Obudził go zatęchły zapach wbijający się nozdrza.
Nie wiedział jak długo spał,miał tylko nadzieję że wszystko co go spotkało do tej pory było snem.
Gdy otworzył oczy dotarło do niego w jakiej sytuacji się znajduje.Kobiety z którą rozmawiał przed paroma godzinami nie było, sam do końca nie był pewien czy w ogóle była jakaś kobieta.Bojowy zapał dawno minął Ashton znalazł się na skraju załamania nerwowego.Wiedział że dla istot, które go tu sprowadziły był na samym dole drabiny łańcucha pokarmowego.Jego rozważania przerwał dźwięk otwieranych drzwi od celi.
Ujrzał w nich przepiękną czarnowłosą kobietę,była wysoka, szczupła i w niczym nie przypominała istot, które Ashton widział wcześniej może jedynie odzieniem, którym była skromna przepaska na biodrach.
Brunetka przyglądała mu się uważnie swoimi zielonymi oczami.Nie spuszczając z niego oczu podeszła i kucnęła przy nim.
Ich wzrok spotkał się w tej samej chwili Ashton poczuł ból w okolicy skroni. Objęła delikatnie jego twarz nie pozwalając aby odwrócił wzrok, po chwili ból minął a zamiast niego w głowie pojawił się kobiecy głos.
- Proszę nie obawiaj się mnie, nie mam wobec Ciebie złych zamiarów raczej chciałabym Ci pomóc.
- Kim jesteś? - Zapytał Ashton.
- Proszę nie wypowiadaj słów na głos, wystarczy że skupisz się na tym co chcesz powiedzieć.
- Przepraszam, to wszystko jest takie surrealistyczne.
- Rozumiem Cię - Odrzekła nieznajoma.
- Jestem Artemis.
- Artemis - powtórzył Ashton - Z tego co pamiętam na "mojej" planecie czczono boginię o imieniu Artemida zwana też Artemis więc... - Dobrze myślisz - przerwała mu - Nie myślałeś chyba że wasze religie nawet te bardzo stare są tylko wymysłem bandy nawiedzonych głupców.
- Cóż chyba wiesz co myślałem. - Na jej twarzy pojawił się uśmiech - Muszę chyba ze wszystkim Cię zaznajomić - odrzekła, przyciągnęła go do siebie i pocałowała jego umysł zaczęły wypełniać dziwne obrazy. Artemis wstała i udała się w kierunku drzwi, zanim się zamknęły usłyszał tylko
- A teraz śnij...
Nie wiedział jak długo spał,miał tylko nadzieję że wszystko co go spotkało do tej pory było snem.
Gdy otworzył oczy dotarło do niego w jakiej sytuacji się znajduje.Kobiety z którą rozmawiał przed paroma godzinami nie było, sam do końca nie był pewien czy w ogóle była jakaś kobieta.Bojowy zapał dawno minął Ashton znalazł się na skraju załamania nerwowego.Wiedział że dla istot, które go tu sprowadziły był na samym dole drabiny łańcucha pokarmowego.Jego rozważania przerwał dźwięk otwieranych drzwi od celi.
Ujrzał w nich przepiękną czarnowłosą kobietę,była wysoka, szczupła i w niczym nie przypominała istot, które Ashton widział wcześniej może jedynie odzieniem, którym była skromna przepaska na biodrach.
Brunetka przyglądała mu się uważnie swoimi zielonymi oczami.Nie spuszczając z niego oczu podeszła i kucnęła przy nim.
Ich wzrok spotkał się w tej samej chwili Ashton poczuł ból w okolicy skroni. Objęła delikatnie jego twarz nie pozwalając aby odwrócił wzrok, po chwili ból minął a zamiast niego w głowie pojawił się kobiecy głos.
- Proszę nie obawiaj się mnie, nie mam wobec Ciebie złych zamiarów raczej chciałabym Ci pomóc.
- Kim jesteś? - Zapytał Ashton.
- Proszę nie wypowiadaj słów na głos, wystarczy że skupisz się na tym co chcesz powiedzieć.
- Przepraszam, to wszystko jest takie surrealistyczne.
- Rozumiem Cię - Odrzekła nieznajoma.
- Jestem Artemis.
- Artemis - powtórzył Ashton - Z tego co pamiętam na "mojej" planecie czczono boginię o imieniu Artemida zwana też Artemis więc... - Dobrze myślisz - przerwała mu - Nie myślałeś chyba że wasze religie nawet te bardzo stare są tylko wymysłem bandy nawiedzonych głupców.
- Cóż chyba wiesz co myślałem. - Na jej twarzy pojawił się uśmiech - Muszę chyba ze wszystkim Cię zaznajomić - odrzekła, przyciągnęła go do siebie i pocałowała jego umysł zaczęły wypełniać dziwne obrazy. Artemis wstała i udała się w kierunku drzwi, zanim się zamknęły usłyszał tylko
- A teraz śnij...


