Taki jak ja...  zobacz opis świata »

Dopis 26:Oto więc wybiła godzina czwarta ....

« poprzedni dopis
 

Aletheia 112

Od: bardzo dawna,aktywny: dawno temu

Tekstów: 0,

Dopisów: 188,


Oto więc wybiła godzina czwarta. Punktualnie przybyłam do komnaty Marcina, położonej wysoko w konarach potężnego dębu. Rozłożyłam swe skrzydła i wzbiłam się na wysokość kilku metrów, sprawdzając szybkość męczenia się nierozgrzanych mięśni. Ich stan był stabilny, tak więc nie myśląc zbyt wiele, dałam susa pionowo w górę, łapiąc za ogon dobry wiatr. Pociągnął mnie on wysoko za sobą, sprawiając, że nabrałam prędkości i nie zdołałam wyhamować przed drzwiami do Marcinkowego królestwa. Wpadłam tam z impetem, łamiąc odrzwia, przewracając stolik i gruchocząc krzesło, po czym bezpiecznie wylądowałam na miękkim dywanie z puchu pelikana. Marcin wydawał się być zaskoczony. Na oczach miał przyciemniane, różowe okulary, zaś w łapce trzymał olbrzymi młot, którym wykuwał potężną tarczę słoneczną. Widząc mnie, ze zrozumieniem pokiwał głową i przerwał swą pracę, podchodząc do paleniska, gdzie już grzała się ciepła kawa.

– Och! Miło cię widzieć, droga Lauro! Czy jesteś już w lepszym nastroju?
– Nie wiem sama – stwierdziłam nieśmiałym głosikiem. – Chyba jestem jeszcze trochę smutna.
Szybko otrzepałam się z drzewnych drobin i postawiłam stolik w pozycji, którą lubił on najbardziej, obserwując jak Marcin stawia mi przed nosem parujący kubek, pełen smakowitego, aromatycznego napoju.
– Zawsze możesz zmienić swój nastrój. To zależy tylko od ciebie – młodzian wzruszył ramionami.
– Twierdziłeś, że możesz mi pomóc.
– Jasne, co powiesz na odrobinę seksu?
– Seksu?
– Zazwyczaj działa odprężająco i rozweselająco, nieprawdaż?
– Nie wiem – stwierdziłam patrząc na leniwie pływające w naparze listki. – Jeszcze nigdy go nie zażywałam.
– Ach, widzisz ile fascynujących doświadczeń jeszcze przed tobą? – zadumał się Marcin. – Sądzę, że byłabyś idealną żoną dla Mysikrólika!
– Mysikrólika? – zapytałam z przejęciem. – Znasz go?
– Oczywiście, wszyscy go znają, choć niekiedy zdarza się, że o tym nie pamiętają.
Na chwilę zagościła wśród nas cisza. Słuchaliśmy jej drżącego głosu w podnieceniu, by powrócić po chwili do przerwanej, jak nić dentystyczna, dyskusji.

– Chciałabym się zmienić – stwierdziłam. – Mówiłeś, że wiesz jak to zrobić.
– Oczywiście! – Cmoknął z zadowoleniem Marcin. – Tylko musisz mi powiedzieć w co. Chciałabyś być żabą, czy może alozaurem? A może wolałabyś mieć ciało trylobita? Jestem do twych usług! W mej boskiej kuźni wykuję ci taki organizm, jaki zechcesz!
– Nie chodzi o ciało. Chciałabym odkryć moją prawdziwą osobowość – stwierdziłam markotnie. – Pozbyć się masek.

