Samotna Łza  zobacz opis świata »

Dopis 4:Piątek , 9 lipca Hej , hej , Ty mój drogi...

« poprzedni dopis
 

susie9 77

Od: 09.06.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 6,

Dopisów: 108,


Piątek, 9 lipca

Hej, hej, Ty mój drogi, najsłodszy, najmilszy Kataryniarzu!
Witam Cię ponownie, gdyż oto siadam przy Tobie, otwieram Cię na tej właśnie stronie i piszę. Piszę. Nadal nie mogę się przyzwyczaić do tego mojego optymistycznego stylu! Bo normalnie przecież byłabym zdołowana, smutna i tak dalej. Ale Ty lepiej posłuchaj, bo uwaga! Dzisiaj rano, dokładnie o ósmej czterdzieści sześć zostałam wezwana do przełożonej. To było już po śniadaniu, ale się zdziwiłam - baba (hej, ja naprawdę to napisałam?!) zawsze wzywa wszystkich dopiero po południu. Może chce mnie tym wyróżnić? - myślałam. Lecz sprawa okazała sie o wiele bardziej skomplikowana. Najpierw dedukowałam, że chce porozmawiać o Anuli, ale ona po prostu potrzebuje mnie jako pomoc w kuchni! Czyż to nie ironia losu, do choinki? Ja wiem, wszystkie starsze pomagają w kuchni i już same gotują, ale tym samym nie szorują garów. Chyba, że właśnie przez to mój drogi nieszczęśliwy los się skończy, a oto nadejdzie nowa, ożywcza i dobra passa, dzięki której wyfrunę jako mistrzyni kulinarna, zdobędę serca dzieciaków i później nie będę musiała nic robić?! Ale nie, chwileczkę, do tego potrzeba wiele czasu - czasu spędzonego nad zupą kalafiorową i kotletem z drobiu. Jeśli naprawdę mam się uwolnić od zajęć, to nie powinnam się zgadzać na tę fuchę. Ale przełożona tak przekonywała, że przecież wszystkie dziewczyny w moim wieku pomagają w kuchni i same gotują, że ja, głupia, zgodziłam się! Na serio! Potem zwymyślałam siebie za taką łatwowierność i naiwność, lecz niewiele to dało. Po prostu się już zgodziłam, i tyle. Dlatego ostrzegam się, najmilszy w świecie Kataryniarzu - dziś jest to moja jedyna notatka, bowiem muszę pomóc w obiedzie, po nim wyszorować okropne gary, później pomóc przy kolacji i znowu szorowanie, no co za ironia losu... A czemuż na przykład takie Martusia i Juleczka, o, lat trzynaście, nie mają nigdy swojej roboty? Zawsze się wykręcają i jest dobrze. ,,E, Milena posprząta!", ,,Milena zmyje!"... Tak, tak, wielkie dzięki! One to naprawdę by się nadawały! Ale musisz wiedzieć, kochaniutki Kataryniarzu, że jestem zła. Tak, tak; jestem tak zła, że mam ochotę otworzyć drzwi kopniakiem, przebiec sprintem korytarz, kolejnym kopniakiem otworzyć zakichane drzwi do gabinetu przełożonej, warknąć, że wszystko mam gdzieś i nie będę pracować za trzech, potem trzasnąć jej drzwiami, wparować do mojego pokoju, walnąć się na łóżko i mieć w nosie cały ten zakichany świat. Nie mogę przecież przespać życia, szorując gary i szykując kolację dla rozwrzeszczanych bachorów!


Uuu, jakby to przełożona przeczytała, nie byłaby ze mnie dumna. Ale co tam. Ty mnie, Kataryniarzu, nie wydasz, prawda? Bo wiesz, powierzam Ci tu wszystkie moje największe tajemnice, a będziesz ich znał jeszcze więcej trochę później, gdy już na dobre się zaprzyjaźnimy.
No i nie odmówiłam, rzecz jasna. Dlatego za godzinę idę szykować obiad, fajnie, co? Mam nadzieję, że na razie ograniczą moje zadania do solenia zupy i gotowania makaronu, tyle jeszcze potrafię. Ale mniejsza z tym. Kochany Kataryniarzu, ja uciekam, a Ty trwaj, trwaj i czekaj na mnie, bo przecież kiedyś jeszcze wrócę (mam nadzieję; chyba, że rozwrzeszczana hałastra nie da mi spokoju i mnie znowu zapędzą do garów...! Nie życz mi tego, z serca Cię proszę, najsłodszy, najmilszy mój Ty Kataryniarzu!).
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Ten tekst przypomniał mi pewną historię, o mężczyźnie który bardzo nie lubił myć garów. Ale je mył.
Pewnego razu zastanowił się dlaczego się na to godzi i doszedł do wniosku że powodem jest miłość do swoich dzieci. One też nie lubiły myć garów, były w tym bardzo do niego podobne.

Pouczające :P A ona jest w tym bardzo podobna do niego.

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.