Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 40:Niebo nade mną było granatowe . A na tym...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Niebo nade mną było granatowe. A na tym niebie błyszczały gwiazdy. Gdy dostrzegłam wśród nich tą jedną, jedyną, wyjątkową, zacisnęłam pięści i pomyślałam życzenie. ,,Proszę cię, moja Gwiazdo - pozwól mi się zmienić" - taką prośbę przesłałam spadającej gwieździe, która sunęła po granatowym niebie. Zamknęłam oczy. Chciałam, żeby moje życzenie się spełniło. Tylko tego pragnęłam: zmienić się. Gdybym osiągnęła swój cel, mogłabym wreszcie żyć pełnią życia...
Dotknęłam murawy, na której leżałam. Wyrwałam kępkę trawy i położyłam ją na swoim brzuchu. Leżałam na trawniku przed naszym domem i patrzyłam w gwiazdy. Była pełnia. Księżyc błyszczał i przyciągał wzrok. Wpatrywałam się w niego, jakby szukając w jego tarczy odpowiedzi na pytania, które pchały się do mojej głowy.
,,Człowiek uczy się całe życie - pomyślałam. - Każdego dnia dzieje się w naszym życiu coś nowego. Każdy dzień przynosi nowe doswiadczenia - pozytywne lub negatywne. Każdego dnia dowiadujemy się też czegoś nowego o nas samych. Ale poznać całkowicie siebie samego? To trudne... Bardzo trudne... A może się mylę?"
Utkwiłam wzrok w błyszczących gwiazdach. Miałam ochotę zapytać je, dlaczego życie jest takie skomplikowane.
,,Najprostsza zasada brzmi: bądź spontaniczny. Bądź spontaniczny i wtedy będzie dobrze. Nie analizuj, tylko działaj, bez względu na konsekwencje - pojawiło się w mojej głowie. - Ale gdyby ktoś działał tak przez cały czas, wpadłby w tarapaty... Konsekwencje pochopnych działań są, były i będą. Negatywne skutki nieprzemyślanych decyzji mogą dawać się we znaki przez całe życie. Kolejne pytanie brzmi: czy spontaniczność ma związek z wolnością? Czy jeśli stanę się spontaniczna, stanę się również wolna?"
Dotknęłam trawy leżącej na moim brzuchu.
,,Należy również otworzyć oczy na świat. Powinniśmy widzieć go takim, jaki jest. Nie możemy opierać się na obrazie świata, stworzonym w naszej głowie. To dotyczy wszystkiego, co nas otacza, także ludzi - drążyłam w myślach. - Jak mamy oceniać innych, kiedy widzimy tylko ich wyimaginowane obrazy, stworzone przez nas samych? Przebywając w towarzystwie ludzi, musimy otworzyć oczy i uszy jeszcze szerzej, bo za każdym razem możemy dowiedzieć się o nich czegoś nowego - ale tylko wtedy, jeśli będziemy opierać się na tym, co jest tu i teraz - każdy bowiem może się zmienić."
Zamknęłam oczy. Wsłuchałam się w odgłosy przyrody.
,,Żeby się zmienić, musimy zmienić nasze przyzwyczajenia i złamać istniejące bariery - myślałam. - Te bariery mogły zostać postawione przez osoby, które obdarzamy szacunkiem i do których czujemy respekt. Najwłaściwszym przykładem są rodzice. Jednak te bariery mogły zostać postawione przez nas samych. Bez względu na to, kto je wzniósł, tylko my sami możemy je złamać i to jest właśnie pierwszy krok do zmian."
Tarcza Księżyca błyszczała na granatowym niebie. Wpatrywałam się w nią jak zahipnotyzowana.
,,Bariery mogą być większe lub mniejsze. Każda złamana bariera będzie kolejnym krokiem do zmian. Kiedy runą wszystkie bariery, wreszcie osiągnę jakiś sukces - zastanawiałam sie dalej. - A bariery to po prostu zakazy i przyjęte normy, które są przez nas nieakceptowane i przeszkadzają nam w życiu."
Na niebie nie było już mojej Gwiazdy.
Wstałam i ruszyłam w kierunku domu.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 10

