Co u Ciebie? - Czyli zbiorowy pamiętnik  zobacz opis świata »

Dopis 618:Prawo jazdy Już jakoś...

« poprzedni dopis
 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


Prawo jazdy



Już jakoś ogarniam te wszystkie pedały przyspieszenia, sprzęgła i hamulce, samochód mi nie szarpie i nie gaśnie. Za to zapominam czasami włączyć migacz podczas skręcania i nie potrafię jechać do tyłu. Moja instruktorka, spokojna kobieta koło czterdziestki opowiada o tym, jak kiedyś jeździła na taksówce, a przed i po jeździe pali cienkie papierosy, które w czasach mojego dzieciństwa uważałam za atrybut damy. Jest sympatyczna i przypomina mi o zdejmowaniu nogi z gazu i włączaniu migaczy. Powoli, powoli załapuję, o co w tym chodzi i... coraz bardziej mi się to podoba.





Wianki, czyli letnia noc bez snu



- Kaśka, przyjeżdżaj na wianki! - Ola, moja kuzynka, zachęcała mnie do tej imprezy już od dłuższego czasu. - Będę występowała! - to był punkt dla niej.

Nigdy jeszcze nie miałam okazji zobaczyć Oli na scenie, więc postanowiłam z tego skorzystać. Zwłaszcza, że dziadek obiecał, że załatwi mi darmowe miejsce w autobusie (dziadek również miał śpiewać, z chórem seniora).



W autobusie.



W autobusie siedziała obok mnie pewna miła staruszka. "Pani jest najmłodszą córką (tu nazwisko mojego dziadka)?", "Ostatnio mąż panienki (tu nazwisko mojego dziadka) przywoził?" zasypywała mnie pytaniami w tymże stylu. Na moje wyjaśnienie, że nie mam męża, stwierdziła, że ona w moim wieku była już żonata (cóż, czasy się zmieniły). Wysiadłam przed domem mojej cioci.



Słoneczna impreza



Było pochmurnie, szaro i pachniało jeziorem. Wkrótce jednak moja kuzynka ze swoją grupą wyszła na scenę i zaczęła śpiewać. Wtedy słońce wyjrzało zza chmur.



"Jaki jestem ładny, nie?"



Stoimy z Olą i jakąś jej koleżanką przed budką z jedzeniem i zamawiamy frytki. Czekamy w dłuuugiej kolejce i chłoptaś (lekko pod wpływem), stojący za nami, zaczyna gadkę. Chwilę z nim gawędziłyśmy, a kiedy odchodziłyśmy, usłyszałyśmy z oddali jak mówił do swego kumpla: "Jaki jestem ładny, nie?" Nie ma to jak zawyżona samoocena.



Fajerwerki



Imprezę grubo po północy zakończyły fajerwerki. Głośne. Kolorowe. Bajeczne. Dosłownie bombowe. Fajerwerki zostały odpalone po przepłynięciu kilku sztuk wianków (dokładnie czterech). Przygotowywały je bibliotekarki z owej gminy. Nie wiem, która była zwyciężczynią, aczkolwiek to i tak był tylko symbol i prawie nikt nie zwracał na to uwagi. Wszyscy za to hulali do tanecznej muzyki zespołu o znaczącej nazwie Paradise albo stali przy budkach, gdzie sprzedawano piwo, frytki i kiełbasę z grilla. Dopiero informacja o fajerwerkach sprawiła, że tłum dzikim pędem ruszył na brzeg jeziora obserwować. Bajecznie kolorowe. I głośne jak bomby - fajerwerki.





I tym sposobem zakończyły się wianki.

Bez kwiatu paproci.

Bez snu w trakcie tej nocy.







Następnego dnia po południu pojechałam autobusem PKS z kuzynem moim do miasta powiatowego, skąd mogłam wrócić do domu. M. natomiast, podobnie jak ja korzystający z przywilejów osiemnastolatków, miał jazdę. Na kursie na prawo jazdy. Szczęśliwym trafem autobus do domu odjeżdżał chwilę po przyjeździe do miasta. Upalnie wtedy było, a ja byłam w dżinsowych rurkach, których nie mogłam podwinąć. Planowałam po wejściu do domu się przebrać w coś lżejszego. Ale nie! Gdy tylko wysiadłam u mnie na przystanku zrobiło się chłodniej. A chwilę potem, gdy zamykałam furtkę, zaczynało już kropić. Rozpętała się prawdziwa burza. Z piorunami i grzmotami. Prawie tak spektakularnymi jak fajerwerki. Ale co znaczy "prawie" - wiadomo.





Pozdrawiam wszystkich, życząc:

a) uczniom - miłych wakacji

b) studentom - zaliczonej sesji

c) maturzystom - dostania się na studia

d) ludziom pracującym - optymizmu i urlopu w najbliższym czasie

e) rodzicom - cierpliwości wobec rozbrykanych, zwłaszcza w wakacje, maluchom.



Miłego wieczoru.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.