Prolog z mojej książki.Proszę o komentarze.

angelika020494

Od: 29.10.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 2,

Dopisów: 1,


Opis świata:

„Bywają noce najdłuższe w życiu ,
kiedy nie czas na sen.
Wciąż wspomnienia dręczą ,
obecne w kążdej minucie.
Każda samotność przeminie,
nadejdzie spokój,
złe wspomnienia obrócą się w pył ,
cisza przepełni wszystko wokół.
Nawet najtrudniejsza i najciemniejsza dolina,
kiedyś będzie łatwa do przejścia,
może wkrótce nadejdzie poranek,
i przywita nas ptaków śpiew.”


Prolog.


Gwiaździsta noc , na niebie płonęły miliony malutkich pochodzi ,choć oddalone tysiące mil od ziemi były dobrze widoczne.Świeciły z całych sił , a i tak nie udawało się im oświetlić choćby skrawka ziemi pogrążonej we śnie.Wszystko było spowite mrokiem.Wszystkie stworzenia były dziś nieme,nie dało się żadnego z nich usłyszeć, gdyby nie to że co jakiś czas gdzieś w gęstwinie przebiegł zając lub inny nocne zwierzątko, można by było pomyśleć że wszystkie żyjące istoty z lasu nagle znikły.Nawet wiatr przestał wiać,Jezioro które było ukryte między drzewami wyglądało jakby było pokryte lodem,na jego tafli nie było żadnego ruchu,żadnej fali.Mały ocean pozostał w bezruchu.Dzisiejszego wieczora panowała tu grobowa cisza.A wszystko to z jednego powodu.Z narodzin dziecka dwóch światów.Tej cudownej nocy miało wydarzyć się coś , na co czekano od milionów lat.Coś, co może odmienić przyszłe losy całej ludzkości.
Wszyscy oczekiwali w napięciu cieniutkiego głosiku który przerwie ciążącą już cisze.O co było całe te zamieszanie?Wiedzieli tylko nieliczni.To w środku lasu nie wiadomo dlaczego, zgromadziły się wszystkie istoty drugiego świata."Drugi świat"...tak nazywany jest świat w którym nie rządzą zwykli śmiertelnicy.Tu rządzi magia i setki istot z nadludzkimi zdolnościami,niektóre z nich mają też inny wygląd.Między nimi są prawdziwe bestie, jak i też ta "dobra strona".Tak jak w prawdziwym życiu mają między sobą odwieczny konflikt.Dobro próbuje pozbyć się zła,zaś Zło próbuje przejąć kontrole nad resztą ludzkości.Która ze stron zwycięży tą wojnę?tego nikt nie wie.Do czasu...Kiedyś przyjdzie dzień w którym wszystkie pytania się wyjaśnią.Na razie wróćmy do głębi puszczy.W sercu lasu było wielkie pole, które powstało przez wypalenie drzew i traw.Na owej łące zebrali się prawie wszyscy.Stali zgodnie z hierarchią panującą w tamtych czasach.Na samych obrzeżach lasy stały nimfy leśne.Wyglądały niczym zielone diamenty.Nawet w słabym świetle księżyca mieniły się tysiącami iskierek.W długie błękitno białe włosy były powplatane kwiaty,gałęzie i liście drzew.Przed nimi stały centaury.Pół ludzie pół konie.Mieli imponujące ciała, dzięki tułowiu konia wszyscy byli bardzo wysocy.Stali w bez ruchu,któryś tylko raz na jakiś czas machnął ogonem lub odgarnął sobie włosy które przesłaniały oczy. Bliżej środka polany stały elfy.Piękne istoty,każdy kto zobaczył elfa nie mógł się oprzeć ich urodzie.Mężczyźni byli wysocy i umięśnieni.Kobiety zaś drobne i kruche.Wszyscy mieli długie włosy koloru srebra które czasem związywali kawałkiem rzemyka.Z pomiędzy kosmyków włosów wystawały długie , szpiczaste uszy, na których widniały dziesiątki srebrnych kolczyków.
Ich twarze nie wyrażały żadnych uczuć ani emocji.Nie można było zgadnąć jak się czują w zaistniałej sytuacji.Najbliżej środka pola stali cyganie.Cyganów można było spotkać bardzo rzadko.Są to wędrowcy,którzy nie długo mieszkali w jednym miejscu.Cyganie są jednym z najsilniejszych ludów ze świata rzeczy niemożliwych,są też wspaniałymi wojownikami.Wyrabiają broń samodzielnie.Każda strzała ma wcięcia na całej długości ,dzięki czemu utrudni to przeciwnikowi wyjęcie jej.Większość z nich posiada moc.Niektórzy umieją wróżyć,niektórzy czarować.Ci ludzie byli ubrani w ciuchy które wykonali sami ze starych szmat.Nie było to oznaką biedy,chcieli przez to pokazać ze są niezależni i umieją poradzić sobie sami.Żyją z darów natury.
