- On chyba chciał coś powiedzieć - wtrąciła Lyndel patrząc na to, co pokazywał krasnoludek.
Góra liści, ziół, czy czegoś tam jeszcze ruszała się. I nie była to lawina, jak początkowo myśleli. Góra po prostu zdecydowała się wstać i ziewnąć.
- Uaa - ziewnęła góra.
Wędrowcy zamarli i prawdopodobnie każdy z nich, nie wyłączając niefortunnej czarownicy, pomyślał, że fajnie by było gdyby istnieli bogowie, do których można się modlić.
- Uaa - góra przeciągnęła się pokazując wszem i wobec, że na pewno jest mężczyzną i nie przejmuje się konwenansami.
Być może był to po prostu troll naturysta, a może każdy kto zwrócił mu uwagę, że chodzi bez spodni, odezwał się ostatni raz w życiu.
- To tylko troll - Lyndel machnęła ręką. - Więc mówicie, że jak się nazywacie?
- Tylko troll? - zapiszczała góra. - Ej, paniusiu, a ty to niby kto?
Troll naturysta miał głos piskliwego kastraty, choć jego arsenał dobitnie pokazywał, że na pewno kastratem nie jest.
- Jestem Lyndel, czarownica - dziewczyna dumnie uniosła głowę i odrzuciła na plecy włosy.
Trochę jej to nie wyszło, bo akurat zawiał wiatr i blond pasemka zasłoniły jej twarz tworząc na jej głowie malowniczą szopę.
- I se myślisz, żeś taka ważna? - zapiszczał troll. - Nawet pospać nie można, bo jakieś oszołomy nadzierają się nad głową. A właściwie co wy robicie na mojej ziemi?
- Twojej? - spytał Pierwszy.
- Ano mojej - troll przybliżył do nich twarz.
Było to doświadczenie zaiste traumatyczne, bowiem troll śmierdział gorzej, niż wyglądał.
- Nic nie robimy - Drugi cofnął się na bezpieczną odległość.
- Właściwie to już sobie idziemy - dodał Trzeci. - Prawda? - pociągnął Lyndel za ramię.
- A tak. Właśnie sobie idziemy. Nie będziemy przeszkadzać.
I wtedy Los zachichotał złośliwie i pchnął krasnoludka do czynu iście samobójczego.
- W rzyć nas cmoknij śmierdzielu! - zawołał malec, czym spowodował, że świat zamilkł w szoku, a potem tryby życia zazębiły się i ruszyły z przeciągłym zgrzytem.
- Chodu! - krzyknął Trzeci i powiewając Lyndel ruszył gdzieś za horyzont.
Niefortunna czarownica pomyślała sobie, że oto zakończy życie jako przekąska trolla o głosie kastrata.
- Jestem za młoda żeby umierać - poskarżyła się.
- Zeżryj krasnoludka! - zawołał Drugi doganiając uciekającą dwójkę.
Góra liści, ziół, czy czegoś tam jeszcze ruszała się. I nie była to lawina, jak początkowo myśleli. Góra po prostu zdecydowała się wstać i ziewnąć.
- Uaa - ziewnęła góra.
Wędrowcy zamarli i prawdopodobnie każdy z nich, nie wyłączając niefortunnej czarownicy, pomyślał, że fajnie by było gdyby istnieli bogowie, do których można się modlić.
- Uaa - góra przeciągnęła się pokazując wszem i wobec, że na pewno jest mężczyzną i nie przejmuje się konwenansami.
Być może był to po prostu troll naturysta, a może każdy kto zwrócił mu uwagę, że chodzi bez spodni, odezwał się ostatni raz w życiu.
- To tylko troll - Lyndel machnęła ręką. - Więc mówicie, że jak się nazywacie?
- Tylko troll? - zapiszczała góra. - Ej, paniusiu, a ty to niby kto?
Troll naturysta miał głos piskliwego kastraty, choć jego arsenał dobitnie pokazywał, że na pewno kastratem nie jest.
- Jestem Lyndel, czarownica - dziewczyna dumnie uniosła głowę i odrzuciła na plecy włosy.
Trochę jej to nie wyszło, bo akurat zawiał wiatr i blond pasemka zasłoniły jej twarz tworząc na jej głowie malowniczą szopę.
- I se myślisz, żeś taka ważna? - zapiszczał troll. - Nawet pospać nie można, bo jakieś oszołomy nadzierają się nad głową. A właściwie co wy robicie na mojej ziemi?
- Twojej? - spytał Pierwszy.
- Ano mojej - troll przybliżył do nich twarz.
Było to doświadczenie zaiste traumatyczne, bowiem troll śmierdział gorzej, niż wyglądał.
- Nic nie robimy - Drugi cofnął się na bezpieczną odległość.
- Właściwie to już sobie idziemy - dodał Trzeci. - Prawda? - pociągnął Lyndel za ramię.
- A tak. Właśnie sobie idziemy. Nie będziemy przeszkadzać.
I wtedy Los zachichotał złośliwie i pchnął krasnoludka do czynu iście samobójczego.
- W rzyć nas cmoknij śmierdzielu! - zawołał malec, czym spowodował, że świat zamilkł w szoku, a potem tryby życia zazębiły się i ruszyły z przeciągłym zgrzytem.
- Chodu! - krzyknął Trzeci i powiewając Lyndel ruszył gdzieś za horyzont.
Niefortunna czarownica pomyślała sobie, że oto zakończy życie jako przekąska trolla o głosie kastrata.
- Jestem za młoda żeby umierać - poskarżyła się.
- Zeżryj krasnoludka! - zawołał Drugi doganiając uciekającą dwójkę.


