Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 25:Nie miałem żadnego planu . Ani żadnej koncepcji...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Nie miałem żadnego planu. Ani żadnej koncepcji. Ani żadnego pomysłu. Po prostu musiałem jej to zaproponować.
Laura była inna, to pewne. Ukrywała się w zakątkach swojej duszy, a światu ukazywała tylko obojętną maskę. Bała się czegoś. Była zagubiona. Nie potrafiła nawiązywać kontaktów międzyludzkich. Samotniczka. I inteligentna dziewczyna, której trzeba pomóc.
Wiedziałem, że to muszę być ja. Laura nie zjawiła się na kółku przypadkowo. A kiedy już się zjawiła, zaintrygowała mnie. Była inteligentna i sprytna, ale jednocześnie bezbronna i zagubiona. Chciałem odnaleźć jej prawdziwe Ja. Chciałem pokazać światu inną Laurę. Prawdziwą Laurę.
I tylko ja mogłem jej pomóc.
Kim byli jej rodzice? Nie wiedziałem. Ale to nie było istotne. Zapewne nie interesowali się nią zbytnio. Była przecież zamknięta w sobie. Czy miała przyjaciół? Raczej nie. Czasami spacerowała po boisku z Kruszyną, rozmawiała z nauczycielami, ale nie miała nikogo naprawdę bliskiego. Ale oto zjawiłem się ja i mogłem stać się jej prawdziwym przyjacielem. Wiem, że brzmi to patetycznie, ale od tego właśnie chciałem zacząć. Nie miałem innego pomysłu. Musiałem ją poznać i zdobyć jej zaufanie.
Długo się zbierałem, by do niej podejść. Było wiele okazji. Laura prawie zawsze samotnie spacerowała po boisku, tylko czasami towarzyszyła jej Kruszyna. Ale ja... Nie potrafiłem. Jej smutek i zrezygnowanie - to było zbyt odpychające.
Ale pewnego dnia się przełamałem.
Nie planowałem tego. Nie wtedy. Byłem wściekły, speszony i zmęczony. Ona siedziała na ławce. Grzebała butem w ziemi. Patrzyłem na to z politowaniem. Ale w końcu stało się: ruszyłem w jej stronę. Usiadłem obok niej i powiedziałem, jak gdyby nigdy nic:
- Cześć.
Spojrzała na mnie. Ładne, szmaragdowe oczy.
- To znowu ty. - powiedziała to cicho, jakby z powątpiewaniem. - Chcesz mnie znać.
Zmarszczyłem brwi.
- Myślałem, że wyraziłem się jasno... - zajrzałem w jej szmaragdowe oczy i uśmiechnąłem się do niej lekko. A ona... Wyglądała na otumanioną. Wpatrywała się we mnie usilnie.
- Tak. Oczywiście... - przytaknęła, ale jej głos zabrzmiał niedabale. Odwróciłem wzrok. Nie miałem ochoty jej teraz świdrować.
- Czy... Czy masz ochotę na herbatę? Dzisiaj? Po południu?
- Na herbatę? Nie. Na kawę.
Wzruszyłem ramionami, ale mimowolnie się uśmiechnąłem.
- Jasne. Piąta?
- Raczej czwarta. Mam dużo pracy.
Przytaknąłem.
- Czy u ciebie... Wszystko w porządku? - rozmowa wyraźnie się nie kleiła. Nie winiłem jej za to. Była przybita i zmęczona.
- Tak... Tak. W porządku. - Była nieobecna. Nie słuchała mnie. Albo nie mogła się skupić.
- Lauro! - chwyciłem ją za ramiona i potrząsnąłem nią energicznie. Mój dotyk ją zelektryzował. Wyrwała się i odsunęła. - Chcę ci pomóc! Chcę odkryć prawdziwą ciebie!
- A jeśli prawdziwej mnie nie ma?! A jeśli jestem absurdem?! Jeśli jestem... Nieudana?! - wrzasnęła tak głośno, że aż się wzdrygnąłem.
Czyli była też porywcza. Na szczęście nie poddałem się tak łatwo.
- Lauro... Każdy, jeśli już jest, kimś musi być. Najpewniej... Sobą.
- Sobą! - prychnęła z lekceważnie, odwróciła głowę i wstała. - W każdym razie... O czwartej.
Myślałem, że po tej rozmowie mnie zignoruje. Odejdzie bez słowa i nie zjawi się o umówionej godzinie. Myślałem... Ale się myliłem.
Miałem tylko nadzieję, że kiedy przyjdzie, będzie w nieco lepszym humorze.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 7

Szanowna Autorko.
Mam do Ciebie prośbę, żeby Laura spełniła swoje marzenia. Nie wiem, co to ma być, może ma wyzwolić Kubę? Wziąć ślub na plaży w Tobago? Ale bardzo mi zależy, żeby była szczęśliwa.

Obawiam się, że ona szczęśliwa jest, choć może się tego zwyczajnie nie próbować domyślać.
Zaś co do Kuby, to jeśli ma chodzić o tego rosnącego na mym parapecie, wolałabym (i on pewnie również) by go nie wyzwalała. No, chyba że to inny, całkiem niespokrewniony Kuba, albo że chodzi o państwo na Karaibach lub o młodego, kolorowego warana w termitierze...

Szczęście to biały koń. Jeździmy na nim na oklep.
Kuba, wyspa jak wulkan gorąca. Nieuczesane słońce.

Kochana, Aletheia mnie zaintrygowała pisząc, że może Laura jest szczęśliwa, ale nie potrafi tego dostrzec. A Marcin w rzeczywistości Ci nie pomoże, przecież Go znasz. A ja, Kruszyna, wbijam Ci do głowy, że nie masz tylko Marcina, ale też mnie. I, że nie jesteś samotna. Mam nadzieję, że pisząc ten i poprzedni dopis, nie myślałaś zbytnio o sobie. Bardzo malowniczo napisane.

Chciałam się też zwrócić do Love: Laura będzie szczęśliwa i w opowiadaniu, i w prawdziwym życiu, które staje się coraz barwniejsze.

Idulko! Dzięki za te miłe słowa. Ale pamiętaj, że Ty nie jesteś Kruszyną, a właściwie Kruszyna nie jest prawdziwą Tobą. Ja nie jestem tą Laurą. A Marcin to... Cóż, on dla Laury jest przewodnikiem, a Ten O Którym Myślisz jest dla mnie tylko kimś z charakteru do niego podobnym. Wiem, że on mi nie pomoże. I pamiętam o Tobie, bo to zwłaszcza Ciebie mam. I nie jestem samotna. I nie myślałam zbytnio o sobie, ale jednak miałam takiego moralnego kaca, że skopałam te kilka lat żyjąc w przeświadczeniu, że jestem inna, niż w rzeczywistości jestem.
I coś jeszcze... Bardzo mnie wzruszyło Twoje ostatnie zdanie skierowane do Love. Chyba mam łzy w oczach.

Lata skopane niczym grządki.

Lauro, to Ty mnie wzruszyłaś, ja tylko napisałam jak jest. Cieszę się, że aż tak poruszyły Cię moje słowa. Ale czyż nie miałam racji?

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.