Zagubiona..  zobacz opis świata »

Dopis 3:Niosła słońce w łyżeczce od herbaty ....

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


Zaś wracając do niewiasty płomiennej...

Niosła ona Słońce w łyżeczce od herbaty. Brwi ściągnęła w nadmiarze koncentracji. Szła w końcu po chwiejnej linie zawieszonej ponad chmurami. Co dzień, nawciąż, ku przestrzeniom. A to wszystko odmienione przez tysiące kolorów i kształtów. Przez tysiące myśli, kapiących deszczem przez komin lata. Gdy już ludzie przestają cerować swe sny, nie bojąc się nadmiernego ich podarcia przez czas. Czas, który milczy. Niczym kot prężący się pod dotknięciem ciepłej dłoni.
Słońce wpadło kiedyś do filiżanki. Wesoła to była historia, bowiem z naczynia wyszło tysiące stworzeń, rozglądających się ciekawie po wonności południa. Różne były to istoty. Jedne potrafiły zadziwiać gawędą, drugie mieniły się kształtnie pośród pozorów, inne zaś stały w dali i po prostu klaskały w nagim zdumieniu. Wąż czasu jednak zdołał pochwycić Słońce i umieścić je z powrotem na nieboskłonie. By świeciło, dumnie prezentując swą pierś.

Kiedy zaś Księżyc ucałował zaspane powieki naszej białogłowy, udała się ona spać do budy. Ponieważ w budzie nie wypada spać bez łańcucha u szyi i sera na głowie, prędko nałożyła okowy i zawartość lodówki na siebie. Procedura wydawała jej się co najmniej dziwna, ale skoro wszyscy tak robili, czuła się w obowiązku uszanować ich moralność i etykę. Jej pamięć nie sięgała co prawda czasów, gdy za brak sera groziło kamienowanie, ale wiedziała, że tradycja jest potężną, choć martwą siłą. A cóż martwi mogą chcieć od życia, jeśli nie skrawka ziemi, gdzie mogą legnąć siłą grawitacji? Oto taka właściwość rzeczy stała się dla niej punktem wyjścia w swych rozważaniach na temat znajdowania siebie w sytuacjach. Któż by mógł się spodziewać że tak się stanie, oprócz jej samej. Cóż więc, zawiesiła sznur na rogu Księżyca i wspięła się nań. Na Księżycu znalazła niestety jedynie króliki. Podobno mieszkał tam kiedyś jakiś Ojciec Dyrektor, ale dawno już zdecydował się on spaść niczym meteor na Ziemię. Nikt nie wie czy wyszedł z tego cało, gdyż dinozaury wymarły. A wtedy starzy ludzie przestali wierzyć w ewolucję i wymyślili różne palczastości stanu roślinnego, które widzieć zaczęli, mimo ich nieistnienia.

Tak ta cała historia się zaczęła.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 11

Czasem tak sobie myślę, że dziwnie się po Love dopisywać, by utrzymać się konwencji:D Pozdrawlaju;)

Najlepiej się trzymać własnej konwencji:-)
Ładny tekst, w każdym razie ładnie się zaczyna. Więcej optymizmu!
Ktoś skonstruował kiedyś rakietę która zawiozła ludzi na Księżyc, ale oni przywieźli z powrotem tylko trochę gruzu. Ty zaś odkryłaś tam życie (stado królików), to naprawdę jest coś:-)

Nie do końca, Love. Części utworu powinny współpracować harmonijnie ze sobą, jak składowe jednego organizmu. Inaczej będzie się trudniej przyswajać głębię utworu, a czasem po prostu zrozumieć jego sens. Dlatego konwencja jest tak istotna. Podobnie to pracuje, jak przy rozmowie, gdzie dwoje ludzi, aby stworzyć porozumienie, dostosowuje się do poziomu rozmowy, znajduje wspólną nić, nie tylko tematyczną...

Co ciekawe, nigdy mi nie zależało na optymizmie. Była to raczej jakaś wpadkowa zmiennego przecież stanu. Ale jeśli tak, może być i optymistyczniej. Nie ma problemu. Co do królików na księżycu, wiedziano o nich długo wcześniej, niż w czasach, gdy pierwsi ludzie wybrali się na Księżyc, a był to jeden z przykładów zbyt dosłownego pojmowania mitologii...

Kilka faktów o królikach i księżycu można np. poczytać w jęz. pl. tu -> http://www.uszata.com/eksplorer/pochodzenie/kulturowy.html Chociaż sama miałam na myśli raczej po prostu wschodni kalendarz:) Heh i tym sposobem wyprałam tekst z wieloznaczności, nie biczujcie za to;)

No pewnie że nie do końca. Bo go nie ma:-)
Moim zdaniem, jeśli porozumienie ma być okupione rezygnacją z jakiejś istotnej części siebie, to lepiej dać sobie spokój. Ale można próbować, jak ktoś chce.

Co to znaczy okupować porozumienie rezygnacją z istotnej części siebie? Czym jest ta część siebie? Dostosowanie konwencji pisania/mówienia nie ma nic wspólnego z tym, kim jesteś. Szczególnie, iż jest mowa o formie wypowiedzi, nawet nie o jej treści. Rozumiem, że ktoś może swobodnie czuć się pisząc tylko w jednej konwencji. Rozumiem jednak, iż są ludzie swobodnie poruszający się w wielu z nich. Nie ma w tym niczego złego, ani nieprawidłowego...

Wręcz przeciwnie, to cenna umiejętność.
Jeśli stosowanie konwencji nie ma według Ciebie nic wspólnego z tym, kim jesteś, to o czym ta mowa?

A cóż za różnica?:)

Chodzi Ci o różnicę, czy o różaniec? (Chylę kapelusza konwencji:-)

Chodzi o równanie różniczkowe cząstkowe, drogi Love:)

KOREKTA:
* spodziewać[,]
* samej[?]
* nie wie[,]

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.