Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 338: Nie wiem , co się...

« poprzedni dopis
 
***

Nie wiem, co się wyprawiało z tą pogodą wczoraj, ale chyba nie do końca w porządku było, skoro odbiło mi do tego stopnia. Co prawda odbija mi zazwyczaj i bez pomocy niżów, wyżów i innych badziewi, ale przynajmniej nie tracę po tym pamięci.

Przyplątało mi się niskie ciśnienie, zawsze byłam felerna. A z owym ciśnieniem także senność i inne takie przyjemności. Wczoraj zaś senność, zawroty głowy i przemieszanie się kolorów pobiły same siebie.

Niby wiem, że jak jest duszno i parno, to powinnam siedzieć na tyłku w domu z workiem lodu na głowie i czekać, aż się ochłodzi. Wiedza wiedzą, ale stosowanie się do tego... nie lubię ograniczeń.

Wylazłam zatem wczoraj jedynie z butelką wody w torbie na zewnątrz, gdzie na powietrzu można było siekierę zawiesić, i dość niemrawo powlokłam się do autobusu.

Wysiadłam półżywa, bo matka z dzieckiem ogniście zaprotestowała przeciwko otwarciu okien, zatem w środku transportu można było nie tylko siekierę, ale większość narzędzi ogrodniczych, łącznie z kosiarką, zawiesić z powodzeniem.

W tramwaju było podobnie z tą tylko różnicą, że okien się nie otwierało.

Jakoś się dostałam na uczelnię, wywlokłam po schodach, starając się nie zwracać uwagi na falowanie podłoża, załatwiłam wpis z biblioteki, i rozpoczęłam procedurę schodzenia. Wielka szkoda, że w tym samym momencie ktoś rozpoczął procedurę WCHODZENIA. I że był to człowiek znajomy z widzenia. I z instytutu Elfa.

Zobaczyłam go, chyba się ucieszyłam, i wypaliłam mu prosto w facjatę:

- O, Paxter!

Pomijam fakt, że ów facet wcale się Paxter nie nazywał i że pewnie nie był zachwycony tym, iż zachwiawszy się wytrąciłam mu notatki z łapy.

Na spotkaniu ze znajomymi nie wytrzymałam długo i o siódmej poleciałam na autobus. Poleciałam to może zbyt optymistyczna wersja - doczołgałam się.

I tu mi się pamięć buntuje, bo odmawia przypomnienia, co ja potem robiłam. Na pewno pokłóciłam się z jakimś facetem o coś i poszłam do sklepu usiłując nabyć coś niesprecyzowanego. Potem chyba czytałam książkę siedząc na trawie zamiast na ławce.

Dziś rano zaś znalazłam odpowiedź we własnej torbie na pytanie, co kupiłam wczoraj.

Bóg jeden raczy wiedzieć, na co był mi pomidor.





 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.