Popatrzył na oddalającego się przybysza, przeliczył jeszcze raz pieniądze, po czym zaklnął - Cholera, ile to trzeba się natrudzić na chleb w dzisiejszych czasach - Usiadł przy stole, dokończył piwo i wyszedł z knajpy.
Słońce już zaszło. Wraz z nim przerzedziły się ulice. Księżyc, choć w pełni, schowany był za chmurami. Gdyby nie umieszczone co pewnien czas latarnie, drogę znaczyły by tylko liczne światełka z okien pobliskich domów.
Ktoś sprzątał ganek, jeszcze inny zataczał się o mało co nie wpadając do rynsztoku.
Wreszcie wypatrzył to, czego szukał - Dobry wieczór ślicznotko! - Ślicznotka popatrzyła na niego ponętnie. - Trzysta Hanów Kadirskich, bądź dwadzieścia Złote Tuleny.
Słońce już zaszło. Wraz z nim przerzedziły się ulice. Księżyc, choć w pełni, schowany był za chmurami. Gdyby nie umieszczone co pewnien czas latarnie, drogę znaczyły by tylko liczne światełka z okien pobliskich domów.
Ktoś sprzątał ganek, jeszcze inny zataczał się o mało co nie wpadając do rynsztoku.
Wreszcie wypatrzył to, czego szukał - Dobry wieczór ślicznotko! - Ślicznotka popatrzyła na niego ponętnie. - Trzysta Hanów Kadirskich, bądź dwadzieścia Złote Tuleny.


