PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 12:PAŁAC . Tuż po śniadaniu...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


PAŁAC.

Tuż po śniadaniu, zaraz po tym jak służąca Jolanada i Cezary wymienili spojrzenia, Emma postanowiła wyjechać do miasta. Nie chciała skorzystać z Rols Roysa, ale chętnie przystała na propozycję kamerdynera by wziąć jego wóz. Był to zwyczajny citroen jednak dobrze się prowadził, jak koń który równo chodzi stępa- pomyślała z satysfakcją Emma.
W mieście zaparkowała wóz i ruszyła w kierunku miasta.
Chciała robić zakupy, nie wiadomo kiedy znalazła się na pałacowym wzgórzu, na tarasie z przepiękną panoramą miasta. Oparła się o barierkę i w ciszy potarganych drzew zapaliła papierosa. Przymykając oczy jak kotka robiła bilans spraw.

Słońce już stało wysoko, dotarło do niej że trochę się wygłupiła zakładając płaszcz. Przypominał jej się John, wspomniała jego muskularne ciało kiedy wychodził z wody i poprawiając włosy bezczelnie się śmiał.
- Pajac- mruknęła pod nosem i zaciągnęła się dymem.
Czuła jednak że drzemie w nim jakaś siła. Trochę jej przypominał znajomego z Hamburga, Sławka- utalentowanego pisarza z którym miała kiedyś romans.
Wydawało jej się że podobnie jak on, John należał do ludzi którzy potrafią odnajdywać drogę w przestrzeni pogmatwanych uczuć.
Zgasiła papierosa i poszła na targ. Z przyjemnością wmieszała się w tłum. W mrowiu ludzi każdy czegoś poszukiwał, każdy coś chciał mieć. Nikt nie zwrócił na nią większej uwagi. To jej odpowiadało. Mogła się zamknąć w sobie i chodzić tak bez celu przez długi czas. Nagle poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciła głowę i pomyślała że śni.
- Emmo, jakże pięknie pani wygląda- uśmiechał się do niej John.
- Proszę mnie zostawić w spokoju- odsunęła się.
- Chwileczkę, przysłał mnie tutaj pani mąż...
- W takim razie proszę mu powiedzieć że mnie pan nie spotkał- wyrwała się i uciekła na ulicę.
Mógł ją dogonić na pasach, ale wolał poczekać aż zmieni się światło. Czerwony autobus jak wielka gąsienica znikał w gąszczu zabudowań historycznego miasta.
Znowu wspinała się po schodach, właściwie biegła chwytając się barierek, w kierunku barokowego pałacu, tam właśnie chciała się ukryć przed światem.
- Emmo!- nareszcie ją dogonił.
Oddychał głęboko. Z kosmkiem włosów na czole, pasiastej koszuli i w kremowej marynarce przypominał trochę błazna. Wpakował ręce w kieszenie i patrzył na nią z ukosa. Coś jej próbował wytłumaczyć, ale osiągnął tylko tyle że odwróciła twarz.
- Zrozum, nie miałem nic złego na myśli. Po prostu chciałem cię jakoś podejść, a ty od razu wpadłaś w szał.
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego- pokręciła głową, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego że John jej jej bardzo bliski. Chociaż go wcale nie znała, a może właśnie dlatego.
John nabrał tchu, jakby zaczynał wszystko od początku.
- Pamiętasz tę bajkę o żabie?- pochwycił w palce kosmyk jej długich loków.
- Szklanka żaba?- nagle zmieniła ton.
John poczuł że wprowadził właściwy kod. Od tamtej pory już tylko potakiwała, chociaż z jej twarzy można było wyczytać niemal wszystko prócz zaufania. W końcu spadła ostatnia maska, wiedział że może zrobić co chce, tylko pytanie czy tego naprawdę chciał?
- To nie ma sensu- powiedziała patrząc w stronę miasta. Dochodził ich pomieszany gwar ulicy, samochody trąbiły na siebie bez ustanku.
Pozwolił by uwolniła ostatnie zwątpienie, pociągnął ją do siebie i pocałował.

Tymczasem Cezar uparcie czegoś szukał w ogrodzie. Jego sylwetka rysowała się na tle wypalonej w cegle ściany. Kiedy odnalazł klucz, zakradł się do sypialni Sabiny, nie miał zamiaru szperać w jej rzeczach, zdjęcia leżały porozrzucane na łóżku.
Na jednej z fotografii rozpoznał Sabinę skrępowaną kablem. Po co zadała sobie ból? Dla wątpliwej sztuki?- zastanawiał się, chociaż znał doskonale odpowiedź. Sięgnął po porzuconą na podłodze pończochę i zbliżył ją do ust.
- Witaj Cezarze, wszyscy się gdzieś pochowali, ty jeden postanowiłeś mnie odwiedzić?- nagle otwarły się drzwi.
- Emma wybrała się na zakupy, zdaje się że jest z nią ten ambasador. Pan Gustaw też się gdzieś ulotnił z Moniką, chyba zostaliśmy sami...
- Proszę nie zapominać że w domu jest jeszcze służba- usiadła żeby rozpiąć stanik. Po chwili włożyła dłonie w majtki i zdejmowała je bez pośpiechu. Uklękła i pozwoliła się pieścić.
Jego twarz wyrażała zdziwienie, z jaką łatwością pozwalał się omamić. Odgarnął jej włosy z czułością, kiedy sięgnęła po wyprostowanego admirała, chciała coś powiedzieć ale wydobyła z siebie tylko jeden charakterystyczny dźwięk- O!

Jolanda pracowała w ogrodzie. Było jej bardzo dobrze, śpiewała pieśń w języku Andów do której sama ułożyła słowa.
- Jest mi ciepło
- Jest mi ciepło
- Jest mi dobrze
- Szklanka żaba
- O!
Pomyślała że przyjemnie by się było ochłodzić, nie chciała się jednak odrywać od pracy. Wkrótce pojawiła się nad nią mała, pomarańczowa chmurka, która zesłała rzęsisty deszcz.





 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 5

"Jego twarz wyrażała zdziwienie, z jaką łatwością pozwalał się omamić." Tak ... szybko, dużo, ale czy budująco? - cóż ja to widzę inaczej: za dużo sexu w jednym miejscu sprawia, ze staje sie to nużace

Mnie tam się seks nie nuży:-) Zastanawiam się czy da się napisać powieść w oparciu o wydarzenia, których wartka akcja rozgrywa się w non stop w łóżku.

Poza tym wakacje są stosunkowo krótkie, a oni się wszyscy muszą ze sobą pyknąć:-)

Do sexu jako takiego to ja nie powiem, że to nudne :)), jednak jako czytelnikowi - taka nasunęła mi się refleksja 0-o.
Ale pomysł na opo, w którym akcja toczy się cały czas w łóżku, to chyba nie byłby taki zły. Co prawda wykorzystał ten pomysł już Różewicz - ale on miał chyba coś innego na myśli :))

Tak, to zupełnie ina historia. Na szczęście mamy to już za sobą.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.