Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 838:Myślę , że po tak długim czasie przyszła...

« poprzedni dopis
 

ks_hp 66

Od: 28.09.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 412,


Myślę, że po tak długim czasie przyszła chwila na to, żebym i ja napisał coś od siebie. O tym, jak to się stało, że zrezygnowałem z Piszmy, będąc moderatorem i mając - bądź co bądź - uznanie większości użytkowników, nie wspominając o udzielaniu się w tylu tekstach.
Uwielbiałem przebywać na Piszmy. Tutaj też poznałem mnóstwo naprawdę fajnych ludzi. Poznałem też dwie osoby, w których się zakochałem. Ani pierwsza, ani druga miłość nie przyniosły mi nic dobrego. Może jedynie chwilę szczęścia.
Podobno ono trwa właśnie tylko chwile, krótkie momenty, które tak trudno pochwycić, a jeśli już się uda, zaraz nam się wymykają, bo trudno je utrzymać. Uważam, że to nieprawda - szczęście tak długo żyje, jak długo my dajemy mu do tego sposobność. Jednak moja historia dotyczy czegoś zgoła odmiennego.
Myślałem, że się nie zakocham, zresztą nawet na to nie liczyłem. Uczucie to nie było mi znane, więc nie zdawałem nawet sobie sprawy, jak bardzo jest piękne. Tyle że piękno współżyło z cierpieniem.
Nie powiem, kim była pierwsza osoba, w której zakochałem się, bo podejrzewam, że z pewnością nie życzy sobie mówienia o tym tutaj. Pamiętam, że było to krótko po świętach Bożego Narodzenia i parę dni przed Nowym Rokiem. Zdawało mi się, że było to coś najpiękniejszego, co mnie spotkało. Niestety - osoba ta była młodsza, nie było szans, by być razem ze względu na to, że mieszka wiele kilometrów ode mnie. Uczucie niby zostało odwzajemnione, ale po dwóch tygodniach pozostało mi tylko cierpieć i płakać, bo trzeba było to przerwać - nie stało się to w brutalny sposób, ale i tak bolało.
Brutalnie musiałem zapomnieć o kimś, kto albo wykorzystał mnie w perfidny sposób, albo nie chciał mnie zranić.
Małe wtrącenie: czy wszyscy pamiętają Krusz? Na pewno wszyscy starzy bywalcy. I pamiętają zapewne również, jaka była draka, kiedy ją zbanowano. Nie zamierzam tłumaczyć, że to nie moja wina, bo już dosyć się na ten temat nagadałem. Krótko po tym zaczynał się akurat konkurs poetycki z okazji Walentynek. Startowałem w nim i pojawił się też ktoś, kto zachwycił się moimi wierszami. Nie powiem, że mi się to nie podobało, ale osoba ta naprawdę wydawała się okazywać niezwykłe zainteresowanie nie tylko poezją, ale i mną. Był to wymarzony.
Kto go pamięta, wie, że też wziął udział w konkursie i nawet zajął któreś miejsce. Ale coś się stało - zaczęliśmy utrzymywać kontakt, rozmawialiśmy codziennie. Zacząłem coś do niego czuć - i on do mnie (podobno) też. Znajomość rozwijała się. Tylko że na wskutek różnych wydarzeń, których nie chcę tu przytaczać, wszystko się pokomplikowało i jakoś to prysło. Nie chciałem tego, tym bardziej, że zakochałem się po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy. Starałem się to uratować w jakiś sposób. Niestety. A kiedy próbowałem nawiązać ponownie kontakt, dostałem SMSa od jego siostry, że jej brat popełnił samobójstwo.
Oczywiście, potem okazało się, że było to kłamstwo tylko po to, żebym w końcu "odczepił się". Najgorszym jednak ciosem była dla mnie wiadomość, z której dowiedziałem się o tym, że wymarzony jest bratem Krusz.
Rozumiecie? Wszystko to było po to, żeby się na mnie zemścić, choć niczemu nie byłem winien. Wydawało mi się, że jestem rośliną, że nie myślę, nie mam świadomości, duszy, serca... wszystko się wypaliło. I mimo że dzisiaj kocham kogoś innego, to wciąż wspomnienia bolą. Cierpienie nie zmniejszyło się ani trochę.
I dlaczego o tym piszę? Bo tamte wydarzenia wywarły na mnie naprawdę ogromny wpływ. Do dzisiaj cała moja twórczość odnosi się do nich właśnie. Czy to się miało wydarzyć, czy był to przypadek - nie wiem. Wiem jedynie, że ode mnie głównie zależało, żeby otrzymać szczęście. A wtedy - czy to moją winą było to, co się wydarzyło?
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 1

Bardzo długo mnie tutaj nie było, nawet można powiedzieć, że zapomniałam o tym miejscu, ale dzisiaj jakoś spontanicznie tutaj weszłam i przeczytałam Twój wpis.:) Bardzo ważne jest to, że potrafisz się dzielić tym, co czujesz i nie straciłeś zaufania do ludzi. Potraktuj to co się wydarzyło jak doświadczenie, które musiałeś przeżyć żeby być dzisiaj w miejscu w którym jesteś. Każdy chciałby być tylko szczęśliwy, spotykać tylko dobrych ludzi, kochać tylko z wzajemnością i być kochanym bezwarunkowo. Niestety to jest niemożliwe, bo życie, ludzie, świat nie są i nie będą nigdy albo dobrzy, albo źli. Jesteśmy tacy i tacy. Bywa, że ranimy, że kochamy, że jesteśmy szczęśliwi, że rozpaczamy i cierpimy. Warto się z tym pogodzić i przestać tylko cierpieć. Pozwól sobie przeżywać uczucia takimi jakimi są, nie broń się, a z czasem miną. Wyciągnij wnioski z tego co przeżyłeś i nie ufaj na ślepo, ale też nie trać zaufania całkowicie. Świat i ludzie są tacy jakimi ich postrzegamy i jeżeli myślisz, że ktoś chciał cię zranić, to poczujesz się zraniony. Pomyśl raczej, że nic nie trwa wiecznie i, że ewoluuje albo się kończy. To naturalna kolej rzeczy. Cierpienie zniknie jeżeli przestaniesz postrzegać siebie jako ofiarę. ;)
Pozdrawiam. :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.