Poproszę bilet do piekła  zobacz opis świata »

Dopis 15:Poczuł przeszywające kłucie i nieprzyjemne...

« poprzedni dopis
 

Lillith 11

Od: 06.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 1,

Dopisów: 38,


Poczuł przeszywające kłucie i nieprzyjemne wirowanie, zupełnie jak podczas pierwszego lotu, lub w stanie głębokiego upojenia. Właściwie wolał to, niż bezpośrednie spotkanie z tą wyobcowaną, psychiczną maszkarą, obezwładniającą przerażone umysły. Złudne poczucie lewitacji, falowania w próżni stopniowo ustawało. Powracał do grona obecnych, oddźwięk przerażenia, wymieszany ze specyficzną wonią wymiocin , sygnalizowała koniec wycieczki. O dziwo, nie spoczywał w kałuży pstrokatego koktajlu, serwowanego niekiedy przez bar " Żołądek ". Stał zupełnie jak przed zetknięciem z Hannibalem Lecterem, w tym samym miejscu, w tej samej pozycji. Bezlitośnie wbijał wzrok w hipnotyzera, ten jednak zdawał się być całkowicie obojętnym na obecność Pierra. Dryfował w gęstwinie zdębiałego tłumu, przyglądał się jego elementom z precyzją konesera sztuki. Badał, oglądał, oceniał. " Za kogo ty się kurwa masz?!", zaklął w myślach. Poskromił się jednak, wszak był świadomy paranormalnych możliwości per Lectera.

- Mam wiele imion - odrzekł bez namysłu - Per Lecter też nie jest złe - przyznał - a za kogo się mam? Hmmm...nie zastanawiałem się nad tym. Czymś napewno, z resztą, ty chyba wiesz... - ciągnął.

Wskazał palcem na starszą kobietę, jak się później okazało schizofreniczkę, nieświadomą tragizmu sytuacji, czego przyczyną było naszpikowanie Vallium. Wpatrywała się tępo w Lectera, wysunęła garliatyczną twarz, zupełnie jak pulchna babuleńka, pragnąca zobaczyć cokolwiek, znajdujące się tuż przed jej nosem. Gestem palca, powszechnie pojmowany za zachęcający, począł przyciągać do siebie naćpaną staruszkę. Jej nieświadomość, co do etapowego początku jej własnego końca, przybijała Pierra doszczętnie. Płynęła do niego po jasnej tafli posadzki, nie czując nawet procesu samego przemieszczenia. Ujął jej dłoń, niczym starodawny amant, ofiarował pocałunek. Niemiłosiernie długi, być może wynikał z ukrytego procesu wysysania krwi. Staruszka nie opadła jednak bezwładnie, stała niczym posąg, monument bolesnej głupoty. Widok opustoszałego korpusu ( wszak nie było to ciało, nie zawierało wypełnienia), wydawał się o tyle przykry, iż poniektórzy zanosili się rzewnym płaczem. Pan Kozioł, lokator szklanej ściany monitora począł śmiać się i przedrzeźniać zrozpaczone jednostki.

- Mięczaki, pieprzone mięczaki - wycedził - za głupotę trzeba płacić, czas żniw już blisko - mruczał - teraz!- wykrzyknął, poczym pstryknął palcami.

Twarze płaczących zajęły się ogniem, płonęły przyozdabiając twarze bąblami. Buchającymi kraterami, wylewającymi strumienie cuchnącej ropy, z siłą erupcji potężnego wulkanu. Trans wymiotny począł odnawiać się ze zdwojoną siłą. Fetor rozprzestrzeniający się we wnętrzu lotniska, było wprost nie do zniesienia. Pierre czuł, że i on niebawem zabierze się do czynności niekonwencjonalnego barwienia posadzki.

Muszę być silny, muszę być silny...

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 2

Ahhh :) Rozumiem. Zaiste wcześniejszy fragment pisany z pierwszej osoby nie będzie tutaj pasował.



Już zmieniam :)

Po głębszym zastanowieniu może jednak nie gryzie się to tak bardzo.

Zaczekajmy na dalsze opinię - jeżeli pojawią się głosy by opowiadanie przerobić to mam już wersję "z trzeciej osoby" więc zmienię to w oka mgnieniu :)

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.