***
- No dobra, może to nie był najlepszy pomysł pozwolić jej się malować w miejscu publicznym - powiedziałam ugodowo, starając się nie zwracać uwagi na wszystkie trzy harpie, które wpatrywały się we mnie wzrokiem żądnym krwi, jako że byłam niejako inicjatorką przedsięwzięcia.
Tesska prychnęła gniewnie i nalała sobie herbaty, Sad popatrzyła na nas z czymś w rodzaju obrzydzenia i wróciła do lektury książki, a Elf zachichotała szatańsko.
- Teraz twoja kolej – zakomunikowała jadowicie Tess. – Praca dla ciebie.
Poczułam się tak jakoś niewyraźnie i znienacka poczułam, że na pewno zostawiłam żelazko na gazie w domu i że powinnam natychmiast opuścić ten budynek. Fakt, że znajdowałyśmy się w moim domu wcale mi w tym nie przeszkadzał, w końcu mogłam zostawić żelazko u babci, a nie?!
- Właśnie! – zapłonęła entuzjazmem Elfka. – Trzeba jej coś wymyślić i ja to wymyślę!
- Pozwól, że ja to uczynię – powiedziała Tesska tonem o temperaturze zdecydowanie ujemnej.
- No to naradźmy się wspólnie – zaproponowało uszate stworzenie zacierając ręce.
Tak więc oto usadzono mnie przy stole z komiksem, herbatą i zakazano się odzywać, ruszać i podsłuchiwać. Oddychać łaskawie pozwolono, chociaż Tess długo się nad tym zastanawiała, czyby nie ograniczyć mi trochę dostępu do tlenu. „To dla zdrowia i oszczędności” – wytłumaczyła ze słodyczą.
Minęło pół godziny i trzy wiedźmy podeszły do mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.
- Zdecydowałyśmy… – zaczęła Sad.
- …że w ramach twojej próby… – kontynuowała Elf.
- …będziesz się uczyła nie mrozić spojrzeniem i zachowaniem podrywających cię ewentualnych facetów – dokończyła sadystycznie Tesska.
- A można wybrać od razu śmierć przez powieszenie? – spytałam z nadzieją.
- No dobra, może to nie był najlepszy pomysł pozwolić jej się malować w miejscu publicznym - powiedziałam ugodowo, starając się nie zwracać uwagi na wszystkie trzy harpie, które wpatrywały się we mnie wzrokiem żądnym krwi, jako że byłam niejako inicjatorką przedsięwzięcia.
Tesska prychnęła gniewnie i nalała sobie herbaty, Sad popatrzyła na nas z czymś w rodzaju obrzydzenia i wróciła do lektury książki, a Elf zachichotała szatańsko.
- Teraz twoja kolej – zakomunikowała jadowicie Tess. – Praca dla ciebie.
Poczułam się tak jakoś niewyraźnie i znienacka poczułam, że na pewno zostawiłam żelazko na gazie w domu i że powinnam natychmiast opuścić ten budynek. Fakt, że znajdowałyśmy się w moim domu wcale mi w tym nie przeszkadzał, w końcu mogłam zostawić żelazko u babci, a nie?!
- Właśnie! – zapłonęła entuzjazmem Elfka. – Trzeba jej coś wymyślić i ja to wymyślę!
- Pozwól, że ja to uczynię – powiedziała Tesska tonem o temperaturze zdecydowanie ujemnej.
- No to naradźmy się wspólnie – zaproponowało uszate stworzenie zacierając ręce.
Tak więc oto usadzono mnie przy stole z komiksem, herbatą i zakazano się odzywać, ruszać i podsłuchiwać. Oddychać łaskawie pozwolono, chociaż Tess długo się nad tym zastanawiała, czyby nie ograniczyć mi trochę dostępu do tlenu. „To dla zdrowia i oszczędności” – wytłumaczyła ze słodyczą.
Minęło pół godziny i trzy wiedźmy podeszły do mnie z dziwnym uśmiechem na twarzy.
- Zdecydowałyśmy… – zaczęła Sad.
- …że w ramach twojej próby… – kontynuowała Elf.
- …będziesz się uczyła nie mrozić spojrzeniem i zachowaniem podrywających cię ewentualnych facetów – dokończyła sadystycznie Tesska.
- A można wybrać od razu śmierć przez powieszenie? – spytałam z nadzieją.


