Samotna Łza  zobacz opis świata »

Dopis 6:Niedziela , 11 lipca Cześć , Kataryniarzu ....

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Niedziela, 11 lipca

Cześć, Kataryniarzu. Witaj ponownie.
Na dworze jest taki ukrop, że nie można wystawić głowy za okno, nie można stopą przestąpić progu domu, jeśli nie chce się natychmiast spocić. Ja i tak teraz się pocę, co chwila muszę przemywać twarz, co jest niezbyt ciekawe, naprawdę. Ty masz szczęście, pot jest Ci obcy, ha! Obcy jak... jak mi palmy za oknem, na przykład. Ale przecież nie będę Ci pisała o pogodzie, bo tylko robi się przez to goręcej.
Dzisiaj usłyszałam bardzo pouczającą historię. Historię o mężczyźnie, który nie chciał szorować garów - tak jak ja! - a jednak to robił. I w końcu kiedyś przyszedł dzień, gdy zastanowił się, dlaczego zgadza się na to tak potulnie. Doszedł do wniosku, że robi to z miłości do swoich dzieci. One również nie lubiły myć garów i były w tym do niego bardzo podobne.
Pouczające, nieprawdaż, Kataryniarzu? To znaczy, że ja też jestem w pewnym sensie... uczynna...? Że robię to z miłości do innych wychowanków domu dziecka, jakby próbuję otoczyć ich swoim ciepłem, podczas gdy nikt inny nie może im w tym pomóc... Próbuję jakoś przerwać ten wieczny smutek, ten żal... I tylko dlatego każdego dnia szoruję gary, potulnie zgadzam się na to, choć w myślach zwymyślam sama siebie. Ta historia postawiła mnie jakby w zupełnie innej perpektywie, to znaczy sprawiła, że chyba nie jestem taka zła, co, Kataryniarzu? Bo ja chcę być dobra, chcę pomagać, chociażby codziennie myjąc naczynia i pomagając przy obiedzie. Może mam w sobie odrobinę dobra...?
Może. Morze jest szerokie i głębokie, a w tym morzu pływa ryba, która się nazywa Chyba, a na dnie jest nie.
Taa. Fajna rymowaneczka, co nie, Kataryniarzu? Ale wracając do mojej refleksji; ja sama próbuję przekonać siebie, że jednak istnieje we mnie iskierka dobra, kiedy tak ugodowo traktuję sprawę zmywania naczyń. Może właśnie o to chodzi, by człowiek, który uważa za katorgę codzienną czynność, dostrzegł wreszcie piękno zwyczajnej rzeczy? Może dopiero wtedy dostrzeże swoje prawdziwe ja, które krzyczy, że ono też jest dobre?
Ha. Ciekawa myśl, prawda, Kataryniarzu? Ale ja powoli staję się zbyt sentymentalna, kochany.


Idę szorować gary. Tym razem z myślą, że mogę zrobić coś dobrego dla tego świata, dla tych samotnych, opuszczonych dzieci, które mieszkają w domu dziecka. Tym samym moja iskierka dobra stanie się płomieniem, a potem ogniskiem, które ogrzeje zgrabiałe dziecięce ręce, spracowane i już zmęczone życiem. Niech ten płomień nie przygasa, przecież nie może! Dlatego teraz się uśmiechnę, idąc do kuchni. O, tak, najsłodszy Kataryniarzu.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Love, mam nadzieję, że się nie gniewasz, skoro wykorzystałam Twój komentarz do kolejnego dopisu? :)

Jest mi bardzo miło:-)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.