Krótka historia  zobacz opis świata »

Dopis 32:Od zawsze lubił sylwestra . Sam też tak...

« poprzedni dopis
 

Pudelko 438

Od: 12.01.2008,aktywny: dawno temu

Tekstów: 32,

Dopisów: 1265,


Od zawsze lubił sylwestra. Sam też tak miał na imię – Sylwester. Urodził się co prawda w maju, ale rodzice chcieli mu nadać oryginalne imię. Udało się. Chłopiec był mądry, ale szalony, trochę nieśmiały przy dziewczynach, ale rozwijał się dobrze i policja nigdy nie przyszła do jego rodziców. Uczył się przeciętnie, tylko z chemii miał jakąś smykałkę i szła mu świetnie.

Swojego pierwszego sylwestra bez rodziców spędził mając lat siedemnaście. Wcześniejsze były u niego w domu, jego znajomi na górze, rodzice cicho u siebie w domu.

Nie szykował się jakoś bardzo na wyjście, kupił mu tylko ojciec butelkę wódki, matka zrobiła sałatkę i ciasto. Sylwester czuł się dziwnie, że to ojciec kupuje mu alkohol, ale jego płodziciel powiedział: „ Wolę, żebym to ja kupował alkohol tobie, niż żebyś krył się z nim gdzieś po kątach, albo pił wódkę z mety”. Założył nowe skarpety, bożonarodzeniowe, które były czarne w białe bałwany. Polubił je.

O dwunastej w nocy, stali przed blokami i na chwiejnych nogach życzyli sobie wszystkiego najlepszego. Sylwester miał fajerwerki. Nie wiedział skąd, kto mi wcisnął, ani kiedy. Był lekko wstawiony i wszystko wydawało mu się piękne i naturalnie.

- Masz imieniny, odpalaj! – ktoś życzliwy podał mu zapałki, ktoś inny podsunął zapalniczkę. Wziął pudełko i odpalił wprawnie pierwszą zapałkę, przystawił do lontu i rozjerzał się triumfującym wzrokiem dookoła. Udało mu się podpalić fajerwerki.

- Odsuń się debilu! – krzyknął ktoś i sam umknął w bok. Sylwester miał spowolnione ruchy i reakcję. Odsunął się może pięć centymetrów, kiedy fajerwerk z hukiem wystrzelił w niebo.

Nikt na niego nie patrzył. Wszyscy rzucili się do chłopaka, który upadł z głośnym krzykiem na asfalt.



***



- To państwa syn?

Na szpitalnym łóżku leżał chłopak, trudno było powiedzieć ile ma lat, ponieważ cała twarz była szczelnie odwinięta śnieżnobiałym bandażem. Jedna ręka wisiała na temblaku, a nadgarstek drugiej był zaklejony gazą. Chłopakowi wystawały spod kołdry stopy.

W skarpetach w bałwany.

- Tak, to nasz Sylwester.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

" Wywoływacz kaca"


Matuś, Puuu... straszne! Dobrze że nie przeczytałam tego przed sylwkiem, zanim odpalałam te wszystkie fajerwerki...


Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.