Podróże profersora Balatona. Opowieść pierwsza  zobacz opis świata »

Dopis 8: – O Wielka Macierzo!...

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


***
– O Wielka Macierzo! Przyjmij mą prawą modlitwę i spełnij me prośby swawolne – profesor Balaton klęczał przed pulpitem pilota, trzymał drżącą dłonią kartkę z nagryzmolonymi koślawym pismem tekstami Modlitw Ostatniej Nadziei. Z oczu płynęły mu łzy, więc często przerywał recytację, by wytrzeć mokre okulary. – Wielka Macierzo, błagam cię, ześlij nam tu prawdziwego pilota, który pokieruje tym cudownym statkiem i sprawi, że bezpiecznie dolecimy do Marsa. O Wielka Macierzo! Błagam cię!

***
Czerwony kształt na LCD oznaczał jedno. Za włazem, tuż przede mną musiała znajdować się istota żywa. Nie było co do tego najmniejszych wątpliwości. Zastanawiało natomiast, dlaczego była sama. Po krótkich kalkulacjach wywnioskowałam, że najbardziej prawdopodobne, iż był to strażnik, pełniący wartę przy terminalu z kapsułami ratunkowymi. W takim miejscu nie było potrzeba więcej straży, tym bardziej na statku służącym do przewozu więźniów. Uśmiechnąłem się pod nosem, doceniając bystrość swego umysłu, po czym usnułem chytry plan.
– Muszę ogłuszyć strażnika i odpalić autowyrzutnię rakiet ratunkowych, po czym wślizgnąć się do jednej z nich – stwierdziłem przebiegle. – Ale czy autowyrzutnia zadziała, skoro odłączyłem zasilanie?
Przestąpiłem parę koków, cichym, powolnym ruchem otwierając właz.
– Powinna. Terminal ratunkowy musi mieć w końcu własne zasilanie.

Wbiegłem do pomieszczenia machając rękoma niczym szarżujący niedźwiedź, rycząc głębokim, gardłowym warkotem. Jakież było jednak moje zmieszanie, gdy zamiast uzbrojonego po same zęby żołnierza gwardii więziennej, ujrzałem młodzieńca w eleganckim cylindrze, bijącego mi pokłony i płaczącego niczym głodne niemowlę.
– O Wielka Macierzo! O Wielcy Bogowie! Wysłuchaliście mych modłów! – Zawodził nieznajomy.
Szybko zrozumiałem mą pomyłkę. Wystarczył rzut oka na pulpit uwidaczniający zbliżającą się na wprost statku asteroidę, by odgadnąć zarówno miejsce mego pobytu, jak i przyczynę płaczu mężczyzny.
– Co się dzieje? Gdzie jest pilot? – zawołałem w przerażeniu.
– Ja jestem pilotem – mazgaił się mój towarzysz, wciąż leżąc na podłodze.
– To dlaczego pan nie kieruje? Nie widzi pan asteroidy?
– Nie umiem. Nie umiem kierować.
– Jak to pan nie umie? Przecież jest pan pilotem!
– To wszystko przez dżem mamusi!
– Słucham?
– Ta awaria autopilota…
– Niech pan tak nie leży, niech pan choć spróbuje! Już i tak nie ma pan nic do stracenia! Widzi pan? Zaraz wszyscy zginiemy!
Odpowiedziało mi tylko jego płacz.

W przypływie odwagi chwyciłem za wajchę wystającą z kokpitu i przyciągnąłem do siebie. Wcisnąłem kilka przypadkowych przycisków i ująłem drążek wyglądem przypominający prymitywne narzędzie do kierowania.
– Cóż z pana za pilot? Co to za szkoła, co takich pilotów kształci? – słowa mechanicznie wypływały z mych ust. Cała moja uwaga skupiona była na dokonującej się zmianie toru statku.
– Jestem profesorem astrologii na Uniwersytecie w Wiedniu. Pilotażu przeszedłem tylko tygodniowy kurs w ramach zajęć dodatkowych. Specjalizuję się w telepatii, wie pan, metodach czytaniu myśli. Znam też wiele sztuczek iluzjonistycznych. Nazywam się Balaton. Miło poznać…
– Nie mógł pan w takim razie posłużyć się intuicją?
– Ależ, posłużyłem się! Intuicja kazała mi modlić się o pańskie przybycie!
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Kultura pisania. Bogactwo wyobraźni. Duże możliwości. Jednak nie upierał bym się że będziesz pisarką. Może felietony w ogólnopolskiej gazecie?
Zastanawiam się czy może by tak nie pójść w politykę? Pod warunkiem że nie będziesz rzucać z trybuny ziołami. Jednego jestem pewien, jesteś świetną dziewczyną i świat jeszcze o tobie usłyszy.

Wow. Dzięki za miłe słowa. Nie myślałam nigdy o pisaniu zawodowym. Robię to raczej dla przyjemności. Polityka nie leży niestety w obrębie mych zainteresowań, więc i wiedzę na jej temat mam dość ograniczoną, ale kto wie?

Felietony? Felietony są rzeczywiście bardzo piękną i dającą pole do popisu formą wypowiedzi. Można się nią przyjemnie bawić.

Nie zależało mi też nigdy na tym, by ktokolwiek o mnie usłyszał, ale jeśli jakimś trafem usłyszy niech i tak będzie...

Trzymaj się ciepło, stworku.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.