Czy warto kochać?  zobacz opis świata »

Dopis 103: Mocna herbata dosłodzona sokiem z...

« poprzedni dopis
 

tygrysek74 113

Od: 03.05.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 12,

Dopisów: 287,


***

Mocna herbata dosłodzona sokiem z malin była niczym lek dla ich gardeł. Każdy z widocznym namaszczeniem pił powoli łyk za łykiem. Gdy tylko wróciły im kolory i rozgrzali się dostatecznie postanowili omówić przebieg powitania nowego roku.

- Około południa spod ratusza wyruszą kuligowe zaprzęgi – powiedziała Sylwia - z tego co pamiętam ma być ich piętnaście i każdy kto zechce będzie mógł się przejechać.

- O ile nie będzie więcej chętnych jak miejsc – wtrącił Krzysztof.

- Jeśli pojedziemy do mnie, to z pewnością będziemy jednymi z pierwszych – uśmiechnęła się.

- Zgadzam się – poparł ją Stanisław – wyjdziemy odpowiednio wcześniej i na pewno dla nas będą miejsca.

- To się może udać – skwitowała Bożenka.

- No dobrze już dobrze – bronił się Mikuś – nie powiedziałem przecież, że nie chcę jechać.

To co? – spytał gospodarz – pakujemy się i jutro wyjeżdżamy?

- Oj Stasiu – uśmiechnęła się Sylwia – to przecież niedaleko. Niema pośpiechu z pakowaniem. Niema też powodu do pakowania dużych ilości. Co najwyżej zabierzemy potrawy i kilka cieplejszych ubrań. Zgodzicie się ze mną? – spytała.

Rodzeństwo pokiwało głowami, na tak. Stanisław opuścił ręce. – Masz rację kochanie. Przecież nie jedziemy do Grójca – to mówiąc mrugnął porozumiewawczo do Krzysztofa.

- To prawda – powiedział wyraźnie rozbawiony Krzysztof.

- Po kuligu - kontynuowała Sylwia – poszlibyśmy z powrotem do mnie na obiad.

- Wszystko ładnie pięknie, ale może nie nastawiajmy się na takie konkrety? – zaoponował Mikuś. – Nie lepiej by było, planować na bieżąco? Przecież wszystko może ulec zmianie i plany wezmą w łeb. Możemy ustalić, że jedziemy do Krynicy, zjemy wspólnie śniadanie i wyruszymy na wyścig kuligów. Nie wiemy przecież czy zacznie się o czasie, ani o której skończy.

- Ale ja nie narzucam sztywnych godzin – broniła swojego planu kobieta.

- A może zjemy na mieście? – skontrował młodszy z mężczyzn.

- Dobrze. Poddaję się. Zobaczymy sami jak to się rozstrzygnie.

Atmosfera zaczęła gęstnieć, ale po skończeniu tematu wszystko szybko wróciło do normy i w kilkanaście minut potem, nie było śladu po tej wymianie zdań.

- Co powiecie na pamiątkowe zdjęcie przy naszej choince? – spytała Bożenka zgromadzonych.

- Jestem na tak! - zerwał się Stanisław.

- Ja też! - podskoczył Krzysztof – że też sam na to nie wpadłem.

- Idziesz z nami Sylwio? – zapytał gospodarz.

- Jak najbardziej Stasiu – to mówiąc wstała i ruszyła wraz z pozostałą trójką do sieni.

Po małej sesji fotograficznej, która nie ograniczyła się wyłącznie do choinki, wszyscy zaczęli lepienie bałwana. Sylwia wraz z Bożenką lepiły głowę, a mężczyźni lepili większe kule, które miały stanowić „nogi „ i „tułów” białego stworka. Po półgodzinnej zabawie obok choinki stanął wysoki na dwa metry śniegowy bałwan. Na głowie miał stary srebrny garnek, oczy miał zrobione ze znalezionych w kominku niedopalonych, poczerniałych kawałków drewna, natomiast guziki zrobili z szyszek, których sporo jeszcze leżało pod śniegiem. Nos bałwana stanowiła marchewka przyniesiona przez Bożenkę, a usta zrobili czerwonych kamyków, które były na podjeździe.

- Nazwijmy go Sylwek – zaproponował Krzysztof.

- A dlaczego właśnie Sylwek? – zaprotestowała siostra.

- Bo jutro jest sylwester – powiedział beztrosko brat.

- A może to jest kobieta bałwan? – spytała Sylwia stając w obronie Bożenki.

- Tak? To gdzie ma piersi? – spytał.

Cała czwórka wybuchła śmiechem. W końcu, kiedy się uspokoili przyznali rację, że to jest facet i nadali mu wspólnie imię Sylwek.

- To co? – spytał zadowolony Krzysztof – może jeszcze mała sesja z naszym nowym domownikiem?

Każdy po kolei ustawiał się do zdjęcia. Rozśmieszać nikogo nie było trzeba, gdyż na samą myśl o wybieraniu „płci”, każdy z nich śmiał się szeroko i szczerze.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.