Wpis w doskonałym okresie, kiedy można jeszcze poobserwować Perseidy. Polecam spędzić sobie nockę pod chmurką (jeśli tylko niebo umożliwi obserwacje) i cieszyć się deszczami spadających gwiazd. (Co prawda, faktycznie, w tym roku przeszkadzał w obserwacjach księżyc w pełni (maksimum przypadało 12-13.08), ale i tak było pięknie:D )

W każdym razie do końca sierpnia powinno być jeszcze sporo okazji do wymyślania życzeń;)


Btw. Nie ma bata by wolność była uzależniona od spontaniczności. To po prostu nie ma sensu. Spontaniczność jest kontekstowa, właściwa dla sytuacji, nie jest cechą osoby, a jedynie sposobem postępowania.

Cóż, wygląda na to, że bohaterka jednak nie akceptuje siebie;). Według mnie mniej by raziło, gdyby w końcu przestała mówić maniakalnie o zmianach, ale wzięła się do roboty.

;)

Tak swoją drogą... wolność to według mojej skromnej opinii tyle, co umiłowanie życia.


Zgadzam się, ale na razie nie mam pomysłu, w jaki sposób Laura ma zacząć działać ;) Może mi coś podpowiesz?

Owszem, pisząc dopis nawiązywałam do ostatnich wydarzeń na niebie. Szkoda, że akcja opowiadania rozgrywa się na razie na przełomie listopada i grudnia :D Trochę trudno skojarzyć ten okres z deszczem spadających gwiazd...

Dlaczego? Listopad i grudzień również obfitują w okazje do ciekawych obserwacji. Choćby listopadowe Leonidy, są jednymi z najszybciej "pędzących" meteorów, co do natężenia również potrafią zaskoczyć, zaś grudniowe Geminidy pozwalają często na równie "obfite" co Perseidy obserwacje, że nie wspomnę o mniej popularnych Fenicydach, Monocerotydach, Puppidach czy innych... gdzieś tam się pałętających po drodze;)

Ach, Puppidy i Fenicydy raczej z Polski widoczne nie są, te pomniejsze roje wymieniałam z pamięci (jeszcze Taurydy do listy można dodać), zagalopowałam się, za szybko opublikowałam komentarz, gryzę się teraz w palec, ale reszta jest ok (Leonidy i Geminidy chętnie obserwuję).

Btw. Pomysł? Hmm... Miałam wrażenie, iż pisałaś, że Laura tak owy posiadała? Nie wiem, może po prostu trzeba postawić ją w jakiś konkretnych sytuacjach? Zastanowię się nad tym...

Leonidy są super, tylko tak szybko przemykają, dzią, dzią, i już ich nie ma. Zastanawiam się po co je w ogóle jakoś nazywać, ale widocznie jest to komuś do szczęścia potrzebne.

Laura staje się nudna. Tylko użala się nad sobą. To staje się wkurzające.

@Love: No, zgadza się, zą cudne. Szczególnie, gdy spadają deszczami i nie wiadomo na którym zawieszać oko. Piorunujące wrażenie wywatre przez niezwykle fascynujące zjawisko.

Leonidy noszą taką nazwę, nie inną, bowiem ich radiant znajduje się w gwiazdozbiorze Lwa (łac. Leo). Ufam, iż nie muszę tłumaczyć do czego w ogólności służą nazwy. Oczywiście nie są one do szczęścia potrzebne, moglibyśmy nie "wynaleźć" mowy i być szczęśliwymi, proszę mi wybaczyć, iż kiedy mówię o Leonidach, nie przesyłam obrazów do mózgu słuchającego... Wyraz jest tylko wyrazem i niczym więcej. Cóż, niewątpliwie z tego powodu mój słuchacz będzie pokrzywdzony i nie dozna rzeczywistości... ale co zrobić?

Love, nie dajmy się zwariować. Jeśli nie chcesz niczego nazywać, po prostu nie rób tego. Być może inni mają kaprys świadomie korzystać z komunikacji^^.

@IdaTrue: Dopisz coś, widzisz sama, jakie szaleńcze pomysły zaczynamy mieć po czterdziestu stronach bajdurzenia;).

Szczerze mówiąc mi tu trochę brakuje... (ale ćśśś, tak na ucho) szczypty surrealizmu:D.

Pozdrawlaju.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.