Postać pstryknęła palcami. Z jej dłoni wypłynął snop białego ognia, a w jego blasku ukazała się uśmiechnięta twarz młodego połykacza ognia, którego Marcus widział na rynku. Chłopiec przerzucił kulę żaru z jednej dłoni do drugiej, ruszając wolno w kierunku chłopca. Bawił się ogniem, żonglował nim, obracał niczym monetę miedzy palcami, kołysał na dłoni. Stojąc zaledwie na długość ramienia od Marcusa zatrzymał się, po czym dmuchnął w kulkę. Chłopak, niezdolny osłonić się rękami, zacisnął powieki. Był pewny, ze za chwile jego ciemne włosy staną w płomieniach. Przez zasłonę obaw przedarł się czysty, dźwięczny głos połykacza. Rozproszona kula ognia utworzyła tysiące mniejszych świetlików, które usadowiły się pod sufitem, oświetlając skromnie umeblowane pomieszczenie.
- Puść naszego gościa, Kol - mruknął starszy z wagantów, wchodząc do pomieszczenia. W rękach trzymał trzy kubki grzańca, pół bochenka chleba i kawałek sera. Jasnowłosy iluzjonista, nie przestając się śmiać, pstryknął palcami, a Marcus zwalił się na wyściełaną sianem podłogę.
- Puść naszego gościa, Kol - mruknął starszy z wagantów, wchodząc do pomieszczenia. W rękach trzymał trzy kubki grzańca, pół bochenka chleba i kawałek sera. Jasnowłosy iluzjonista, nie przestając się śmiać, pstryknął palcami, a Marcus zwalił się na wyściełaną sianem podłogę.