Marcin zachichotał na cały głos pod wpływem mych słów. Śmiał się tak serdecznie, że z oczu jęły mu płynąć łzy, tworząc sadzawkę, zaś brzuch trząsł mu się rytmicznie, w wyniku czego cały dom począł wykonywać ruchy frakcyjne. Mimowolnie, kąciki mych ust powędrowały ku górze, co wprawiło mnie w niemałą konsternację.
– I z czego się śmiejesz, głupku! – Wrzasnęłam, a on począł jeszcze gwałtowniej wyrażać swą wesołość.
– Z ciebie – dławił się, łykając hausty powietrza – jesteś zabawna.
– Wcale nie jestem! – Tupnęłam nogą tak impulsywnie, iż zrobiłam przecudną, idealnie okrągłą dziurę w podłodze.
– O jeny! – Młodzian próbował się uspokoić, ocierając swe załzawione oczy. – Nie ma czegoś takiego jak prawdziwa osobowość. Prawdziwa osobowość jest brakiem osobowości. Stanem w jakim byłaś, kiedy byłaś nowo narodzonym, czy jeszcze nie-narodzonym stworzonkiem.
– Chcesz powiedzieć, że nigdy nie pozbędę się masek? – zapytałam w niemałym przerażeniu, łapiąc się za rąbek spódnicy dla uzyskania większego poczucia bezpieczeństwa.
– Nie wiem – wzruszył ramionami. – Może się pozbędziesz. Czy to ma jakieś większe znaczenie? Jeśli maski by nie były potrzebne, zapewne same by odpadły. Póki co, możesz zrobić inną, sprytną rzecz, przestać się identyfikować ze swoją maską i maskami wszystkich innych.
– Ależ to nierealne! – zawołałam.
– Wręcz przeciwnie, to najłatwiejsza rzecz pod słońcem. Hop siup! – Zawołał wesoło Marcin, podnosząc łapkę.
– Ale to niebezpieczne. Nie będę już wtedy mogła być naprawdę smutna, ani gniewać się na nikogo, ani czuć się mniej ważna, ani bardziej ważna...
– Będziesz w taki sam sposób smutna jak byłaś do tej pory, a jedynie zdasz sobie sprawę że to przejściowy stan, który nie określa ciebie, ale jest zwykłą emocją. Będziesz ponadto widzieć innych z dystansu, jako tak samo uwarunkowanych jak ty. Mała zmiana kontekstu, a daje dużo luzu.
– Muszę się zastanowić – stwierdziłam, wypijając do dna swoją kawę oraz wkładając sobie za uszko znaleziony w niej dębowy listek. – Skąd wiesz, czy to mi pomoże?
– A jak myślisz, co jest jedyną rzeczą jaką samodzielnie robimy w naszym życiu?
– Myślimy?
– Dokładnie – Marcin aż podskoczył, klaszcząc w łapki. – Myślimy! A co się stanie jeśli weźmiemy pod lupę i zmienimy nasze przyzwyczajenia myślowe?
– Wszystko się zmieni?
– Ha! Figa z makiem! Nie powiem ci, co się stanie. Sama sprawdź!
– Nic mi nie pomogłeś, Marcinie. Mam tylko mętlik w głowie – westchnęłam. – Czuję, że chciałabym odwiedzić Mysikrólika. Zaprowadzisz mnie do niego?
– Dobrze! – Zawołał radośnie chłopiec, patrząc mi głęboko w oczy. – Ale jeszcze nie teraz.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 9

Według życzenia Marcin miał nie pomóc ^^

Postać Mysikrólika przewija się w Twoich opowieściach i pora wyjaśnić dlaczego nie wzbudza mojego zaufania.
Otóż jego imiennik, też Mysikrólik, w książce pana Zbigniewa Nienackiego pt. Pan Samochodzik i Templariusze, bardzo nietaktownie zachował się wobec panny Karen.
Natomiast Twoje literackie wstrząśnienia, z lądowaniem na dywanie z puchu, stolik postawiony w jego ulubionej pozycji, dialogowa lekkość z propozycją uprawy seksu, kucie słońca oraz wiele innych zabiegów, ogromnie i niepospolicie zabawne.

Wow, wielki respekt iż czytałeś Pana Samochodzika. Sama wychowywałam się na tych książeczkach. Większość dzieciaków w przedszkolu się zaczytywało w jego przygodach:). Wah, spory sentyment...

