Dziewczyna z niebieskim kaktusem.  zobacz opis świata »

Dopis 6:OKRUCHY JAK SEKUNDY , ŁABĘDZIE JAK MINUTY...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


OKRUCHY JAK SEKUNDY, ŁABĘDZIE JAK MINUTY.

Na litej skale życie wyryło jego inicjały. W rozgrzanym powietrzu migotało kolorowe konfetti, w rytm tanga hulał wiatr. Gdzieniegdzie wychylał się mech, podobny do starej tapicerki auta kursującego w kierunku Chihuahua.
- To tylko złudzenie - pomyślał Maria Garcia Suarez.
Na horyzoncie majaczyły sylwetki jego mułów, a on wciąż zwlekał żeby je dogonić. Żółta mozaika ziemi, zielone kaktusy obsypane drobnym kwieciem, przyłożył do czoła dłoń i spojrzał odważnie w oblicze nieba. Słońce przypominało wielki kapelusz, który nosi się tylko w tych stronach. Zdawało się go zachłannie pochłaniać.
Analiza opłacalności przedsięwzięcia - Przypomniał sobie dokument opatrzony urzędową pieczęcią. Wziął długi niczym tykwa łyk powietrza, wprawiając w drżenie włoski wewnątrz nosa aż poczuł swędzenie. Na czubku tegoż nosa była mała bruzda oddzielająca chrząstki, kiedy nim poruszał przeskakiwały one radośnie - tik, tak.
Opuścił głowę, jakby napotkał wzrok króla. Chciałby przemknąć niezauważony, ale wiedział że to niemożliwe. Nagle dostrzegł coś, co wprawiło go w zakłopotanie. Była to chłodna butelka. Na szczęście w środku był list, który mógł mu jej obecność wyjaśnić. Wyciągnął go i przeczytał:
"Szanowny Panie Suarez.
Jeżeli odnalazł Pan ten list, to może być pan troszkę zdziwiony. Tym bardziej, że zamierzam prawić morały. Tak to już jest, gdy się wędruje pieszo przez campos. Zastanówmy się wspólnie, drogi przyjacielu, czy butelka ma do tego prawo. Jeśli jest chłodna, w taki skwar. Uwielbiam stawiać pytania, te znaki zapytania są takie giętkie i pokręcone. No jak, komandosie, tęsknisz jeszcze za jakimś wykrzyknikiem? Zostawiam trochę przestrzeni na ewentualną odpowiedź. Czy Pan, Panie Suarez, już ją zna?"
Suarez wzdrygnął się. Wyrzucił butelkę i podarł list. Postanowił, że nie będzie sobie zadawał pytań. Przecież wiedział, że obrał właściwy kierunek. A nawet gdyby zboczył, to nie mogły się przecież pomylić muły.
Ale do pokonania były przeszkody - Zerknął na pełzającego węża. Coś jeszcze się pod tym kryło, ale miał przecież nie zadawać pytań. Co by powiedziała Marija po powrocie do domu, gdyby zatryumfowała butelka? Ups, kolejny znak zapytania.
Meksykanin szurnął nogami.
- Ssado macho - syknął wąż.
W tym samym momencie Suarez wyciągnął kombinerki. Złapał go za zęby jadowe i pociągnął do góry.
Machając wężem domyślił się że jest już gotowy do przyjęcia odpowiedniej trajektorii, uwolnił uścisk. Wąż pomknął niczym strzała. Po chwili jego ciało zafalowało, ale z powodu odległości nie można było jasno ocenić czy wąż tak faluje, czy bardziej powietrze. Suarez schował kombinerki. Wciągnął koszulę w spodnie i przeczesał się.
Czas wskazywały długie cienie. Nadeszła pora podwieczorku, wyjął z plecaka ciasto i usiadł na krawędzi kanionu. Strzepywał kruchy w przepaść, połykały je białe łabędzie.


 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.