SANGHAJ TO TY  zobacz opis świata »

Dopis 6:Podziękował i pożegnał się ....

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Podziękował i pożegnał się. Siadł do komputera żeby starymi kanałami odnaleźć właściciela auta. Jednak komuś bardzo zależało żeby do niego nie dotarł. Ten ktoś musiał mieć na usługach dobrego hakera.
Ale poszukiwania nie poszły na marne, zobaczył przecież faceta w złotej koszuli. Była z nim aktorka, ale nie była to hrabina. Hrabinę przecież znał. Bez peruki nie prezentowała się okazale, ale miała w sobie to coś co sprawia że mężczyzna czuje się jak naelektryzowany.
- I to wszystko zobaczył na ekranie?
- Owszem. Facet w złotej koszuli palił papierosa a aktorka przechadzała się z telefonem przy uchu. Samochodem zajmował się Cing.
- Przecież nazwisko tego gościa odnalazłby na afiszu, o ile rzeczywiście był aktorem z Bollywood.
- Występował pod pseudonimem. Poza tym nie był tym samym aktorem, którego inspektor widział na planie filmowym. Ale nie uprzedzajmy zdarzeń.
- Trochę za dużo tych zagadek. Nie można by sprawy uprościć? Przecież każdy facet o ciemnej karnacji w złotej koszuli przypominałby tamtego aktora.
- Być może. Ale nie każda koszula była by tą samą, którą miał na sobie tamten aktor.
- Co pan sugeruje?
- Tylko to, że była bardzo oryginalna. Nie dało by się jej pomylić z inną koszulą.
- Więc może to był jednak ten sam aktor?
- To był proszę pani ten sam aktor. Ale od sceny zagranej w gospodzie minęło sporo czasu, nie był już tym samym człowiekiem.
- Chyba za długo przebywał pan na myjni.
- Co pani chce przez to powiedzieć?
- Że porusza pan kwestie filozoficzne, zamiast pisać kryminał.
Przemilczałem tę uwagę.
- A co z tą aktorką, która grała hrabinę?
- To była hrabina - w końcu przyznałem. - Tyle że była jednocześnie aktorką grającą postać hrabiny. Czyli samą siebie.
- To może być koszmar dla początkującego czytelnika.
- Już pani mówiłem, że piszę książkę dla dorosłych.
- To mogłoby być tak, tyle że trzeba by to jakoś uzasadnić - popłynęło z ekranu zawieszonego na ścianie redakcji którego obecność dopiero teraz sobie uzmysłowiłem. Pani Milena odwróciła głowę w tamtą stronę jak kwiat do słońca. Z gramatury ekranu wyglądało do nas oblicze prezesa i redaktora naczelnego w jednej osobie.
- Chciałbym się z panem spotkać - powiedział. Za jego plecami poruszał się tłum garniturów.
- Dobrze - odpowiedziałem
- Jak tylko wrócę z Brukselji, może być w poniedziałek?
- Jestem zainteresowany - odparłem.
- Muszę przyznać - ciągnął prezes, - że intryguje mnie pana tekst. Nie wiem co pan napisał, ale wywołuje to we mnie dość silną retrospekcję - zerknął na zegarek.
- Jakiego rodzaju? - zawiesiła głos pani Milena.
- W roku 1981, czyli wtedy, kiedy w Polsce był stan wojenny, mój ojciec, żeby wykarmić rodzinę wiózł w bagażniku świnię, po którą jeździł na wieś.
- Co to ma wspólnego z moją książką? - zapytałem.
- Nie wiem - odpowiedział. - Spieszę się na konferencję - ekran zamrugał i prezes zmniejszył się do rozmiarów piłeczki tenisowej.

- No więc co z tym inspektorem, prowadzi jeszcze śledztwo, czy nie? - zapytała pani Milena.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.