***
- Nie nadymaj się tak, bo ci zostanie i żaden siatkarz cię nie będzie chciał - pouczyłam ją i po chwili do mnie dotarło, co mówię. - Zaraz, zaraz, stop i wróć! Nadymaj się jak najwięcej, chciałam powiedzieć! To twarzowe jest!
Elf spojrzała na mnie ciężkim wzrokiem, Sad westchnęła demonstracyjnie, a Tessce znów opadły ręce.
- No co, no. - Zakłopotałam się nieco. - Już nic nawet powiedzieć nie można...
- Nie można! Zamknij się wreszcie i skup na zadaniu!
Zamamrotałam pod nosem, że to nie ja powinnam się skupiać, tylko Tess, ale zostałam doprowadzona do porządku za pomocą elfiego glana i uspokoiłam się w ramach wielkiej łaski.
Rozproszyłyśmy się taktycznie po jednej z drogerii, usiłując sprawiając wrażenie, że nie znamy się zupełnie. Ja ugrzęzłam przy perfumach, Elf zainteresowała się bliżej mydłem w płynie, a Sad znienacka zapałała wielką miłością do mleczka do demakijażu. Tesska powlokła się z miną rodem z "Prison break" do stanowiska z podkładami, pudrami i innym służącym do paprania facjaty badziewiem.
Postanowiłyśmy być profesjonalne i zagrać to pierwszorzędnie, komunikując się tylko za pomocą chrząknięć bądź innych neutralnych gestów i dźwięków.
Sprzedawca od kilku minut przyglądał się podejrzliwie czterem jednostkom, które weszły razem do sklepu, po czym jak na komendę rozlazły się po całym pomieszczeniu w różnych kierunkach. Początkowo nie zwrócił na to większej uwagi, bowiem każdemu wolno przemieszczać się po sklepie jak mu wygodnie. Jednakże po chwili jednostki zaczęły wydawać z siebie dziwne dźwięki i ogólnie zachowywać się podejrzanie. Najpierw rozczochrana blondynka chrząknęła donośnie i machnęła ręką dość zamaszyście, co zapewne miało obrazować odgarnianie grzywki z czoła. Zamierzenie nie wypaliło, bo rąbnęła się z impetem w czoło i w kilku dosadnych słowach skomentowała sytuację. Druga baba nie wytrzymała i ryknęła śmiechem prosto w mydło w płynie, twardo udając, iż rozczochranej nie dostrzega. Tymczasem dziewczyna, która utknęła przy stoisku z podkładami wydawała z siebie syki w kierunku czwartej baby. Sprzedawca wpatrywał się w przedstawienie jak urzeczony. Faktycznie, było na co popatrzeć: jedna klęła, druga cieszyła w mydło, trzecia syczała, a czwarta ignorowała wszystko z wyjątkiem preparatów do demakijażu.
- Chyba się nie zorientował! - ucieszyłam się strasznie, spoglądając na tkwiącego za kasą faceta.
- Nie nadymaj się tak, bo ci zostanie i żaden siatkarz cię nie będzie chciał - pouczyłam ją i po chwili do mnie dotarło, co mówię. - Zaraz, zaraz, stop i wróć! Nadymaj się jak najwięcej, chciałam powiedzieć! To twarzowe jest!
Elf spojrzała na mnie ciężkim wzrokiem, Sad westchnęła demonstracyjnie, a Tessce znów opadły ręce.
- No co, no. - Zakłopotałam się nieco. - Już nic nawet powiedzieć nie można...
- Nie można! Zamknij się wreszcie i skup na zadaniu!
Zamamrotałam pod nosem, że to nie ja powinnam się skupiać, tylko Tess, ale zostałam doprowadzona do porządku za pomocą elfiego glana i uspokoiłam się w ramach wielkiej łaski.
Rozproszyłyśmy się taktycznie po jednej z drogerii, usiłując sprawiając wrażenie, że nie znamy się zupełnie. Ja ugrzęzłam przy perfumach, Elf zainteresowała się bliżej mydłem w płynie, a Sad znienacka zapałała wielką miłością do mleczka do demakijażu. Tesska powlokła się z miną rodem z "Prison break" do stanowiska z podkładami, pudrami i innym służącym do paprania facjaty badziewiem.
Postanowiłyśmy być profesjonalne i zagrać to pierwszorzędnie, komunikując się tylko za pomocą chrząknięć bądź innych neutralnych gestów i dźwięków.
Sprzedawca od kilku minut przyglądał się podejrzliwie czterem jednostkom, które weszły razem do sklepu, po czym jak na komendę rozlazły się po całym pomieszczeniu w różnych kierunkach. Początkowo nie zwrócił na to większej uwagi, bowiem każdemu wolno przemieszczać się po sklepie jak mu wygodnie. Jednakże po chwili jednostki zaczęły wydawać z siebie dziwne dźwięki i ogólnie zachowywać się podejrzanie. Najpierw rozczochrana blondynka chrząknęła donośnie i machnęła ręką dość zamaszyście, co zapewne miało obrazować odgarnianie grzywki z czoła. Zamierzenie nie wypaliło, bo rąbnęła się z impetem w czoło i w kilku dosadnych słowach skomentowała sytuację. Druga baba nie wytrzymała i ryknęła śmiechem prosto w mydło w płynie, twardo udając, iż rozczochranej nie dostrzega. Tymczasem dziewczyna, która utknęła przy stoisku z podkładami wydawała z siebie syki w kierunku czwartej baby. Sprzedawca wpatrywał się w przedstawienie jak urzeczony. Faktycznie, było na co popatrzeć: jedna klęła, druga cieszyła w mydło, trzecia syczała, a czwarta ignorowała wszystko z wyjątkiem preparatów do demakijażu.
- Chyba się nie zorientował! - ucieszyłam się strasznie, spoglądając na tkwiącego za kasą faceta.


