X  zobacz opis świata »

Dopis 13:Na plaży przywitała mnie gromada Kiwi ....

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Na plaży przywitała mnie gromada Kiwi. Usiadłem na piasku, a Kiwi, który mi towarzyszył, zeskoczył na ląd.
- Dziękuję, wspaniały lot. Mam nadzieję, że ci się powiedzie na zawodach - pożegnał się i wmieszał w tłum.
Postanowiłem poszukać areny. Łatwo było tam trafić, ponieważ drogę wytyczał łopot wszechobecnych chorągwi. Z każdym krokiem zbliżałem się do celu, coraz wyraźniej słysząc skandujących kibiców. Ale nie czułem w związku z tym żadnego podniecenia. Chciałem tylko wykonać swoją robotę, a potem się zmyć. Nagle usłyszałem aplauz i jęk. Nad areną uniósł się rój wyrzuconych w powietrze czapek. Kiedy dotarłem do celu, ujrzałem Gąsiora Kida, niesionego przez zatroskanych muchacos.
- Hej, Kid, jak się masz? - zapytałem.
- Wszystko w porządku, popsuł mi tylko trąbkę - usłyszałem szept.
- Spokojnie, dostaniesz nową. Zanieście go na mój statek - powiedziałem do muchacos.
Kiedy wyszedłem na arenę, znowu odezwały się wiwatujące tłumy. W nozdrza uderzył mnie zapach krwi. Byk stał przy bandzie i czytał gazetę. Ledwie raczył zwrócić na mnie swoją uwagę. Na honorowej trybunie, w loży złoconej słońcem, siedział pan Ori, który nie tylko zajmował się dystrybucją pieprzu, ale, jak się okazało, był również również tajemniczym Szlifierzem. Ujrzałem także Luizę, otoczoną przez grupę armatorów. A także wiele innych znakomitości. Na przykład panią Hardy - przewodniczącą Anglohawajskiego Towarzystwa Szekspirowskiego.
Walka była krótka. Podszedłem do byka, złapałem go za jaja, a kiedy wywalił język, przywarłem i pocałowałem tak namiętnie, jak tylko potrafią takie typy jak ja.
- To jakaś magia, oralna sztuczka...- rozszedł się po trybunach szmer.
Wyszedłem na środek areny. Byk leżał na ziemi i dyszał jak lokomotywa. Pani Hardy podeszła do mnie i podała mi piękne trofeum - diamentowe jajo.
- Należy się ono wszystkim tym, którzy kiedykolwiek mieli i mają odwagę...
- Dziękuję - przerwałem jej.
Posłała mi uśmiech zwany "Giocondą", trzeci co do wielkości w mojej hierarhi.

Na plaży wszedłem w tłum Kiwi, które wesoło podskakując wpatrywały się w dal.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.