Nowa Nadzieja  zobacz opis świata »

Dopis 60: Orkowie . Cała chmara . Eldan wymyślał...

« poprzedni dopis
 
***

Orkowie. Cała chmara. Eldan wymyślał sobie w duchu od najgorszych. Powinien był sprawdzić okolicę, zamiast tego zachował się jak niedowarzony smarkacz, nie jak doświadczony Goniec. Te myśli jednak szybko uleciały mu z głowy, nie było na nie czasu. Wyrzuty będzie czynić sobie później. Pierwszy z wrogów był już tylko o sążeń od niego…

Varail ciął od lewej do prawej, ostrze, prowadzone idealnie poziomo rozchlastało orczą gardziel, z potwornej rany buchnęła szeroką strugą posoka. Zwiotczałe nagle ciało upadło ciężko, bezwładnie, w trawę. Kątem oka Goniec spostrzegł, że do krwawej kośby włączył się i Elf. Nie mógł jednak obserwować czynów Raevana, wrogów było zbyt wielu. Cięcie. Odskok. Unik przed zamaszystym ciosem topora. Eldan wiedział , że jego jedynym atutem jest zwinność. Równie jasno zdawał sobie sprawę z tego, że siły opuszczą go szybko, że są zbyt nieliczni, by sprostać orczej hordzie.

Pierzasty posłaniec śmierci świsnął mu koło ucha i przebił gardziel jednego z dwóch orków, którzy natarli nań z prawej strony. Varail zrobił wypad, przebijając sztychem pierś drugiego. Obejrzał się. Yngvild wypuszczała właśnie następną strzałę. Skinął jej ręką, chciał zawołać do niej, jednak to co zobaczył sprawiło, że okrzyk zamarł mu na ustach. Za plecami łuczniczki dostrzegł nową grupę orków. Zostali otoczeni. Widział jeszcze, jak Yngwild odpiera atak orka. Jak upada.

- Yngvild!

Wykrzyczał jej imię a przed oczami znowu zamajaczyła mu twarz zabitej towarzyszki broni, niewidzące spojrzenie martwych oczu, posklejane zaschłą krwią włosy. Znów skoczył naprzód, wyładowując swą wściekłość na orkach. Porzucił rozwagę, pragnął tylko zabić jak największą liczbę napastników. Opamiętał się, gdy na powrót dojrzał burzę płomiennorudych włosów. Lecz równocześnie stwierdził, że ich położenie jest rozpaczliwe. Nie zdołają opierać się już zbyt długo.

- Walczyłem do kresu nadziei, w żałobie serca,

Noc zajdzie w krwawej łunie nad ostatnią klęską.

Przy wtórze słów starej pieśni wyprowadził kolejne cięcie. Tym razem ciął nisko, rozrywając orkowi tętnicę udową. Uskoczył w tył, by choć na mgnienie oka odetchnąć. Od wielu lat nie modlił się, lecz teraz w myślach zanosił do Boga modlitwę o cud. O ratunek.

Zza pleców dosięgło go uderzenie fali gorąca. Ledwie ustał na nogach. Niewielu wprawdzie orków ucierpiało, lecz cofnęli się, zbici z pantałyku. Co więcej, Varail dostrzegł jak zbliża się ku nim przyodziany w zdobytą zbroję… Cloud.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 4

Zwiotczał[e] nagle



ż[e] są zbyt



zbyt długo[.]



klęską[.]



się[ ], zbici - bez tej spacji




Wstaję rano, czytam, a tu trzy dobre wpisy. A ja mam tylko jednego plusa ;(

W drodze eliminacji padło na twój :) A tak zupełnie poważnie to za umiejętne połączenie opisu walki i przeżyć wewnętrznych bohatera, za to, że wprowadzasz do tej opowieści taki swoisty patetyzm, który ma swój urok i za tę starą pieśń. Piękna :)

Za piękno opisów.

Pozdrawia...

Chyb awszystko poprawiłem

Dziękuję za uznaie, zaś co do pieśni - to chyba rozpoznajecie Mistrza - J.R.R. Tolkiena?

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.