Wszyscy zgromadzeni spoglądali w jedną stronę, a dokładniej w samo serce polany.W nim znajdywał się niewielki namiot.Przed nim stało dwóch mężczyzn. Pierwszy z nich był przygarbiony i siwy,nie mógł stać o własnych siłach więc podpierał się na lasce.Starzec miał zamglone oczy , co wskazywało na to ze nie widzi.Obok niego stał prosto wysoki brunet o cerze białej niczym śnieg.Usta miał wykrzywione w dziwnym grymasie.Nikt ani nic nie dało rady określić co może oznaczać jego mina.Na ramionach miał skórę tygrysa.A w ręku berło wykonane z szafiru.Owy człowiek był królem lasu i mórz,królem Maxymem.
Równo o północy wszyscy usłyszeli ciche łkanie dochodzące z namiotu.Maxym odwrócił się , teraz wyraźnie było widać jego twarz i targające nim emocje,strach,szczęście , zmartwienie.Trzy uczucia które razem tworzyły nietypową mieszankę.Wszyscy wstrzymali oddech,czekając na ciąg dalszy.Po kilku minutach z namiotu wyszedł mężczyzna w średnim wieku.Miał biały fartuch poplamiony krwią.Był cyganem którego powołaniem jest robienie tego co lekarz.
Podszedł do Maxyma i wyszeptał mu kilka słów na ucho,król musiał się schylić ponieważ doktor był bardzo niski.Gdy skończył swą wypowiedź machnął ręką na władce i razem weszli do namiotu.Na posłaniu leżała nieprzytomna kobieta, a obok niej w koszyku małe zawiniątko.Doktor podszedł i wziął je ostrożnie na ręce , odsłonił przy tym kawałek kocyka.Maxymowi ukazała się malutka twarzyczka wtulona w kawałek tkaninki.
Nikt w namiocie nie mógł oprzeć się urokowi maleństwa.Dziecko miało złoto rude włosy i zielone oczka.
-To dziewczynka.
-Jest przepiękna,wszystko z nią dobrze?
-Nie mogło by być lepiej.Jest zdrowa jak ryba.
-A co z Namezis?
-Dostała dużo morfiny.Narazie śpi.-Mężczyzna spojrzał na zawiniątko.-A co z małą?Poczekasz aż twoja żona się obudzi?
-Chciałbym...Ale trzeba się spieszyć.Kelsim pewnie już wie co się stało.
-Co chcesz zrobić?
-To co jest w przepowiedni."Wybraniec wychowany w ludzkiej rodzinie..."
-Chcesz ją oddać do ludzi?Przecież oni są tacy bezradni,nie obronią jej nawet przed najsłabszym sługą władcy.
-Nic jej nie będzie.Kelsim musiałby przeszukać wszystkie zakątki świata.Zanim trafi na jej trop ona już odzyska moc.
-Panie , jeśli chcesz tak postąpić.Mogę ci życzyć tylko powodzenia.
-Dziękuje Marku.Gdy Namezis się zbudzi, opowiedz jej o wszystkim.Powiedz też że poszedłem zanieść naszą małą dziewczynkę w dobre ręce.
-Mała potrzebuje jakiegoś imienia.
Maxym spoglądał na córkę przez wiele minut.Przebierał wszystkie znane imiona , aż trafił na odpowiednie.
-Będzie miała na imię Nina.Moja mała Nina.
Starzec tylko pokiwał głową.
Król lasu dźwignął się na kolana ,a później na nogi.Przy każdym ruchu próbował być jak najdelikatniejszy żeby nie zbudzić śpiącej księżniczki.
Po wyjściu z namiotu zobaczył że wszyscy zaczęli między sobą szeptać.Panująca wcześniej cisza została złamana.Maxym wszedł na wysoki pień będący przed namiotem.
-Przełom roku 2045 i 2046 urodziła się moja córka.Urodziła się Paalonora.
Dziś zaczyna się zmieniać świat,Wszystko co nam pozostaje to czekać aż odzyskamy dawno utraconą wolność.-Maxym niemalże wykrzykiwał te słowa.
Gdy skończył swoją przemowę cała łąka wybuchła okrzykami wiwatu.Hierarhia przestała mieć znaczenie , wszyscy się pomieszali i panował jeden wielki haos.
-Ojcze.-Maxym zwrócił się do mężczyzny z laską-Na nas już czas.
-Dobrze synu,więc chodźmy.
Jak powiedzieli tak zrobili.Już po kilkunastu minutach zniknęli między drzewami.Nikt nie wiedział
gdzie poszli tamtej nocy , nikt także się tego nie dowiedział.Krążyły nawet plotki że coś im przeszkodziło i Paalonora nie żyje.Ta niewiedza ma trwać piętnaście lat.Na wszelki wypadek elfy zaczęły szykować własną armie powstańców.