Od igły aż po żyletkę ...

gusiek

Od: 01.07.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 0,


Opis świata:

Została sama. W szkole nikt jej nie akceptował. Śmiali się z niej, obgadywali ją...Nigdy nie miała prawdziwego przyjaciela.Przyjaciela, z którym mogła by porozmawiać, wygadać się i wypłakać do jego ramienia. Wreszcie nie wytrzymała...Nie umiała już nawet udawać, że jest dobrze. Płakała. Nie miała ochoty żyć. Wpadła jej w oczy igła. Stwierdziła, że nic się nie stanie jak kilka razy przejedzie nią po ręce. Krwi nie było...Zostały tylko czerwone plamy. Nic nie bolało, a pomogło. Pomogło zapomnieć choć na chwile o problemach. Miało być tylko raz, nie miała wziąć poraz drugi tego do ręki, a jednak...nie mogła się powstrzymać. Zawsze robiła to mocniej...Po jakimś czasie i igła przestała na nią działać. Przeszła do drugiej fazy : cyrkiel. Właśnie w tej fazie pojawiła się krew. Krew płynąca z ran, które były na jej ręce. Spodobało jej się. Nikt jednak nie wiedział o tym jaki sprawia sobie ból, jak powoli dąży do samobójstwa. Nikt. Nawet jej najbliższa rodzina. Życie jednak toczyło się dalej bez żadnych zmian. Znajomi nadal jej dokuczali..pff..dokuczali, mało powiedziane. Nie dawała sobie z tym rady... Miała myśli samobójcze, ale powiedziała 'nie warto robić tego tak szybko, nie chce umierać w tak krótkim czasie...żyletka zabija powoli'. No i nadeszła trzecia faza: żyletka. Na początku miała lęk. Lęk przejechania po ręce tym ostrym narzędziem. Narzędziem, które pomoże zapomnieć na jakiś czas o zmartwieniach. Odważyła się. Krew lała się małym strumieniem. Poczuła adrenalinę. Chciała więcej. Zrobiła kilka cięć. Bardzo ją to wciągło. Nie mogła się powstrzymać, ale to nic nie dało...Nie dało jej to szczęścia...Myślała, że cięcie to nie tylko satysfakcja, ale pierwszy krok do optymizmu. Myliła się. Pesymistką pozostała nadal...Jej życie się nie zmieniło...Wszystko zostało takie same nie licząc rąk na których pozostały blizny...