niewidoma, a teren pełen wybojów i kamieni. Rozumiem - ciągnęła dalej, zamykając tym samym otwierające się do odpowiedzi usta swojego tymczasowego przewodnika i obrońcy - że tutaj nic takiego się nie znajdzie, więc bądź tak dobry i znajdź mi odpowiednio gruby kawałek drewna, który by ją tymczasowo zastępował i w miarę oczyścił z kory, mógłby mi służyć jako podparcie podczas drogi po tym niegościnnym terenie.
Usłyszała go, nim zdążył przed nią stanąć.
- Co ty wyprawiasz? Nie mów mi, że już potrzebujesz odpoczynku, ledwo wyruszyliśmy. Wstawaj i ...
- Nie - przerwała mu wpół zdania.
- Że co? Jak to nie?! Wstawaj i to już.
- Nie - Hex utrzymywała spokojny ton głosu, chociaż wiele ją to kosztowało. Gdy ktoś na nią krzyczał, przypominał jej się ojciec, przez co automatycznie kuliła się w sobie. Ale nie tym razem.
- Nie - powtórzyła. - Nigdzie się nie ruszę, dopóki nie zrobisz kilku rzeczy.
- Że co?! TY masz czelność żądać czegokolwiek ode mnie?! Uratowałem ci życie. Nie zapominaj o tym.
- Nie ty to zrobiłeś, tylko Fren. Sam mi to powiedziałeś. Więc się uspokój i posłuchaj. Nie obchodzi mnie to, że jesteś żołnierzem i że uważasz, iż tylko się marnujesz chroniąc mnie. Nie przyszło ci do głowy pytanie, dlaczego Uma wysłała cię, żebyś pomógł biednej niewidomej dziewczynie, gdy wszędzie wokół trwają walki? Jaki miała w tym cel?
Zastanów się nad tym teraz, bo nikt inny nie udzieli ci odpowiedzi na te pytania. A teraz posłuchaj. Potrzebuje laski, bo jak zapewne zauważyłeś jestem niewidoma, a teren pełen wybojów i kamieni. Rozumiem - ciągnęła dalej, zamykając tym samym otwierające się do odpowiedzi usta swojego tymczasowego przewodnika i obrońcy - że tutaj nic takiego się nie znajdzie, więc bądź tak dobry i znajdź mi odpowiednio gruby kawałek drewna, który by ją tymczasowo zastępował i w miarę oczyścił z kory, mógłby mi służyć jako podparcie podczas drogi po tym niegościnnym terenie.


