***
– Obudź się. Obudź – Ashton poczuł nagłe potrząsanie. – Proszę, musisz się obudzić…
Mężczyzna czuł się straszliwie ociężały, niezdolny do wykonania ruchu. Z wielkim wysiłkiem podniósł powieki. To jedyne, na co mógł się zdobyć. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Było przesiąknięte pewnym rodzajem bólu, który następuje, kiedy ciało jest gwałtownie ściskane, zaś potem rozciągane.
– Obudził się – wyszeptała dziewczynka.
Ashton przyglądał się jej badawczo.
– Susi? – wymówił imię swej córki, blednąc gwałtownie. Dziewczynka była bowiem do niej podobna, choć brutalnie okaleczona. Pół twarzy nosiło znamię poparzenia, zaś pusty oczodół, wyglądał przerażająco. Pozbawiona była również dłoni i połowy przedramienia. Jej ubranie było zniszczone i podarte.
– To musi być sen – z gardła Ashtona wydobył się błagalny pisk.
– Susi? Ty jesteś Susi? – zapytała dziewczynka, wykrzywiając usta w uśmiechu. – Ja jestem Kakarotta. Jestem tu lekarzem. Muszę cię uleczyć i przygotować do Obrzędu.
– Gdzie jestem? – Ashton opuścił z powrotem głowę na ziemię.
– No, w stoczni więziennej.
– To jakieś żarty, prawda?
– Jesteś dziwna – dziewczynka ostrożnie przecięła ubranie Ashtona, zaczynając smarować jego ciało gęstą, zieloną substancją. – Ale wy wszystkie takie jesteście, kiedy tu trafiacie.
– Jakie wszystkie? – Ashton znów poderwał głowę, żałując jednak swego czynu, przeszyty gwałtownym bólem.
– No, wy. Święci Królowie. Przysłane przez Wielką Boginię – dziewczynka mrugała oczyma, zdziwiona brakiem rozgarnięcia swego rozmówcy.
– Nie jestem żadnym świętym królem – Ashton był wyraźnie zirytowany tą sytuacją.
– Jesteś. Masz Święty Siralion – tu dziewczynka chwyciła za członka Ashtona. – święty znak Wielkiej Bogini.
– Nie drwij ze mnie, Kakarotto – wysyczał. – Jestem mężczyzną, więc co mam mieć między nogami?
– Co to jest mężczyzna? – Dziewczynka zmarszczyła usta w zamyśleniu. – Nigdy nie słyszałam o niczym podobnym. Może to nazwa Świętego Króla w twoim świecie?
– Nie ma tu mężczyzn? – Ashton odczuł wyraźny wpływ zielonej maści. Wróciło mu czucie w dłoniach i stopach. – To skąd się biorą takie dziewczynki jak ty?
– Nie wiem dokładnie – zasępiła się Kakarotta. – Wiem, że niektóre przybywają od Wielkiej Boginii. Są one naznaczone, więc zanim wypowiedzą pierwsze słowo po przybyciu tu, należy zjeść ich język. Ja natomiast wyszłam z ciała Świętej Królowej, po Obrzędzie Przyjścia. Jestem mała i nie wiem jeszcze wielu rzeczy. Zapytaj jednak Vegetty, mej starszej siostry. Ona jest najmądrzejsza. To ona sporządza plany statków, które budujemy. Umie czytać w myślach, więc pozyskuje technologie od ludzi przybywających od Wielkiej Boginii.
– Czy ona rządzi tym miejscem?
– Nie Święty Królu, rządzi tu Święta Królowa Gigerotta.
– Muszę się z nią rozmówić – Ashton odzyskał już czucie w rękach.
– Tak. Wkrótce wezwie cię do siebie. Jak tylko twe ciało wydobrzeje.
***
– Obudź się. Obudź – Ashton poczuł nagłe potrząsanie. – Proszę, musisz się obudzić…
Mężczyzna czuł się straszliwie ociężały, niezdolny do wykonania ruchu. Z wielkim wysiłkiem podniósł powieki. To jedyne, na co mógł się zdobyć. Jego ciało odmawiało posłuszeństwa. Było przesiąknięte pewnym rodzajem bólu, który następuje, kiedy ciało jest gwałtownie ściskane, zaś potem rozciągane.
– Obudził się – wyszeptała dziewczynka.
Ashton przyglądał się jej badawczo.
– Susi? – wymówił imię swej córki, blednąc gwałtownie. Dziewczynka była bowiem do niej podobna, choć brutalnie okaleczona. Pół twarzy nosiło znamię poparzenia, zaś pusty oczodół, wyglądał przerażająco. Pozbawiona była również dłoni i połowy przedramienia. Jej ubranie było zniszczone i podarte.
– To musi być sen – z gardła Ashtona wydobył się błagalny pisk.
– Susi? Ty jesteś Susi? – zapytała dziewczynka, wykrzywiając usta w uśmiechu. – Ja jestem Kakarotta. Jestem tu lekarzem. Muszę cię uleczyć i przygotować do Obrzędu.
– Gdzie jestem? – Ashton opuścił z powrotem głowę na ziemię.
– No, w stoczni więziennej.
– To jakieś żarty, prawda?
– Jesteś dziwna – dziewczynka ostrożnie przecięła ubranie Ashtona, zaczynając smarować jego ciało gęstą, zieloną substancją. – Ale wy wszystkie takie jesteście, kiedy tu trafiacie.
– Jakie wszystkie? – Ashton znów poderwał głowę, żałując jednak swego czynu, przeszyty gwałtownym bólem.
– No, wy. Święci Królowie. Przysłane przez Wielką Boginię – dziewczynka mrugała oczyma, zdziwiona brakiem rozgarnięcia swego rozmówcy.
– Nie jestem żadnym świętym królem – Ashton był wyraźnie zirytowany tą sytuacją.
– Jesteś. Masz Święty Siralion – tu dziewczynka chwyciła za członka Ashtona. – święty znak Wielkiej Bogini.
– Nie drwij ze mnie, Kakarotto – wysyczał. – Jestem mężczyzną, więc co mam mieć między nogami?
– Co to jest mężczyzna? – Dziewczynka zmarszczyła usta w zamyśleniu. – Nigdy nie słyszałam o niczym podobnym. Może to nazwa Świętego Króla w twoim świecie?
– Nie ma tu mężczyzn? – Ashton odczuł wyraźny wpływ zielonej maści. Wróciło mu czucie w dłoniach i stopach. – To skąd się biorą takie dziewczynki jak ty?
– Nie wiem dokładnie – zasępiła się Kakarotta. – Wiem, że niektóre przybywają od Wielkiej Boginii. Są one naznaczone, więc zanim wypowiedzą pierwsze słowo po przybyciu tu, należy zjeść ich język. Ja natomiast wyszłam z ciała Świętej Królowej, po Obrzędzie Przyjścia. Jestem mała i nie wiem jeszcze wielu rzeczy. Zapytaj jednak Vegetty, mej starszej siostry. Ona jest najmądrzejsza. To ona sporządza plany statków, które budujemy. Umie czytać w myślach, więc pozyskuje technologie od ludzi przybywających od Wielkiej Boginii.
– Czy ona rządzi tym miejscem?
– Nie Święty Królu, rządzi tu Święta Królowa Gigerotta.
– Muszę się z nią rozmówić – Ashton odzyskał już czucie w rękach.
– Tak. Wkrótce wezwie cię do siebie. Jak tylko twe ciało wydobrzeje.
***


