Przeszłość  zobacz opis świata »

Dopis 14:Otaczały ją zewsząd wysokie , gęsto...

« poprzedni dopis
 

ks_hp 66

Od: 28.09.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 412,


Otaczały ją zewsząd wysokie, gęsto skupione drzewa. Nie mogła dostrzec ich czubków. Przekręciła główkę na bok, ale nie mogła ani wstać, ani nawet poruszyć rękami - przynajmniej tylko prawą, bo lewej nie czuła. Spojrzała na nią i ze zgrozą zauważyła, że rączka została wyrwana ze stawu - wiotko leżała na ziemi pod dziwnym kątem.

Dopiero po chwili z ciemności zaczęła wyławiać wzrokiem jakieś kształty: okrągły i duży, mały ze skrzydłami i dwa, podobne sylwetkom psów. Trzy z nich głośno dyszały i warczały, jeden krakał.

- Niech zbrodni stanie się zadość - rozległ się szept, ewidentnie należący do kobiety. Anna spojrzała w drugą stronę i ujrzała stojącą w blasku, padającym od płonącego ogniska, wysoką, smukłą postać, szczerzącą zęby niczym jakieś drapieżne zwierzę kły. Obok niej stał zwalisty niedźwiedź, wilk i lis, a na ramieniu siedział wielki kruk. Cała piątka wpatrywała się w nią dziwnie błyszczącym wzrokiem.

- Nie, błagam! - krzyknęła Anna... ale jej głos nawet nie wydobył się z ust. Zamiast tego rozległo się jakieś ciche kwilenie, typowe dla małego dziecka.

- O co błagasz, istoto ludzka? - szepnęła kobieta. Sądząc po jej wyglądzie - skóra, poorana zmarszczkami - można było przypuszczać, że powinna mieć siwe włosy. Nie. Były rude, płomieniście rude.

- Rozumiesz mnie? - znowu kwilenie.

- Doskonale cię rozumiem, ja, która posiadła wszelką wiedzę! - wrzasnęła, aż Annie przeszły ciarki po całym ciele. - Wiesz, co zaraz się wydarzy? Wiesz, co z tobą się stanie?

- Co...?

- Stwory cię zjedzą... na śniadanie! - zaśmiała się potwornie. - A raczej... na kolację! - ryknęła mrożącym krew w żyłach śmiechem ponownie.

- Proszę, niczemu nie jestem winna, proszę, błagam... - łkała Anna.

- Ja nie wiem, co to jest litość. Nie wiem, czym jest miłość. Ale wiem, czym nienawiść. O tak, jam jest nienawiść, matka potępionych! - wrzasnęła.

Powiał lodowaty wiatr. Anna wpatrywała się teraz w ciemne niebo. Nie było na nim żadnej gwiazdy. Jedynie księżyc świecił.

- Musisz umrzeć...

"Co to było?" - ta myśl wypłynęła w jej głowie. - "Co to... co to było?!"

- Umrzesz, bo taka jest kolej losu... twojego przeznaczenia... - po raz drugi rozbrzmiał cichy, acz potężny głos.

I wtedy Anna to dostrzegła: księżyc wyglądał jak twarz Krzysztofa. Miał jego oczy, teraz przerażająco czarne niczym smoła, oraz usta, wąskie i rozedrgane przy szeptanych słowach. Twarz świeciła mu blado, ale... po chwili... kiedy staruszka krzyknęła: "Krwi! Chcę KRWI!", księżyc zmienił kolor nabladoróżowy... czerwony... aż w końcu bordowy... krople krwi zaczęły skapywać z góry prosto na nią, na jej twarz, ręce, całe nagie ciałko... tak drobne ciałko... Zaczęła się dusić...

Twarz Krzysztofa zniknęła, ale księżyc nadal ociekał krwią. Staruszka uniosła dłoń i wskazała na Annę.

- Wasze zadanie - szepnęła.

Zwierzęta zaczęły się do niej zbliżać. Wilk był najbliżej. Złapał ją gwałtownie za nóżkę i zaczął szarpać, potwornie mocno szarpać. Jaki to był ból, jak ona cierpiała! Lis zaczął walczyć z wilkiem o jej dolną kończynę, kruk wylądował na twarzy i zaczął ją dziobać, a niedźwiedź... niedźwiedź powoli się zbliżył. I kiedy znalazł się tuż nad nią, pomiędzy ciosami dziobem w czoło i policzki zdołała dostrzec... zamiast pyska zwierzęcia... twarz Krzysztofa...

- ...los... - szeptał. - ...przeznaczenie... kolej rzeczy...

A potem była ciemność - niekończąca się, przesycona zapachem świeżej krwi ciemność.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.