Śmieci, albo na przekór  zobacz opis świata »

Dopis 1:PROLOG Przed piętnastoma laty tym...

 

Cassie 64

Od: 11.01.2007,aktywny: dawno temu

Tekstów: 3,

Dopisów: 181,


PROLOG



Przed piętnastoma laty tym miejscu stała oblegana kawiarenka, w której wieczorami spotykali się zakochani, zmęczeni wylegiwaniem się na plaży. Sztubacy w letnich płóciennych marynarkach kupowali szczupłym dziewczętom w kwiecistych sukienkach lody śmietankowe lub kawę. Zapach perfum, wody kolońskiej mieszał się z mocnym aromatem espresso i kandyzowanych wisienek, dodawanych do deserów. Kelnerka uwijała się jak mogła, starając się jak najszybciej obsłużyć niezadowolonego staruszka, stukającego laską w drewnianą posadzkę. Był stałym gościem lokalu, ponoć artystą. Południami, gdy turyści szli na plażę, przesiadywał na deptaku z rysownikiem. Malował portrety za góra pięć złotych.

Dzisiaj budynek jest podniszczony. Gdzieniegdzie odpada tynk, a jasnobłękitny kolor szarzeje. Podobnie jak niebo nad miastem.



Mam na imię Małgorzata. Urodziłam się trzynaście lat temu, tuż po tym, jak karetka odwiozła mojego tatę do szpitala. Mama zdenerwowała się. Panika i przerażenie przyspieszyły moje przyjście na świat o dwa i pół tygodnia. Nie pamiętam chwili, w której zamieniłam bezpieczne łono mojej matki na zimny i bezwzględny świat. Nie wiem, kiedy zauważyłam, że nasze miasteczko pogrążone było w półśnie. Ludzie spoglądali przed siebie niewidzącym wzrokiem. Ich blade twarze nie wyrażały żadnych emocji; tak przynajmniej myślałam. Nigdy nie chciałam być taka, jak oni. Odkąd usłyszałam, że to wypadek mojego ojca doprowadził Szarzewo do takiego stanu, postanowiłam zacząć działać. Najpierw jednak musiałam przestać się bać. Anna, właścicielka podupadłego pensjonatu, budziła we mnie strach. Przechodził mnie dreszcz, gdy szła po drugiej stronie ulicy, fałszując żałobne piosenki. Prawie zawsze była pijana, co sprawiało, że uważałam ją za osobę nieprzewidywalną. Szereg okoliczności i następujących po sobie zdarzeń sprawiły, że inaczej zaczęłam patrzeć na świat. Była jesień dwutysięcznego roku. Prawie codziennie padał deszcz, a dzieciaki w szkole powtarzały przepowiednie o mającym nadejść końcu dotychczasowego świata. Faktycznie, wraz z nadejściem nowej ery, zakończyła się pewna epoka. Wszystkie gazety ponownie zaczęły rozpisywać się o Szarzewie. Niestety, z innych powodów, niż marzyłam. Dowiedziałam się wtedy, że dobro, zło, a nawet pojęcie sprawiedliwości jest względne. Granica pomiędzy nimi jest bardzo cienka. Jak kreska narysowana patykiem na piasku.

 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 0

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.