Następnego dnia wstała w nieco lepszym humorze. Co prawda nie pozwolono jej doprowadzić do końca aktu seksualnego z tak dobrym kochankiem, jak Dominik, ale nie przejmowała się tym za bardzo. Nie pierwszy, nie ostatni. Matką też już się nie przejmowała. Postanowiła w końcu postawić na swoim i nie pozwolić więcej, by ta się wtrącała w jej życie. W końcu jest już dorosła i może robić co jej się tylko podoba. Nawet jeśli, by to miała być orgia z murzynami w Afryce!
Z takim postanowieniem, ubrana w lekką, zwiewną, białą sukienkę do kolan i jak zwykle trzymając teczkę z projektami, wyszła z kamienicy i skierowała swe kroki na przystanek tramwajowy. Dziś postanowiła oddać się w pełni swojej pracy i zapomnieć na moment o mężczyznach. Ciężko jej to wychodziło, gdyż już na samym odcinku spod jej domu do przystanku przyłapała się nie raz, że przygląda się przechodzącym mężczyznom i zastanawia się, jacy by byli z łóżku.
„Dość tego, seksoholiczko!” – skarciła się w myślach, zadarła głowę do góry i nie rozglądając się na boki skręciła za róg, za którym znajdował się przystanek. W tym momencie coś na nią wpadło, teczka wyleciała jej z ręki i poszybowała w górę, zaś ona z głośnym hukiem wylądowała na tyłku.
- Nic się Pani nie stało? – powiedział męski głos. Usłyszała w nim szczerą troskę, a był taki aksamitny, taki melodyjny, że musiała się mocno skupić, żeby utrzymać grymas na twarzy.
Z udawaną wściekłością spojrzała w górę, by zobaczyć co to za niezdara o pięknym głosie ją tak poturbował. Zamarła. Stał nad nią mężczyzna niezwykle przystojny. Ciemne włosy ułożone żelem w wymyślną fryzurę, oczy piwne z ciemną oprawą, rysy wprost idealne. Budowa też niczego sobie: szerokie bary, masywna klatka piersiowa, umięśnione ramiona, podkreślone obcisłym T-shirtem. Po prostu boski! Można by rzec, że sam Adonis pojawił się przed nią. Nie miała zwyczaju zachwycać się jak nastolatka jakimś ciachem, ale w tej chwili miała ochotę piszczeć i skakać na jego widok. Powstrzymała się jednak i postanowiła podtrzymać udawane niezadowolenie.
Z takim postanowieniem, ubrana w lekką, zwiewną, białą sukienkę do kolan i jak zwykle trzymając teczkę z projektami, wyszła z kamienicy i skierowała swe kroki na przystanek tramwajowy. Dziś postanowiła oddać się w pełni swojej pracy i zapomnieć na moment o mężczyznach. Ciężko jej to wychodziło, gdyż już na samym odcinku spod jej domu do przystanku przyłapała się nie raz, że przygląda się przechodzącym mężczyznom i zastanawia się, jacy by byli z łóżku.
„Dość tego, seksoholiczko!” – skarciła się w myślach, zadarła głowę do góry i nie rozglądając się na boki skręciła za róg, za którym znajdował się przystanek. W tym momencie coś na nią wpadło, teczka wyleciała jej z ręki i poszybowała w górę, zaś ona z głośnym hukiem wylądowała na tyłku.
- Nic się Pani nie stało? – powiedział męski głos. Usłyszała w nim szczerą troskę, a był taki aksamitny, taki melodyjny, że musiała się mocno skupić, żeby utrzymać grymas na twarzy.
Z udawaną wściekłością spojrzała w górę, by zobaczyć co to za niezdara o pięknym głosie ją tak poturbował. Zamarła. Stał nad nią mężczyzna niezwykle przystojny. Ciemne włosy ułożone żelem w wymyślną fryzurę, oczy piwne z ciemną oprawą, rysy wprost idealne. Budowa też niczego sobie: szerokie bary, masywna klatka piersiowa, umięśnione ramiona, podkreślone obcisłym T-shirtem. Po prostu boski! Można by rzec, że sam Adonis pojawił się przed nią. Nie miała zwyczaju zachwycać się jak nastolatka jakimś ciachem, ale w tej chwili miała ochotę piszczeć i skakać na jego widok. Powstrzymała się jednak i postanowiła podtrzymać udawane niezadowolenie.


