PRZECIEKI Z TEKI AMBASADORA JOHNA KAWY  zobacz opis świata »

Dopis 8:Przecieki z teki . Monika . Z...

« poprzedni dopis
 

Love 83

Od: 14.02.2010,aktywny: dawno temu

Tekstów: 23,

Dopisów: 213,


Przecieki z teki. Monika.



Z lotniska odebrał go Monika. Spotkali się po raz pierwszy, chociaż Monika była w służbie dyplomatycznej już od wielu lat. Uniosła w zdziwieniu te swoje krągłe ramiona i zapytała lekko zachrypniętym głosem- Miałeś być tutaj w poniedziałek, co tam się stało John?
- Nic- Spojrzał na nią przez skaner ciekawości, nie wyłączając opcji pożądania. Nie wiedział, czy dziewczyna ma broń, ale z całą pewnością mógł stwierdzić że nosi zmysłowy biustonosz typu push.
- Z mikrofibry?- zapytał jak gdyby nigdy nic.
- Panie ambasadorze, trzymajmy się form- uśmiechnęła się i wzięła od niego walizkę.
W hotelu nie zdobyła się już na tak bardzo oficjalny ton. Kiedy zmieniała pozycję, John skradał się coraz wyżej i wtedy nareszcie go pojęła.
Oboje byli zachwyceni powitaniem, wziął jeszcze raz prysznic a potem zjednoczyli się gwałtownie. W końcu Monika odwróciła się i poprosiła o azyl.
Kilka godzin później byli już na miejscu. Słońce wpadało do środka rzucając na ścianę ślad, na obrazy przedstawiające sceny polowań, kwiaty, pejzaże a także pierwszorzędny akt.
W salonie stał też fortepian, promienie ześlizgiwały się po klawiszach zamieniając się w sensowną, podkreśloną gustowną muchą kamerdynera- ciszę.
Jeden z obrazów przedstawiał surowego mężczyznę, który w dawnych czasach musiał uchodzić za wzór elegancji. W śnieżnobiałej koszuli której nie powstydziłby się sam Rejtan, gdyby tylko udało mu się powstrzymać swój rozpaczliwy szał, pochylał się nad jedwabistym ciałem śniącej lub rozmarzonej kobiety nad którą być może miał jakąś władzę, lecz tylko w jedynym dostępnym mu wymiarze- wymiarze obrazu którego sam był bohaterem.
- Ciekawe o czym śniła?- zastanowił się John.
Monika wstała z fotela i przeszła przez salon niczym jakaś Venus którą uwierają pantofle niezadowolenia. Była zła, że całą uwagę skupili na obrazie, pozostawiając ją jakby w cieniu. Lata treningu i praca w służbie dyplomatycznej nie zdołały w niej uśpić żądz. Pragnienia piedestału.
Opuściła dom i wyszła na podwórze, skąd mogła obserwować okna. Była ciekawa co powie John. Miał tutaj przecież spędzić całe lato, a zanosiło się przecież na gorący okres. Miał spędzić lato z nią. Mogła mieć przynajmniej nadzieję że część blasku który wpada przez okno na obraz, jest także częścią jej istoty.
Tymczasem w salonie dokonywano cichej transakcji. Za rzeźbionym, zdobionym posągiem biurkiem siedział Cezar. Wymownie pokręcił głową i oddał obraz, który przez ręce kamerdynera trafił z powrotem do rzeczoznawcy. Chodziło o typową zabawę w tak zwanego kotka i myszkę, w rzeczywistości obraz już dawno został sprzedany.
Cezar był silnym mężczyzną. Miał jakieś 45 lat, chociaż usiłował dodać sobie kilka lat więcej. W tym celu zapuścił wąsa przypominające trzmiela w locie i nosił okulary, które, choć mogły mieć wpływ na wizerunek, tak naprawdę nie były w stanie niczego zmienić. Cezar miał prawie dwa metry wzrostu, w sposobie jego bycia czuło się wigor i dlatego zdziwienie wywoływał fakt że czasem posługiwał się laską. Poza tym, niemal codziennie nosił tę samą pomarańczową koszulę, tak jakby był w jakiś sposób uzależniony od tego koloru. Nieszkodliwy maniak- takie robił wrażenie, ale na widok jego karty kredytowej kontrahenci prostowali się niczym struna na której potrafił wygrywać dowolne melodie.
Monika czuła jakiś respekt, był w końcu jej przełożonym. Ale nie czuła szacunku, a gdy spojrzała w kierunku auta Cezara, modrego Rols Roysa połyskującego wśród niemal żółtych traw, mimowolnie w podświadomości przybiła pod tym obrazkiem pieczątkę z napisem "debil".
Wyjęła papierosa i spojrzała w niebo. Chmury przypominały cudne ptaki, które ciągle zmieniają swój kształt a mimo to trwają. Włosy chmur wyciągały się do słońca, które ukryte za jakimś jeźdźcem kuło swoje żelazo. Nagle coś się poruszyło w ogrodzie. Zobaczyła kota który chwyta mysz. Rzeczoznawca opuszczał schody w milczeniu. Ożywił się dopiero na jej widok, bez cienia żenady, gestem wskazał drzwiczki swojego samochodu. Na ziemię opadł suchy liść. W tej samej chwili wezwano ją do domu.

