-Nic mi nie powiesz? - Daniel wyraźnie tracił panowanie. Spodziewał się, że Justyna roześmieje się i zaprzeczy. Ona jednak milczała. Czuł narastający w nim gniew. A wiec to prawda. Te jej humory, rozmowy z Pat na osobności, to wszystko jest wskaźnikiem jednego - Justyna go zdradza. Wypity alkohol i gniew zmieszane ze sobą nie pozwoliły mu na logiczne myślenie. Wiedział jedno: jego ukochana żona zdradza go. Jak to możliwe? Jak ona mogła? Ona? Dał jej wszystko czego pragnęła, spełniał jej najskrytsze marzenia, a ona... Poczuł przejmujący ból w sercu. Znów nalał wódkę do kieliszka i wypił. Nawet nie zauważył, że Justa wstała z krzesełka i zbiera się do wyjścia.
- Starczy... - poczuł jej dłoń na swym ramieniu. Chodźmy stąd - mówiła cicho, zrezygnowana.
Nie odpowiedział. Wypił znów.
- Daniel, proszę - jej głos był smutny i przebijała przez niego nutka goryczy. - Chodź, porozmawiamy ale nie tu.
Już chciał burknąć coś niegrzecznie, jednak gdy zobaczył w jej oczach ból, zrezygnował. Ciężko podniósł się i położywszy na stoliku pieniądze za obiad, pozwolił się wyprowadzić.
- Justyna, dlaczego?- nie wytrzymał i rzucił pytanie jak tylko znaleźli się na ulicy. - Możesz powiedzieć dlaczego? - czuł nadal rozdzierający klatkę piersiową nieznośny ból. - Aż tak było ci ze mną źle? Nie wystarczam ci? Czego ty właściwie chcesz? - to, że milczała doprowadzało go wręcz do furii. - Nie dałem ci wszystkiego na co mnie stać? - zamilkł na chwilę by złapać oddech. - Kim on jest? W czym jest lepszy ode mnie? No odpowiedz mi do jasnej cholery! Kto to?!
Ponieważ nadal nie odpowiadała czuł, że za chwilę ją uderzy. Opanował się w ostatniej chwili. Zaklął. Próbował powstrzymać cisnące mu się na usta przekleństwa, jednak po chwili znów zaczął miotać obelgi. Nie potrafił już się opanować, ani nie zdołały go powstrzymać spojrzenia przechodniów rzucane w ich stronę. Nie panował nad sobą. Jego słowa były coraz bardziej wulgarne. Miotał się, krzyczał na Justynę, która milczeniem tylko podsycała jego gniew. Doszli do furtki pensjonatu. Tam zamilkł. Pozwolił by żona otworzyła furtkę i wprowadziła go do pokoju, w którym zamieszkali. Tam zrezygnowany padł na łóżko. W głowie mu wirowało. Dręczyło go też pytanie - „Dlaczego?”
Justyna usiadła w fotelu i nieobecnym spojrzeniem wpatrywała się w okno. Sama nie wiedziała jak długo siedziała. Ocknęła się, gdy na dworze było już całkiem ciemno.
„Och, to już noc” - pomyślała bezwiednie. Rozejrzała się. Daniel leżał na tapczanie pochrapując przez sen. Przykryła go kocykiem.
- Muszę stad wyjść – szepnęła. Wyszła do ogrodu, a stamtąd jak otępiała ruszyła w stronę krynickiego rynku. Szła nawet nie zadając sobie trudu nad pomyśleniem: gdzie tak właściwie idzie.