Dzięki za wiele miłych słów, Monsieur Love. Bardzo je doceniam:)

Natomiast co do Mysikrólika... Spotkałam go ostatnio, gdy zbierał rosę po deszczu. Zdaje się on być niezwykle zasmucony, iż przez jednego, jedynego z jego imienników – a zapewne niecnego drania – on oraz wszystkie inne Mysikróliki świata nie wzbudzają już cennego zaufania. Polecił mi wysłać pośpiesznie telegram do Pana z pytaniem, czy specjalnie dla niego, nie mógłby Pan wytrzepać na trzepaku przekonań dotyczących tych niewinnych, ciekawskich stworzonek, jakimi są niewątpliwie Mysikróliki? Twierdził, że łatwiej by się wtedy czytało opowieści o nim;)

Miłego dnia!

Droga Aletheio.
Bardzo mi się podobał Twój wpis. Chcę, żeby Laura zaczęła myśleć. Wpis był inteligentny i malowniczy, więc nie mogłam się powstrzymać - dodałam plusa. Naprawdę świetnie napisane!
Ale jest coś jeszcze. Utworzyłam to opowiadanie w dziale "obyczajowe", gdyż miało opowiadać o poszukiwaniu siebie, własnego Ja, o odkrywaniu życiowych prawd i o przemianie, jaka miała się dokonać w Laurze. Jednak po Twoich dopisach, w których występuje niejaki Mysikrólik, tracę wątek. Robi się wówczas opowiadanie piękne, ale zbyt fantastyczne. Laura jest człowiekiem, a Marcin mieszka sobie w najzwyczajniejszym w świecie domku i nie wykuwa tarcz słonecznych. Przemiana Laury dotyczy jej osobowości, a nie ciała.

Poza tym, Marcin-z-życia i Marcin-z-opowiadania to nie jest ta sama osoba. Marcin-z-opowiadania ma pomóc, a ten z życia niech sobie robi co chce.

Aletheio, bardzo mi miło, że kontynuujesz moje opowiadanie, bo jest pięknie, ale to chyba nie to, o czym myślałam.

Dzięki za informację. W takim razie nie będę tu już mieszać;). Czekam z niecierpliwością na dalszą część opowiadania. Miło, iż powyższy wpis się spodobał.

Pozdrawiam:)

Wytrzepałem porządnie, teraz nazywa się Mauskaminchen.

Aletheio, możesz się dopisywać, spokojnie :) Ważne po prostu, by opowiadanie było utrzymane w realistycznych ryzach.

I dzięki za zrozumienie ;)

Pozdrawiam!

A ja przepraszam, chyba źle się wyraziłam. A wpis , rzeczywiście, fantastycznie piękny:)

@susie9: Nie jestem pewna czy to pomoże. Dla mnie "realistyczne ryzy" to dość luźne pojęcie, ale rozumiem o co może Ci chodzić. Nie wiem czy to było widać, ale chciałam w tym wpisie zamieścić trochę nie tylko humoru, ale i ironii. Po prostu zabawne mi się wydawało to ciągłe dążenie bohaterki do "zmian". Tym bardziej, iż wydaje się ona nie wiedzieć, czego tak dokładnie chce (chce być taka, jaka Marcin sobie wydumał, że mogłaby być?). Nie mogłam też zrozumieć konceptu "szukania prawdziwej siebie". To dla mnie trochę jak szukanie wody w oceanie.

Dlatego m.in. (przynajmniej na ten moment) moje dopisy mogłyby faktycznie nieco namieszać. Ale w przyszłości, kto wie? Może zdołam się dopisać:).

@IdaTrue: Dziękuję, za bardzo inspirujące słowa. W jakim kontekście i w jaki sposób się źle wyraziłaś?

@Love: Mauskaminchen dankt;).

Miłego dnia!

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.