ZAPYTAJ RAJCHSFIRERA  zobacz opis świata »

Dopis 10:Nie sposób spamiętać wszystkich...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Nie sposób spamiętać wszystkich, których puściła z torbami. Królowa Julianna, która abdykowała na rzecz swojej córki, nerwowo przelicza żetony. Cesarz pozbawiony władzy przez juntę wojskową, władca dynastii której początki sięgały czasów syna Salomona, nachyla się i prosi żeby skręcił mu peta.
Koło fortuny czeka cierpliwie, zanim puści się je ponownie w ruch. W tle toczy się burzliwa dyskusja prowadzona przez przedstawicieli Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej, na temat uznania rekordów świata mierzonych przy pomocy ręcznego stopera, przerwana babcinym "Rien ne va plus".
Przy stole siadał mężczyzna szczególny, chociaż na pozór specjalnie się nie wyróżniał. Średniej budowy, średniego wzrostu, niebieskooki blondyn. Rozpoznałem w nim słynnego malarza, jednego z najbogatszych ludzi, człowieka któremu świat zafundował takiego kopa, że jego sztuka przemieniła się w kubizm. Emanowała z niego niezwykła pewność siebie i siła woli. Jasna, rzeczowa ocena sytuacji;
- Tym razem nie ma takiej możliwości, żeby wypadło 22. Akurat wypadło 22.
- Masz tutaj pieniądze i idź po chleb- pochyliła się nade mną babcia. Potem otwarła szeroko okna, dając do siebie dostęp krokusom, po czym wróciła do gry.
Czasami cechowała ją pewna nerwowość. Nie było takiej możliwości, żeby nam czegoś zabrakło, wiedziałem jednak że się przejmuje.
Dręczył ją system przekonań, którego nabawiła się w okresie okupacji, dlatego właśnie udało mi się zobaczyć, jak cztery walety które powinny być na dnie talii, nagle znalazły się na górze. Ale udało się to dostrzec tylko mnie.
- Kiedy pan wreszcie skończy malować tego kota?- zwróciła się do malarza.
- Kot to nie człowiek, nie usiedzi na miejscu zbyt długo, madame- odpowiedział. Już od dłuższego czasu wędrował po naszych polach w poszukiwaniu tematu, aż w końcu uparł się że namaluje kota. Z tego co wiem, to w końcu mu się to nawet udało,(National Galery, "Mrutshek" 1973).
Zszedłem po schodach, minąłem schowek na szczotki i podążając korytarzem otwarłem drzwi na dwór. Był piękny, ciepły dzień. Daleko było jeszcze do żniw. Pola były poorane. Na szczycie pola, przy drodze pod lasem przewracał ziemię łopatą mój wuj. Gdzieś wśród błękitów, niczym posłaniec na niebie, śpiewał skowronek. Nie było go łatwo dostrzec, nawet kiedy się przytknęło dłoń do czoła, by zrobić sobie "daszek".
Za płotem, w obejściu państwa Rise działo się coś ciekawego, choć dolatywała stamtąd niezbyt przyjemna woń. Pan Rise przygotowywał się do nawożenia pola. Ernst zapinał już konia, którego mi było szkoda. Był to wielki i muskularny koń rasy polskiej, o kasztanowym umaszczeniu, z białym, rozwichrzonym ogonem i grzywą w takim samym kolorze. Trochę się opierał, kiedy prowadził go Ernst. Ale koń doskonale znał swoją rolę i wiedział, że to na nic. Pani Rise była kobietą z wydatnym biustem i długimi lokami, mówiła dobrze po polsku, ale z tak mocnym akcentem, że nawet jej nawoływanie skierowane do kur, zwyczajne; cip, cip, cip, cip, cip, wywoływało u mojej babci grymas niezadowolenia. Koń został smagnięty batem, co przyjął z szyderczym uśmiechem atlety i wóz ruszył z miejsca stękając.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.