Nudziło mi się. Straszliwie. Wiedziałam, rzecz jasna, że jest to stan najbardziej niebezpieczny dla otoczenia, bowiem było niemal pewne, iż zaraz coś wymyślę, żeby nudzić mi się przestało. I z zasady to coś wstrząśnie światem.
Ów dzień, w którym nudziło mi się tak potwornie nie był wyjątkiem. Wsypując piątą łyżeczkę cukru do kubka z herbatą doszłam znienacka do wniosku, iż jestem strasznie nieszczęśliwa. Ale tak okrutnie, z wystrzałem i wykopem. Z wyskoku i z przytupem. Oraz, co by się zbytnio nie ograniczać, z poślizgiem także. Powód? Byłam… tak, trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Byłam pariasem uczuciowym. Lektura „Bridget Jones” podsunęła mi niejako na talerzu to określenie i natychmiast przylgnęło do mnie na mur, beton oraz cały bazalt świata. Byłam pariasem uczuciowym z krwi i kości. Duchowo i mentalnie również. Nawet moje paznokcie były pariasowate uczuciowo. Byłam pariasem uczuciowym i dzięki temu miałam niefart do facetów.
Napiłam się herbaty w roztargnieniu i wtedy myśl się objawiła.
Tak! Otóż to, na pewno nie ja jedna taka pokrzywdzona przez los jestem (tak nawiasem mówiąc, mój Boże, gdzie ja stałam, gdy rozdawali umiejętności w relacjach damsko-męskich!), więc powinnam coś zrobić ku pożytkowi ogólnospołecznemu. I właśnie w tej chwili narodził się w mojej głowie pomysł mający przynieść chaos, panikę i popłoch wśród płci męskiej.
Elitarne Stowarzyszenie Uczuciowych Pariasów.
Tak! Myśl jest doskonała. Zaraz dokonam rekrutacji i siebie uczynię prezesem, a co!
Chwyciłam komórkę z silnym postanowieniem wykonania trzech bardzo ważnych telefonów.
Ów dzień, w którym nudziło mi się tak potwornie nie był wyjątkiem. Wsypując piątą łyżeczkę cukru do kubka z herbatą doszłam znienacka do wniosku, iż jestem strasznie nieszczęśliwa. Ale tak okrutnie, z wystrzałem i wykopem. Z wyskoku i z przytupem. Oraz, co by się zbytnio nie ograniczać, z poślizgiem także. Powód? Byłam… tak, trzeba rzeczy nazywać po imieniu. Byłam pariasem uczuciowym. Lektura „Bridget Jones” podsunęła mi niejako na talerzu to określenie i natychmiast przylgnęło do mnie na mur, beton oraz cały bazalt świata. Byłam pariasem uczuciowym z krwi i kości. Duchowo i mentalnie również. Nawet moje paznokcie były pariasowate uczuciowo. Byłam pariasem uczuciowym i dzięki temu miałam niefart do facetów.
Napiłam się herbaty w roztargnieniu i wtedy myśl się objawiła.
Tak! Otóż to, na pewno nie ja jedna taka pokrzywdzona przez los jestem (tak nawiasem mówiąc, mój Boże, gdzie ja stałam, gdy rozdawali umiejętności w relacjach damsko-męskich!), więc powinnam coś zrobić ku pożytkowi ogólnospołecznemu. I właśnie w tej chwili narodził się w mojej głowie pomysł mający przynieść chaos, panikę i popłoch wśród płci męskiej.
Elitarne Stowarzyszenie Uczuciowych Pariasów.
Tak! Myśl jest doskonała. Zaraz dokonam rekrutacji i siebie uczynię prezesem, a co!
Chwyciłam komórkę z silnym postanowieniem wykonania trzech bardzo ważnych telefonów.


