Uratować życie, czy oszukać śmierć?  zobacz opis świata »

Dopis 9:Następne dni spędził jak w amoku...

« poprzedni dopis
 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


Następne dni spędził jak w amoku. Razem z pomocą Ewy musiał załatwić wszystkie formalności, związane z pogrzebem, sprawą spadkową i odbiorem zasiłku pogrzebowego. Zabawne, że po śmierci człowieka ważniejsze od duchowego rozważania stają się właśnie formalności. Adam przed wejściem do urzędu, odczuwał nieprzyjemny skurcz w żołądku. Ogromny budynek przytłaczał go. Miał ochotę uciec albo schować się za jedną z wysokich kolumn. Panie w okienkach spoglądały na niego, jak sądził, z wymuszonym współczuciem. Tak naprawdę nie obchodził ich jego los. Był dla nich kolejnym interesantem. Z pozorną obojętnością podawał swoje dane i podpisywał podsuwane mu dokumenty. Załatwienie pogrzebu również przyprawiało go o dodatkowy stres. Gdyby nie Ewa, pięć razy pomyliłby drogę do własnej parafii. Ksiądz, grubawy i ze stroskaną miną, przyjął go wielce uprzejmie i wypisał rachunek za odprawienie mszy pogrzebowej. Adam czuł się całkowicie bezradny. Brakowało mu obecności matki, która wszystko umiała załatwić. Po uroczystościach, związanych z pogrzebem, postanowił popełnić samobójstwo. Nie miał środków do życia ani perspektyw. Zasiłek pogrzebowy nie mógł mu starczyk na długo. Adam nie wiedział, że został upoważniony przez matkę do korzystania z jej karty bankomatowej w razie nieszczęśliwego wypadku. Kobieta zawsze starała się chronić swojego nieśmiałego jedynaka przed wszelkim złem tego świata.



***



Padał deszcz. Ksiądz mówił swoje formułki, a ludzie udawali płacz. Przyszli prawie wszyscy sąsiedzi, nawet stara kulawa Nowakowa. Przyjechali dalecy krewni, których Adam w życiu na oczy nie widział, przyjaciele z ugrupowania jego ojca i dawne koleżanki matki. Za życia nikt nie miał czasu jej odwiedzić, a na pogrzeb zdążyli wszyscy. Po południu wszyscy rozejdą się do własnych spraw i problemów. Adam był ze swoim nieszczęściem sam. Przed ceremonią wziął kilka tabletek uspokajających. Mimo to nie potrafił ustać w miejscu. Płakał rozdzierającym głosem, nie zwracając uwagi na zaciekawione spojrzenia gości. Gdy trumna była opuszczana, a trębacz zagrał żałobną pieśń, wykrzyczał niebu, że je nienawidzi. Następnie usiłował wskoczyć za trumną do usypanego dołu. W ostatniej chwili złapali go dwaj pracownicy zakładu pogrzebowego.

- Spokojnie, Adamie - wyszeptała Ewa. - Wiem, że jest ci ciężko, ale...
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.