- Co pani o tym sądzi?- Cezar podał jej obraz w złoconej ramie wielkości chleba. Przyglądała mu się przez chwilę przechadzając się po pokoju. Cezar też się podniósł od biurka i ruszył podpierając się śmieszną laską. Wymienili spojrzenia. Poczuła że pocą jej się dłonie w skórzanych rękawiczkach.
- To bardzo piękny obraz, sam go pan namalował?- zapytała.
- Proszę sobie nie żartować- odpowiedział- to obraz nr.0530. Potem zaprowadził ją do jakiegoś pokoju, właściwie magazynu, gdzie nie było mebli, na ścianach wisiały tylko jakieś szmaty.
- Urocze miejsce- okręciła się żeby mu znowu spojrzeć w oczy.
- Czy właśnie tutaj dobija pan targu?
W powietrzu unosił się jakiś pyłek. Na podłodze walały się szczątki czegoś miękkiego.
- Jestem nie tylko znawcą sztuki ale również introligatorem. Rzecz jasna jeśli chodzi o moją właściwą profesję to mogę się pani przedstawić jeszcze raz, z wpisaniem do akt.
- Więc co tutaj się właściwie odbywa?- owiał ją oficjalny chłód.
- Oprawiam książki- odpowiedział wyjmując zwinięte, porządnie oklejone cygaro z Havany.
- John- nagle zapragnęła go odnaleźć. Ale nie mogła zrobić kroku, jakby ugrzęzła w czymś gęstym, nieprzewidywalnym i miękkim jak królicze futerko.
- John, zabierz mnie stąd- poczuła jak wpada w czyjeś ramiona. Kołysał się nad nią jak nagi nietoperz i zbliżał cygaro do ust.
- John!- krzyknęła wyrywając się z objęć Cezara.
Wybiegła na werandę, gdzie w mgnieniu oczu znalazł się także on.
Cezara dziwiło trochę takie zachowanie, przechylił głowę, zdjął okulary i zaczął się bawić oprawkami.
- Po co tyle krzyku, przecież nawet premier może popełnić błąd.
- To tylko "stary zboczek"- odetchnęła z ulgą.
 
Oceń dopis: |
 

Komentarze: 3

Rozmarzyłam się...słowa spłynęły na mnie jak krople krystalicznego dżdżu, a że za przyjemności się płaci uśmiechem - plus

Nie wiedziałem że trzeba jakoś reagować:-) Dziękuję za komentarz.

To takie miłe, gdy autor docenia, ze go czytają

Aby móc dodać komentarz musisz być zalogowany.